Jako, że sążnisty niczym baba wielkanocna opis dotyczy kulinariów, prezentuję go ze specjalną dedykacją dla Smaków z Polski:

.

Wreszcie skrzypnęła brama, dziesięć kuchtów dźwiga

Ciasto królowej. Jedno spojrzenie rozstrzyga

Spór cały. Ciasto żółte, wonne, okazałe.

Ciasta miejskie jak grzyby wokół niego stały

Niepokaźne, a ono się dębem wydało,

Tak dumnie pośród gminu ciast jakby król stało!

Rosło ludziom nad głowy, a szczyt lukrowany

Na kształt szczytów tatrzańskich na naród poddany

Ciast pomniejszych spoglądał hardo. Dumna pani

Za ciastem weszła z dworem. W jedwabie ubrani

Paziowie niosą skraj jej aksamitnej szaty,

We włosach błyszczą u niej brylantowe kwiaty.

Młodzi dworzanie czapki niosą w swojej dłoni

Jedwabne. Jak łan żyta naród się ukłoni

Królowej; wszyscy czapki w górę podrzucili.

Pani po ludzie spojrzy, ledwo głowę schyli

Z lekka, z uśmiechem pychy pośród ludu stoi,

Czeka na męża swego, sądu się nie boi.

Skrzypnie brama przeciwna, król w pancerzu wchodzi

I rycerzy skrzydlatych orszak z sobą wodzi,

Mała korona złota mu błyszczy na głowie.

Naród kłania się nisko, król jemu odpowie

Ukłonem. Milczą wszyscy. Nareszcie królowa

Do męża się odezwie w takie oto słowa:

„Sprawujże swoje sądy! Zda się, że pieczywa

Nie będzie się wstydziła twoja żona, Żywa.

Widzisz, że chociaż zwykle żyję dla zabawy,

Przecież chlubę zdobędę i innymi sprawy,

Gdy zechcę. Jeśli wszystkie ciasta te rozważysz,

Przecież królowej zawsze królową być każesz,

Siądę na pierwszym miejscu wśród dworskiej biesiady

I w pierwszej parze z tobą podczas maskarady

Tańczyć będę. A jeśli ktoś się tylko waży

Zajrzeć mi w drogę, plunę jemu w środek twarzy,

Rozebrać każę, smagać każę i żelazem

Ściąć, żeby mnie umiano uczcić drugim razem,

Jak się należy”. Na to Krak głośno zawoła:

„Żywo, nie bądź przed czasem zanadto wesoła!

Jeszcze, wiem o tym pewnie, jedno pieką ciasto,

Jeszcze nie jesteś pierwszą w Krakowie niewiastą!

Poczekaj chwilę, żono, może się pokaże,

Że ciasto twe za małe, a zbyt wiele waży”.

Tak Krak zawołał głośno, a spoza rycerzy

Wyszedł chłopaczek mały w kuchennej odzieży,

Cały był w bieli, cały w fartuchu ubrany,

W ogromnej czapce białej, mąką obsypany;

Liść zielony kapusty na dziedziniec kładzie,

Ukłoni się królowi, królowej i radzie,

Potem zwróci się milcząc i do zamku wraca.

Na liściu tym spoczywa jakiejś muchy praca,

Ciasteczko małe, jakby ziarneczko fasoli,

Ciastko to w oczach tłumu urasta powoli,

Na drożdżach dziwnych rosnie, choć już upieczone.

Tłum usta rozwarł, patrzy cały w jedną stronę,

Królowa otworzyła swe usta szeroko,

Ze zdziwieniem wzrost ciasta śledzi każde oko,

Ciasto rośnie i przy tym przedziwnie wonieje.

Królowa już się gniewa, tłum się głośno śmieje;

Ciasto dumnej królowej już się grzybem staje,

A nowe ciasto przy nim olbrzyma udaje,

Rośnie, wciąż rośnie, wreszcie tak do góry bieży,

Że wzrosło ciasto butne ponad zamku wieże,

Z dumą z góry spogląda zza murów na miasto,

A tak dziwnie jest lekkie nad ciastami ciasto,

Że wietrzyk na dziedzińcu żartem je obraca.

Czarodziejki to chyba, a nie muchy praca!

Królowa ze złości zbladła, za włosy się chwyta

I na ustach się pieni i zębami zgrzyta,

A lud głośno się śmieje, kiedy gniew jej widzi,

Bo lud serdecznie swojej pani nienawidzi.

.

żabaKrakus, czując poparcie ludu, upokarza publicznie nielubianą królową. Ujawnia, że mała żabka zwyciężyła władczynię i tańczy z zielonym płazem na ramieniu, budząc zdumienie i skryte śmiechy dworaków oraz bezsilną złość wiedźmy w koronie.

Gdy po skończonej zabawie opadają emocje, żabka krytykuje raz jeszcze Krakusa za poniewieranie godnością żony, a następnie sugeruje drugi etap kobiecych rozgrywek. Tym razem mają się zmierzyć w hafciarstwie. Która wyszyje piękniejszy kobierzec, godna jest być prawdziwą monarchinią. Następuje kolejna konfrontacja, z której oczywiście żabka wychodzi zwycięstwo. Jednak, jak to w baśniach bywa, do trzech razy sztuka, a zło nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.

Sapucha wybucha wściekłością, oskarżając rywalkę o wrogie czary i stwierdza, że prawdziwe królowe winny też konkurować pięknością. Nie ma wątpliwości, że tym razem nie może się z jej urodą równać nędzna bagienna ropucha i zastawiła odpowiednią pułapkę na leśną przybłędę.

W tym momencie okazuje się, że nawet zaklęte płazy mogą się poczuć urażone w niewieściej godności. Żabka wyjawia swą tajemnicę: jej imię brzmi Kolęda i jest córką leśnej boginki, „pani moczarów”, Światłowidy. Gdy zechce, może zyskać ludzką postać, zrzucając żabią powłokę, wtedy jednak ktoś zaufany musi skrycie przechować zieloną skórkę i zwrócić ją natychmiast, kiedy tego zażąda. Zaintrygowany Krakus obiecuje solennie dotrzymać słowa i przystaje na ten szczególny układ.

Kolęda, jako czarodziejka jasnej mocy, w postaci kobiecej naturalnie przewyższa urodą mroczną wiedźmę Sapuchę i po raz trzeci zwycięża, stając się pierwszą w dziejach Miss Krakowa…

Na marginesie ośmielam się dodać uwagę, iż dla dobra fabuły byłoby bardziej logiczne, gdyby Kolęda okazała się kolejnym wcieleniem czarodziejsko przemienionej Żywy, pragnącej tym sposobem zbliżyć się znów do małżonka i ustrzec go przed zakusami złej siostry jędzy. Autor wszakże poszedł inną drogą, gdyż jego ewidentną ambicją było zawrzeć w gigantycznym eposie kompendium baśniowych motywów słowiańskich. Opowieść toczy się zatem wielonurtowo jak potężna rzeka, pełna niezwykłych zawirowań i niespodzianych zakrętów.

 .

Komentarze