Smaki z Polski

Cztery dni na poznanie Lwowa to stanowczo za mało.

Dziś we Lwowie barykady płoną tak, jak płonie we mnie miłość do tego miasta.  Zachwyciło mnie w nim właściwie wszystko. Dlatego tak bardzo niepokoi mnie to, co dziś dzieje się na ulicach ukraińskich miast. Moja wakacyjna podroż to wolny od ciężkiej, polsko – ukraińskiej historii Lwów. Porwał mnie w wir kawiarnianych zapachów, ulicznego gwaru i przyjaznych twarzy. Cztery dni na poznanie Lwowa to stanowczo za mało. Jednak wtedy, spędza się ten czas tak intensywnie jak tylko się da. Moja lwowska opowieść, zaklęta w zdjęciach jest autentyczna, bo oparta na historiach, które każdego dnia rozgrywają się na lwowskich targowiskach, bazarach i w małych sklepikach. To tutaj każdy dzień jest wyzwaniem i walczy się o niego jak o największy skarb.

Rzeźbiarz Sasza

Smaki z Polski

We Lwowie można się zakochać!

Tu poznałem Saszę, lwowskiego rzeźbiarza, który oprowadził mnie po Lwowie, jakiego nie zna żaden turysta. Jego rzeźby można podziwiać w kościołach, ale do jego pracowni wstęp mają tylko nieliczni… w tym ja. Wchodziłem w małe podwórka, poznawałem ludzi, rozmawiałem z nimi, robiłem im zdjęcia. Tak również trafiłem w podwórze zabytkowego Teatru Skarbkowskiego. Rozmawiałem tam z jednym z mieszkańców kamienicy, który zaprosił mnie na  spektakl kończący sezon w teatrze. Później dowiedziałem się, że Ilja jest najsłynniejszym stolarzem we Lwowie i tworzy scenografie teatralne.

To są smaki Lwowa, które dla mnie jako fotografa, są najważniejsze. Ta naturalna więź, która łączy mnie z człowiekiem, z którym rozmawiam. Otwartość i życzliwość, która spotykała mnie na każdym kroku to coś, czego nie doświadcza się na co dzień. Ludzie zwykle są nieufni, spieszą się, nie mają czasu na rozmowę. Tutaj było inaczej. To tak, jakbym na chwilę trafił do innego świata. A to właśnie ten Wschód, zawsze uznawany jest za zaścianek Europy, w kontaktach międzyludzkich i podejściu do drugiego człowieka, bije zachód na głowę.

Jednak oprócz smaczków, związanych ze zwiedzaniem, rozmowami i anegdotami, planu na kolejny dzień, nie da się spisać bez filiżanki kawy, bez zjedzenia czegoś w Puzatej Chacie, czy żydowskiej knajpce, której mroki rozświetlane są przez menory.

Kawiarniana stolica Ukrainy

Smaki z Polski

Tradycje wiedeńskiej monarchii, związane z kawą przetrwały we Lwowie do dziś!

Wielbiciele kawy, we Lwowie znajdą swoją Ziemię Obiecaną. Tradycje wiedeńskiej monarchii, związane z kawą przetrwały do dziś. Lwów nazywany był kawiarnianą stolicą Ukrainy i taką pozostał do dziś. W każdym zakamarku miasta znajdziemy knajpkę, w której można wypić tę czarną ambrozję, a jej zapach to nieodłączny element zwiedzania. W wielu kawiarniach kawa parzona jest w rozgrzanym żwirze. Ja zachwycałem się pyszną, a co więcej tanią kawą w każdym możliwym momencie. Jesienią chciałbym się wybrać na festiwal kawy, podczas którego przygotowywane są prawdziwe filiżankowe cuda.

Piliście może już kawę po kurylsku, z dodatkiem cytryny, miodu, koniaku i wody gazowanej? Witamy we Lwowie!

Targi i bazary

Króliczki playboya

Króliczki playboya

To miejsca, gdzie wśród sprzedawców i gwaru kupujących czuję się jak ryba w wodzie. Tu łatwo nawiązać kontakt, przekonać się jakie problemy mają mieszkańcy, a także dostać świeżutkiego pączka, który czeka na mnie codziennie w tym samym miejscu, u tej samej, pulchnej i życzliwej kobiety. Wędliny i sery sprzedawane każdego dnia na targu przypominały w smaku… mięso. To były prawdziwe, pyszne wyroby, których smak pamiętam do dziś. Uśmiechnięte, choć tak zmęczone sprzedawczynie wspomina się lepiej niż kolację w wykwintnej restauracji. Podchodząc do straganu, gdzie chciałem zrobić zdjęcia, dwie panie zapytały mnie czy fotografuje dla gazety. Odpowiedziałem, że owszem, dla Playboya. Panie ustawiły się razem, śmiejąc się do rozpuku, czego efektem jest zdjęcie dwóch kobiet na straganie z wędlinami.

Będąc na Ukrainie nie można nie spróbować barszczu ukraińskiego. Ja zachwycałam się jego smakiem tak jak smakiem pirożków, które wbrew pozorom nie są małymi pierogami. Jest to rodzaj bułek, nadziewanych dodatkami słodkimi, słonymi lub pikantnymi. Do dziś pamiętam ich wyjątkowy smak. Również ogromny wybór pierogów a także mięs to raj dla miłośników pysznego jedzenia. W jednym z przewodników przeczytałem również o wyjątkowym hot dogu, którego jednak nie udało mi się spróbować. Hot dog, jak hot dog – bułka i parówka. Ale te Lwowskie, jak głosi legenda są dla tych, którzy mięsa nie jedzą. W środku bułki, zamiast zwyczajnej parówki czai się wegetariańska niespodzianka – pikantna, marynowana… marchewka. Tak, Lwów zaskakuje na każdym kroku.

Fotograficzna podróż po zakamarkach Lwowa z Piotrem Zarównym

We Lwowie nie sposób się nie zakochać a już na pewno nie zauroczyć się jego wdziękiem gwarnych uliczek. Zabytki, cudowni i ciepli ludzi dopełniają całości. Ja na pewno wrócę do tego miasta, aby skrzyżować swoje kroki z tysiącami turystów, z różnymi kulturami, wyznaniami i sposobami na życie. Moim sposobem na wakacje stało się właśnie to miasto, które powraca do mnie jak echa dzwonów bijących w południe w samym centrum Lwowskiego rynku. Zapraszam na fotograficzną podróż po zakamarkach Lwowa.

Tekst: Piotr Zarówny

Foto: Piotr Zarówny (więcej zdjęć zobaczysz na stronie Piotra Zarównego – kliknij

Komentarze