Zapomniany epos

Rozmiary dwutomowej edycji są ogromne, dzieło liczy bowiem około 20.000 wierszy. Autor Baśni nad baśniami porwał się na zadanie dość karkołomne, mianowicie postanowił stworzyć epopeję heroiczną osnutą na rodzimych mitach, legendach, podaniach, dziejącą się w czasach „bajecznych”, to jest przedhistorycznych, czasach Kraka i Popiela. „Od dłuższego już czasu – wyznawał autor w Przedmowie – zajmują moją uwagę baśnie i skazki ludów słowiańskich. Wyszły ze wspólnego skarbca indoeuropejskich mitów, mają jednak właściwą sobie fizjonomię na całej ogromnej przestrzeni od Adriatyku aż po wielkie jeziora bałtyckie, gdzie się słowiańskie baśnie pod biegunem najlepiej przechowały, podobnie jak sagi germańskie doszły do nas za pośrednictwem Islandii”. Stwierdzał jednak także z ubolewaniem: „Słowianie nigdy nie posiadali mitologii gotowej. Nie mówię już o tym, żeby kto był w Słowiańszczyźnie spisał coś podobnego do Puran indyjskich albo Eddy skandynawskiej, w których podania obrobione pragmatycznie przedstawiają konsekwentną całość wolną od wewnętrznych sprzeczności. Mity słowiańskie nie dojrzały także nigdy do tego stopnia jak owe prześliczne podania greckie, które prawią wprawdzie sprzeczne szczegóły o każdej boskiej postaci, ale postać każdą narysowały wyraziście i indywidualnie. W baśniach i podaniach słowiańskich pełno jest motywów lokalnych, pełno wariantów zupełnie jeszcze płynnych, (…) wszystko to nie tworzyło nigdy systematu i dziś dla nas będzie podobno niepodobieństwem wydobyć z toni podań zupełnie osobiste i wyraziste postacie, które by miały niezawodnie powszechnosłowiańskie znaczenie. Ale materiał do mitologii przechowany w baśniach i podaniach słowiańskich nadzwyczaj bogaty… I czym więcej się w tym materiale rozpatrywałem, tym wyraźniej zdawało mi się, że z niego mogła urosnąć poezja własna, pełna osobistego życia i epicznej treści i że ta poezja może już dojrzewała w chwili, kiedy zaprowadzenie chrześcijaństwa dalszy jej rozwój powstrzymało”.

Tę właśnie lukę starał się wypełnić Dzieduszycki swym poematem, czerpiąc przy tym obficie nie tylko z baśni polskich, czeskich i ruskich, ale także z germańskiej Pieśni o Nibelungach, sag nordyckich i legend arturiańskich. Zamysł ten był niezwykle ambitny i należy przy tym zauważyć, że nie można określić zapomnianego słowiańskiego barda jedynie jako zdolnego kompilatora, do powszechnie bowiem znanych motywów mitologii indoeuropejskiej podszedł w sposób twórczy, oryginalny, a nawet odkrywczy. Doskonałym przykładem takiego „niekanonicznego” potraktowania rodzimych legend może być wizja zbrodniczego „króla Północy”, demonicznego maga Popiela, przedstawionego w utworze jako ziemskie wcielenie Czarnoboga:

Wstępu tylko broni trwoga,

A wspaniale w komnatach jest u Czarnoboga.

Siedzi w sali sklepionej, dokoła pomroka

W głębie dalsze nie puszcza już ludzkiego oka,

Lampa jedna zwieszona z góry u wiązania

Oświeca środek izby, resztę mrok zasłania,

A złoto tylko czasem wśród nocy się świeci,

Lampa z kryształu zwieszona u pajęczych nici,

Światło okrągłej lampy na kobierzec pada,

A na kobiercu Popiel na tronie zasiada.

Wkoło na stołach wielkie księgi rozłożone,

Za księgami błękitną zwieszono oponę,

Na której złotem wszystkie gwiazdy haftowane,

Znaki zimy i śmierci, i pisma nieznane

Jakieś. Popiel, mąż silny, czarną brodę nosi,

A nad czołem wysoka korona się wznosi

Ze złota, brylantami suto osadzona,

Szata na nim tej barwy, co owa opona

W podobne szyta znaki, księga na kolanach

Rozłożona. Z postaci znać w Popielu pana,

Choć milczy, rozkazuje, a po pięknej twarzy

Znać, że o tajemnicach jakichś wielkich marzy

Pan Północy.

A tak wyglądają przygotowania Popiela do zbrojnej wyprawy na ziemie Krakusa:

Z dali surmy głos usłyszy:

Tak w zimie zawierucha wichrem głośno dyszy.

To Popiel trąbi, stanął u szczytu wieżycy,

A za nim żółte trupy, martwi wojownicy

Królewscy, mocą czaru wielkiego zaklęci.

Gdy surma gra Popiela, moc złego się święci

Na ziemi. Już Żmij zionął z paszczy wielką chmurę,

Co jak śmierć czarna leci z zamku w dal i w górę,

Ku południowi, za nią leci Żmij ukryty,

Z trzęsawisk głowę wznosi naród jadowity

Gadzin, czekając czy nie usłyszy rozkazu,

Gotów świat cały żądłem swym zatruć od razu.

Lecz tego Popiel nie chce. Zatrąbił raz wtóry.

Wicher zimny zaświstał przez lasy i góry,

Szron niesie biały, drobny, ostry, niezliczony

Z zimnej, czarnej Północy w południowe strony.

Tym oczy wyżre ludziom, tym twarz im popali,

Usta zamrozi, siekąc ich gorzej od stali.

Mary i biesy straszne, rogate poczwary

Zaległy pośród szronu północny mrok szary,

Upiory z grobów, strzygi, co pragnieniem płoną,

Gotowe ludom ziemi siąść łaknąc na łono

I krew ich wszystką wyssać, czekają rozkazu,

Aby świat cały trupem uczynić od razu.

Lecz tego Popiel nie chce. Zatrąbił raz trzeci.

Wojsko ohydne jakieś wrzeszcząc przez mgłę leci

Pod zamek, wojsko konne małych żółtych ludzi,

Sprośnymi okrzykami Północ głuchą budzi,

Oczy ich małe tak się jarzą jakby świece,

Czapki z futra ogromne, kwadratowe lice,

Kożuchy na nich wełną na wierzch wywrócone,

Pod nimi konie małe, a jak wilki wrone,

Roją się tak jak mrówki, czekają rozkazu,

Gotowi świat szeroki stratować od razu.

I Popiel tego pragnie; sam konia dosiada,

Sam wrzaśnie głośno, pędzi, a za nim gromada

Dzika, nieprzeliczona w głąb puszczy się wdziera.

Żmij wraca na swe łoże, a wicher umiera

Szepcząc i wojsko dziczy tylko gna w południe,

Pod kopytami koni ziemia czarna dudni,

Wnet łuna krwawa Słowian kraj na popiół spali

I trupem ludzkim każdą cichą wieś zawali…*

Trzeba przyznać, że całkiem imponująco, nawet fascynująco jawi się owa mroczna, malownicza wizja, godna stanąć w szranki z dzisiejszymi konceptami w stylu dark fantasy.

.

Komentarze