Politycy, nie tylko przywódcy, podejmują decyzje kierując się systemem wartości, o istnieniu których w McPolityce niemal zupełnie zapomnieliśmy.

Charles de Gaulle pojmował swoją działalność polityczną jako posłannictwo – w „Pamiętnikach wojennych” pisał: „W ciągu całego mojego życia noszę w duchu pewien obraz Francji. Dyktuje mi go zarówno uczucie, jak rozum. Słuchając głosu serca wyobrażam sobie, że Francja, niczym księżniczka z bajki lub madonna z fresków ściennych przeznaczona jest dla wzniosłych i niezwykłych losów. Instynkt każe mi wierzyć, że opatrzność stworzyła Francję do niedościgłych sukcesów lub bezprzykładnych nieszczęść. Słowem w moim przekonaniu Francja nie może być Francją, gdy jest pozbawiona wielkości”.

Margaret ThatcherNic dziwnego, że przez niektórych historyków de Gaulle określany jest mianem „misjonarza sprawy narodowej z religijnymi elementami”. Z kolei Margaret Thatcher podkreślała, że jest w polityce „z powodu konfliktu dobra i zła, a wierzę, że w końcu dobro zatriumfuje”. Tylko rozumiejąc system wartości Margaret Thatcher można zrozumieć jej zupełnie pozbawioną pragmatyzmu decyzję o nie rozpisaniu po wojnie o Falklandy wcześniejszych wyborów, mimo że Partia Konserwatywna cieszyła się wówczas ponad 50-procentowym poparciem. Ale pani premier oświadczyła, że wykorzystywanie wojny w kampanii wyborczej byłoby niewłaściwe.

Może to z tego systemu wartości bierze się u polityków wstrzemięźliwość i wielkoduszność, do której dzisiaj w Polsce tak bardzo tęsknimy? Gdy Thatcher objęła przywództwo w Partii Konserwatywnej wszyscy spodziewali się, że „wytnie” zwolenników swojego poprzednika Edwarda Heatha, tymczasem zaprosiła go do współpracy, ale ten obrażony odmówił, co po latach określono „najdłuższymi fochami w historii”.

Natomiast wielu jego dawnych zwolenników weszło do thatcherowskiego „gabinetu cieni”, gdzie objęli kluczowe resorty: spraw zagranicznych i wewnętrznych, ministerstwa przemysłu oraz zatrudnienia. Z podobną wyrozumiałością wobec swoich przeciwników zachował się po zamachu majowym Józef Piłsudski. Major Marian Porwit, w dniach zamachu dowodzący Oficerską Szkołą Piechoty, której słuchacze dzielnie i stanowczo opierali się piłsudczykom, swobodnie kontynuował wojskową karierę; do wysokich zaszczytów doszli stojący podczas zamachu po stronie władz pułkownicy Paszkiewicz i Anders, podobnie było z Grzmotem-Skotnickim, który w latach trzydziestych przywdział generalskie lampasy. Ze stanowiska usunięto natomiast pułkownika Izydora Modelskiego, dowódcę Cytadeli, który wsławił się w zamachu dziecięcą wręcz nieporadnością i zdaniem Komendanta nie zasługiwał na poważne stanowiska wojskowe.

Wyrozumiałością wobec swoich przeciwników kierował się też Winston Churchill. „Zawsze jestem skory wybaczyć polityczne ataki i obrażanie jeżeli nie dotyczą one strefy prywatnej” – pisał w jednym z listów. Dobrze widać to w jego książkach, gdzie przeciwników charakteryzował wprawdzie dowcipnie, ciętym językiem, ale nie złośliwie, a często nawet mało krytycznie. „W opisach tych postaci przewija się uczucie ciepła i sympatii dla każdej portretowanej osoby” – twierdzi jeden z biografów premiera.

Brytyjski premier nie chciał swoich przeciwników upokarzać, zależało mu na włączeniu ich do wspólnego działania. Tak było z Nevillem Chamberlainem, byłym brytyjskim premierem, który po stracie tego stanowiska pozostał w gabinecie Churchilla jako Lord Przewodniczący Rady, czyli pełnił jedną z najważniejszych funkcji w brytyjskiej administracji. Gdy posłowie domagali się powołania komisji, która miałaby zbadać błędy popełnione przez Chamberlaina, premier w ostrych słowach odrzucił ten postulat.

„Gdy teraźniejszość próbuje wydać osąd o przeszłości, to straci na tym przyszłość” – tłumaczył. Co więcej – potrafił też trzymać na wodzy miłość własną, której pokłady są z reguły u ludzi sprawujących władzę nieograniczone. Gdy po przegranych wyborach Churchill składał w Pałacu Buckingham rezygnację z funkcji premiera, król Jerzego VI chciał go odznaczył najwyższym brytyjskim Orderem Podwiązki. Churchill wymówił się twierdząc, że gdy większość wyborców odmówiła mu zaufania, nie powinien dostawać najwyższego brytyjskiego odznaczenia. Order wiele lat później przyznała mu dopiero Elżbieta II. Churchill potrafił być za to bezwzględnie krytykować swoich rodaków, gdy ich zachowanie łamało cywilizacyjne normy.

Kiedy brytyjscy żołnierze pod wodzą lorda Kitchenera sprofanowali grobowiec Mahdiego, przyszły premier przyrównał ich postępowanie do zachowania Hunów i Wandali. Ostro krytykował też brytyjską taktykę „spalonej ziemi” w wojnie burskiej oraz więzienie w strasznych warunkach kobiet i dzieci, co doprowadziło do śmierci blisko 20 tysięcy cywilów. Józef Piłsudski wygłosił wiele ostrych i niepochlebnych – ale słusznych i prawdziwych! – opinii pod adresem Polaków.

.

Piotr Gajdziński

Komentarze