Nikt nigdy nie nazwał mnie Słoikiem i ja też się tak nie czułam. O Słoikach, czyli osobach, które przyjeżdżają z mniejszych miejscowości do dużego miasta, zabierając ze sobą ‘wałówkę’ z rodzinnego domu w szklanych ‘szkatułkach’ dowiedziałam się niedawno. Kiedy w Warszawie, w konkursie na neony wygrały właśnie Warszawskie Słoiki myślałam sobie i myślę do dziś, że ani mnie to ziębi ani grzeje.

.

No bo co? Obrażać się na to, że Słoiki, że z małego miasta? Zero kompleksów, zero zazdrości o tubylców z Poznania, bo tam właśnie studiowałam, a teraz tu mieszkam. Każdy skądś pochodzi i każdy kiedyś gdzieś dojeżdżał. W gruncie rzeczy, parafrazując słowa znanego polityka: Dzisiaj wszyscy jesteśmy Słoikami! 

3.

Najbardziej znane pytanie: skąd dojeżdżasz? 

Ci, którzy pochodzili z Poznania i na uczelnię mieli kilka kroków, ewentualnie kilka przystanków byli w mniejszości. Ja na szczęście miałam zaledwie 30 km do pokonania zimą, wiosną czy upalnym latem. Ale byli tacy, którzy codziennie jechali 100 km tam i z powrotem. My nie byliśmy Słoikami, my byliśmy: ‘ NIE MOGĘ ZOSTAĆ NA IMPREZIE, BO OSTATNI POCIĄG MAM O 21’ lub „ MUSZĘ WYJŚĆ WCZEŚNIEJ Z ZAJĘĆ, BO KOLEJNY POCIĄG MAM ZA CZTERY GODZINY’. No i cóż? Wracało się z poczuciem żalu, że:  jak to, czemu akurat każdy może zostać a nie ja? Czasem jednak inny Słoik, taki już mieszkający w Poznaniu przygarnął mnie na noc. To były czasy! 

Słoiki klasyczne i słoiki dojeżdżające 

1.

Teraz myślę sobie, że my nie byliśmy Słoikami my byliśmy dojeżdżającymi Słoikami. Nie pakowaliśmy jedzenia na cały dzień, ba! Cały tydzień, bo nie mieliśmy tego szczęścia, żeby wynajmować mieszkanie w Poznaniu. Bo gdybyśmy mieli, to na pewno w Słoiki zamienilibyśmy się w mgnieniu oka. Och ile dałabym za to, żeby móc mieszkać, wynajmować pokój/ mieszkanie, nie musieć czekać na PKS ewentualnie KSK, czy pociąg, który przy temperaturze-20 stopni spóźniał się czasem 120 minut, czasem 180. Zawsze jednak spiker uprzejmie informował, że wielkość opóźnienia może ulec zmianie.

O której musisz wstać? 

Kiedy dojeżdżający Słoik jedzie na zajęcia, które rozpoczynają się o godzinie 8.00 musi wstać około 5.10/ 5.20 , (jeżeli chce zachować zasady higieny osobistej). Potem musi dojść na przystanek, lub poprosić, żeby ktoś go tam zawiózł. Następnie z innymi dojeżdżającymi Słoikami, zmęczonymi mniej lub bardziej, musi pokonać trasę 30 km w obrzydliwie starym autobusie lub pociągu czytając notatki, lub śpiąc ( co było moją częstą praktyką). Gdyby ktoś jeszcze miał jakiekolwiek wątpliwości autobusy i pociągi nie są zintegrowane z planem zajęć studentów ( uczniów, pracowników), więc na zajęcia czeka się co najmniej 45 minut.  Zawsze można było porozmawiać z innymi… Słoikami. A jakże! 

2.

No to wreszcie Słoik czy nie Słoik? 

Kiedy już udało mi się wynająć mieszkanie w Poznaniu stałam się pół słoikiem pół plastikiem, bo starałam się kupować wszystko na bieżąco, a nie przywozić tony jedzenia z domu, zresztą nie miałby mi kto zrobić zrazików, kotletów i sałatek, które mogłabym jeść przez kolejny tydzień, aż do kolejnej wizyty. Ale czasem – czemu nie? Trochę sałateczki, trochę mięsa i to często nie w słoikach, a w plastikowych pudełkach. Słoik ewoluuje!  Jak słynne kiedyś pokemony.

 .

.

A więc wielcy przeciwnicy Słoików nie cieszcie się zbyt długo tym, że nazywacie siebie rdzennymi mieszkańcami Warszawy, Poznania czy innej polskiej ‚metropolii’. W każdej chwili możecie znaleźć się na miejscu Słoików, a los może rzucić Was w miejsce bardzo odległe od Waszego małego, niesłoikowego światka. Pamiętajcie: kto ze Słoikami wojuje, w słoiku może zostać zamknięty! 

.

Katarzyna Zarówna

Komentarze