Niektórzy twierdzą, że ruchy miejskie to zabawa i strata czasu. Inni widzą w nich nadzieję nie tylko na odnowę naszych miast, ale również na nową jakość w polityce. Jedno jest pewne: oddolne inicjatywy lokalne nie mogą być dłużej ignorowane. Wybory samorządowe 2014 pokazały, że ruchy miejskie na stałe wpisały się w polityczny krajobraz polski. Czym są, skąd się wywodzą i jakie są ich aspiracje? 

Przede wszystkim trzeba powiedzieć jedno: podczas ostatnich wyborów samorządowych inicjatywy obywatelskie osiągnęły najlepszy wynik w swojej, dość krótkiej, historii. W Gorzowie Wielkopolskim doszło do prawdziwej rewolucji, ponieważ to właśnie tam Jacek Wójcicki, kandydat inicjatywy „Ludzie dla Miasta” został prezydentem już w pierwszej turze. Jeszcze cztery lata temu taki sukces był trudny do wyobrażenia. 

PL_Gorzów_Staryrynek

Gorzów Wielkopolski, Stary Rynek.

Przyjrzymy się bliżej temu co stało się w Gorzowie. Wójcicki zwyciężył w wyścigu prezydenckim z rządzącym aż 16 lat Tadeuszem Jędrzejczakiem. Sam prezydent-elekt ma zaledwie 33 lata, ale w samorządzie działa już od 21 roku życiu. Do tej pory był radnym Gminy Deszczno, a następnie wójtem tej miejscowości. Jędrzejczyka po prostu zmiażdżył. W pierwszej turze uzyskał ponad 60% głosów. 

Wybory to nie wszystko, o wiele ciekawsze są postulaty, które wyniosły Wójcickiego na fotel prezydenta. Co były wójt obiecał mieszkańcom Gorzowa? Jego sztandarowym pomysłem jest… powołanie rad dzielnicowych, kolejnego organu władzy samorządowej, które mają zwiększyć udział mieszkańców w podejmowaniu decyzji odnośnie ich najbliższego otoczenia. To zmiana nie do przecenienia, zwłaszcza, że jak widać, została doceniona przez Gorzowian. Taka sytuacja podważa paradygmat głównych partii politycznych, które chcą podejmować decyzje za obywateli, rzekomo reprezentując ich interesy. Piszę „rzekomo”, bo władzę i partie polityczne trudno podejrzewać o nadmierne zainteresowanie losem swoich wyborców już po wyborach. Dobrym przykładem jest tutaj sprawa igrzysk w Krakowie i oburzenie krakowskiego magistratu na sam pomysł referendum w tej sprawie. Władza rządzi, władza radzi, władza nigdy cię nie zdradzi.

Kolejnym pomysłem Wójcickiego, który idzie w poprzek dotychczasowej polityki partyjnej oraz patriarchalnego modelu sprawowanie urzędu (jak choćby przez Ryszarda Grobelnego w Poznaniu) jest walka z tzw. „białymi słoniami”. Tym mianem określa się nieudane inwestycje w rodzaju choćby gorzowskiej filharmonii za 138 mln złotych. Jej utrzymanie dosłownie pożera budżet miasta, a cierpią na tym inne inicjatywy kulturalne, kto wie czy nie bardziej popularne. Problem polega na tym, że filharmonia jest czymś czym dany prezydent może się pochwalić, wskazać palce i powiedzieć: ja to zrobiłem. Czy inwestycja była rzeczywiście potrzebna i wychodzi naprzeciw potrzebom mieszkańców? To sprawa drugoplanowa. 

W dodatku, jak to określił Wójcicki, czas rozpocząć wojnę z „niedasizmem”. W centrum Gorzowa znajduje się sporo pustostanów, które z powodu barier administracyjnych stoją nieużywane. Prezydent-elekt, chce je przekazać organizacją pozarządowym i w ten sposób wprowadzić więcej życia w środku miasta. Czy mu się uda? Trudno powiedzieć, ale z pewnością inicjatywa jest warta uwagi. 

„Gorzowskie doświadczenie – mówi Joanna Kusiak z Porozumienia Ruchów Miejskich – będzie miało znaczenie nie tylko lokalne. Miasto ma szansę stać się czymś w rodzaju polskiego Porto Allegre – laboratorium innowacji miejskich, z którego doświadczeń będą mogły korzystać inne miasta, nieważne przez kogo rządzone.”

Trzymamy kciuki.

koniec-ery-samorzadowych-dinozaurów

.

Komentarze