Turcy mieszkający poza krajem ruszyli 26 lipca do urn. Mają czas na oddanie głosu, aż do 10 sierpnia, kiedy do urn pójdą mieszkańcy kraju.

Jak podaje agencja Reuters Turcja stowrzyła 42 punkty wyborcze, z których wiele znajduje się na lotniskach i przystaniach. Mieszkający w okolicznych państwach Turcy po raz pierwszą mogą wziąć udział w wyborach, a po niedawnej zmianie prawa – mogą to czynić również obywatele na całym świecie. Jest o co walczyć, bo to pierwsze w historii Turcji bezpośrednie wybory prezydenckie.

 .

Kandydaci?

Oczywiście pierwszym kandydatem jest potężny premier kraju, szef rządzącej AKP i idol konserwatywnej części narodu – Recep Tayyip Erdogan. Pochodzące ze Stambułu polityk jest głónym faworytem wyścigu i trudno uwierzyć, aby ktokolwiek mógł odebrać mu przyszłe zwycięstwo.

Premier konsekwentnie dąży do centralizacji władzy w swoich rękach, a ostatecznym etapem jest właśnie wygranie w pierwszych bezpośrednich wyborach prezydenckich. Wspomniane powyżej zmiany prawa bynajmniej nie są efektem jego miłości do demokracji. Wręcz przeciwnie. Premier jest bardzo popularny wśród rodaków mieszkających poza krajem, a dzięki jego decyzjom umożliwiono głosowanie prawie 3 milionom Turków, którzy do tej pory tego prawa nie mieli.

Erdogan zdecydował się na ten krok, aby… rozmyć oskarżenia opozycji o planowanej przez niego centralizacji władzy. Celem premiera jest ucieleśnienie tureckiego snu o powrocie Ataturka i wydaje się być bardzo blisko tego celu.

Oprócz niego w wyborach startują także inni kandydaci, ale trudno prognozować, że mają jakiekolwiek szanse nawet na drugą turę. Jeśli ewentualnie do niej dojdzie, Turcy pójdą do urn 24 sierpnia, ale wydaje się to mało prawdopodobne.

1335179197logo-f-trust-i-caspar

Ekmeleddin Ihsanoglu, główny przeciwnik premiera, były przewodniczący Organizacji Współpracy Islamskiej, to mocny kandydat, ale czy na tyle silny by stawić czoła Erdoganowi? Trudno powiedzieć. Sama OWI, choć w założeniach jest organizacją polityczno-religijną jest przez anatolijczyków bardzo często postrzegana jako… próba sekularyzacji Islamu. Na takie działania nie ma i nie będzie zgody.

Bardziej radykalni wyznawcy religii z Turcji i krajów Bliskiego Wschodu nie uznają jej autorytetu. Powodem może być jej bliska współpraca z ONZ, która w wyniku wojny Izraela z Palestyńczykami jest uznawana co najmniej za nieskuteczną. Jeśli jeszcze w latach 50 i 60 wyznawcy Islamu ufali ONZ, to dziś wiedzą, że nia ma ona żadnej władzy nad „aniołem śmierci”, czyli Izraelem i stojącym za nim murem „wielkim bratem”, czyli Stanami Zjednoczonymi.

Wszystko to nabiera dodatkowego sensu, gdy przypomnimy sobie wykryty kilka lat temu „spisek generałów”, czyli obalenie bezpośrednich wpływów amerykańskich w Turcji, czego powodem była próba sekularyzacji Turków. Nie trzeba chyba wspominać, że tym który wywołał „bunt chłopów i rybaków” był sam Erdogan i to ona wsadził oficerów do więzienia.

Oczywiście panu Ihsanoglu należy życzyć jak najlepiej, ale prawda jest taka, że pomimo wsparcia dwóch największych partii opozycjnych i dzięki zabiegom premiera mającym na celu zwiększyć populację głosujących Turków, były przewodniczący OWI ma przed sobą bardzo trudne, o ile w ogóle wykonywalne, zadanie.

 .

Ostatni kandydat

Jest jeszcze jeden polityk, który startuje w wyborach, ale zdaje się, że jego celem nie jest zwycięstwo. Jest to Selahattin Demirtas, czyli przewodniczący prokurdyjckiej lewicowej Ludowej Partii Demokratycznej. Nie jest on zagrożeniem dla wcześniej wymienionych kandydatów w tych wyborach, ale jego strategia odbudowywania tureckiej lewicy, czasami zupełnie skrajnej, przynosi rezultaty.

W LPD udało mu się skupić pomniejsze regionalne ugrupowania, w tym wiele z Ankary i Stambułu. Dysponuje armią oddanych ideom socjalizmu działaczy, gotowych walczyć o każdy głos, byle tylko zdobyć lepszy wynik. W tych wyborach na pewno nie wygra, ale AKP i Erdogan muszą zacząć go szanować, bo to właśnie on stoi za wybuchami zamieszek w kilku tureckich miastach przeciwko władzy premiera i tendencjom autokratycznym.

Jeśli uda mu się osiągnąć wynik pozwalający na ogłoszenie sukcesu, musi mieć co najmniej więcej punktów niż sama partia, będzie w stanie ogłosić rychłe nadejście tureckiej wiosny, a takie wydarzenie z pewnością nie jest na rękę ani Erdoganowi, ani jego przeciwnikom.

 .

JNG

Więcej informacji na stronie www.caspartfi.pl

Komentarze