Z impetem w głąb
Ruchy miejskie mają również swoje niedoskonałości. Zarzuca się im, że często powstają w imię realizacji jednego celu i nie mają całościowej wizji przyszłości miasta. Podobnych ruchów mieliśmy w Polsce ostatnio całkiem sporo (matki pierwszego kwartału itp.). Bolączką tych ruchów jest brak „szerokiego przeglądu pola”, sytuacja w której domagają się (kolejny zarzut) wprowadzenia zmian w jednym zakresie, podczas gdy inne sprawy mogą na tym cierpieć.
Odnośnie domagania się – to kolejna rzecz, która wielu niepokoi. Stare ruchy społeczne instytucjonalizowały się w partie polityczne, a te po zdobyciu władzy starały się realizować szerokie i różnorodne cele związane z jakąś konkretną wizją przyszłości. Dziś ruchy społeczne, w tym te miejskie, bardzo często nie mają takiej wizji. Ich celem jest np. budowa sieci dróg rowerowych i po tej realizacji po prostu się rozpadają.
Czy to uprawniony zarzut? Trudno powiedzieć. Obserwujemy sytuację przejściową, moment w którym kierunki i kształty dopiero się pojawiają, zaczynają ewoluować. I choć ta ewolucja trwa już naprawdę długo, na zachodzie to kilkadziesiąt lat, to wciąż trudno określić w którym kierunku zmierza. Nie zapominajmy, że w pewnym sensie pojawia się kolejne ciało pomiędzy władzą a ludem, a programowo demokracja liberalna nie miała mieć ich w ogóle – poza samymi władzami. W tym momencie mamy władzę, partie polityczne i komunikujące się z nimi ruchy miejskie, reprezentujące obywateli. Nietrudno zrozumieć, że partie mogą czuć się zaniepokojone. Oczywiste jest to, że są przeżytkiem – obumarłym artefaktem minionych stuleci. Przecież one na początku również były zawiązywane przez konkretne grupy w celu realizacji ich interesów na szczeblu państwowym. Dziś próbuje się tworzyć partie na kształt szerokiego porozumienia różnych środowisk, które w praktyce polega bardzo często na wyborze mniejszego zła – wyborze poprzez odrzucenie innej partii.
Czy przyszłością ruchów miejskich jest obalenie monopolu partii w zakresie reprezentacji obywateli? W dużej mierze trzeba przyznać, że funkcję reprezentacyjną partie obaliły już same. Poza jej członkami i zagorzałymi wielbicielami, chyba już nikt nie wierzy, że partie polityczne reprezentują kogokolwiek poza sobą i własnym interesem. To oderwanie widać wyraźnie w przypadku zaufania do partii politycznych.
Jednocześnie to samo zaufanie wzrasta jeśli przyjrzymy się ruchom miejskim. Ich członkowie, aktywiści, to często ludzie, którzy mają swoją pracę, ale jednocześnie działają na rzecz wspólnoty lokalnej. To budzi zaufanie, zwłaszcza w zestawieniu z etatowym politykiem maszerującym od studia do studia by tydzień w tydzień opowiadać inną bajkę, akurat zgodną z aktualną wersją partii. Zwłaszcza, że jak pokazuje praktyka, ta bajka jest przez kogoś wymyślona i wysłana w formie emaila, a następnie powtarzana przez wszystkich. Jakie może być zaufanie to człowieka, który nie ma swojego zdania na żaden temat i jedyne co potrafi to dukać wbite na pamięć slogany?
Pozwolę sobie na własne zdanie w tej kwestii. Wydaje mi się, że żadne a każdy kto uczestniczy w takim spektaklu w moich oczach jest automatycznie skreślony. Nie świadczy to dobrze o jego inteligencji, wiedzy oraz szacunku do własnej osoby, bo o szacunek do wyborców tych ludzi nie podejrzewam.
Na tym tle ruchy miejskie wypadają naprawdę pozytywnie. Ich dobre rezultaty w tych wyborach to pozytywny sygnał dla Polski, coś z czego możemy się cieszyć i czemu warto przyglądać się z zaciekawieniem. Trudno jednoznacznie powiedzieć jaka będzie przyszłość polskich ruchów miejskich.
Media głównego nurtu zadają pytanie czy ruchy miejskie przekształcą się w nową, ogólnopolską partię polityczną – ja uważam, że takie stawianie sprawy nie ma sensu. Mamy wyjątkową okazję stworzyć nowy mechanizm, lepszy i sprawniejszy niż zatkana demokracja partyjna, niezdolna do prawidłowej komunikacji ze społeczeństwem, zacietrzewiona w bezmyślnym boju o gruszki na wierzbie i pozbawiona kontaktu z rzeczywistością. W mojej perspektywie warto pozwolić ruchom miejskim na swobodną ewolucję, rozwój w ich własnym tempie i na ich skalę, i przyglądać się rezultatom.
Kto wie, być może to pierwszy pozytywny polityczny sygnał nad Wisłą od naprawdę wielu lat!
.
Jakub Napoleon Gajdziński
Źródło: www.ruchymiejskie.pl




