Mówi się o tym, że młodzi pracownicy zaraz po studiach nic nie potrafią i należy ich od nowa uczyć. Jaki model nauki wybrać by dostosować studia do warunków rynkowych, a jednocześnie nie zatracić ducha uczelni, opowiada dr Tomasz Kozłowski, kierownik Katedry Kulturoznawstwa w Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu.

 

Jak należy rozumieć hasło krakowskiego Kongresu Kultury Akademickiej –  „Ideał Uniwersytetu- Reaktywacja”?

Powoli odchodzimy już od traktowania uniwersytetu jak „wyższej szkoły zawodowej” i wracamy do wcześniejszych, dobrych tradycji, tworzenia pewnego rodzaju wspólnoty, mitu i etosu związanego zarówno z wspólnotą akademicką: pracowników, naukowców, jak i studentów. W takim systemie wartości nie chodzi o to, żeby tylko i wyłącznie tworzyć doskonałych pracowników, dobrze przystosowanych do dzisiejszego rynku pracy, ale żeby tworzyć ludzi otwartych, świadomych, z otwartymi pootwieranymi, chłonnymi umysłami i ciekawych świata.

.

Podaję wypowiedź profesora Sztompki „My gonimy nowoczesność z przedwczoraj. To jest taka Polska cecha : myślimy, że jesteśmy coraz bardziej nowocześni, a ścigamy coś, co było rzeczywiście na Zachodzie, w modzie 20 lat temu”. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Uniwersytet JagiellońskiFaktycznie, stoimy przed problemem o którym Marshall McLuhan mówił, „problem wstecznego lusterka”. Bardzo ciężko jest prowadzić samochód przy użyciu tylko i wyłącznie wstecznego lusterka.  Jest to prawie niemożliwe i łączy się to z dużymi zagrożeniami.

Z polskim szkolnictwem wyższym może być bardzo podobnie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że powinniśmy dostosowywać ludzi do potrzeb rynku pracy. Ale koncentrując się tylko na tym celu, być może tracimy jakąś szerszą wizję, która w dzisiejszym społeczeństwie również jest bardzo potrzebna.

W czasach w jakich żyjemy panuje ogromny przyrost wiedzy, szybko zmieniają się najróżniejsze mody i trendy, w związku z czym orientowanie się na jedną wybraną strategię, jeden wybrany kierunek, jeden wybrany pomysł na przyszłość, jest związane ryzykiem, że w niedalekiej przyszłości, w ciągu dwóch, czy też trzech lat, podjęte decyzje mogą okazać się nietrafione, w najlepszym razie nieaktualne.

.

Czyli jak najbardziej warto wybierać kilka kierunków na studiach?

Nie powiedziałbym w ten sposób. Należy nastawić się na to, że wybrany przez nas kierunek nie wystarczy na resztę zawodowego życia. Przez większość swojego życia zawodowego pracownicy będą zmuszani do częstego przekwalifikowania się zawodowo i dokształcania.

Pracownicy będą musieli poszerzyć swe kompetencję, ponieważ rynek zmienia się bardzo gwałtownie. Zawody, których jeszcze kilka lat temu nie było, są teraz na topie. W związku z czym, gdybym miał na nowo wybierać kierunek studiów, przyjąłbym, że wiedza, którą nabędę zdezaktualizuje się już po kilku latach. Starałbym się wybrać taki kierunek studiów, który w pewien sposób nauczy mnie elastyczności i otwartości oraz zaszczepi we mnie określone postawy. Nabyta wiedza w każdej chwili może stać się przeżytkiem, natomiast postawy, pewne oczekiwanie względem rzeczywistości, gotowość na to, że rzeczywistość będzie się zmieniać to ogromny kapitał, z którym ludzie powinni wyjść ze studiów.

.

Obecni pracodawcy oczekują od przyszłych pracowników takich kompetencji jak wizja, wyobraźnia. Czy jest to realne w nowoczesnym świecie?

kierunekMyślę, że jest to realne, lecz musimy pamiętać, że aby wyrobić sobie pewną określoną wizję i przyjść na rynek z takim potencjałem, może to zabrzmi jak banał, musimy bardzo dużo inwestować w rozwój swojego umysłu, w najróżniejszy sposób stymulować go. Nie powinniśmy usilnie wpychać go w jakieś formułki, poddawać określonym procedurom oraz wierzyć, że jedna wypracowana reguła wystarcza na jakiś okres, lub na wykonanie określonych zadań. Jest wręcz przeciwnie. Na studiach powinniśmy nauczyć się popełniać błędy, szukać różnych nietypowych, niestandardowych dróg, zaskakujących rozwiązań. Nasza edukacja, również na tym wczesnym poziomie, podstawowym i gimnazjalnym, uczy młodych ludzi przede wszystkim udzielania poprawnych odpowiedzi. Z pewnego punktu widzenia jest to dobre, lecz na pewnym etapie taki tok myślenia jest zabójczy dla kreatywności i wspomnianej przez Panią wizji. Młodzi ludzie bardzo szybko wstukują sobie w głowę przekonanie, że nie wolno popełnić błędu, że możliwa i właściwa jest tylko jedna odpowiedź. Należy tę odpowiedź wykuć i o innych możliwościach zapomnieć, zupełnie się w nie nie zagłębiając. Podstawowym błędem współczesnej edukacji jest to, że nie pozwala się mylić. Edukacja, która uczy nas bycia kreatywnym, szukania nowych lepszych rozwiązań, powinna nas uczyć również, że pomyłki są pożądane i mają w sobie  potencjał. Szukanie nowych niestandardowych rozwiązań jest tym, czego pracodawcy oczekują, więc jeśli mamy uczyć w jakiś sposób swój umysł, przystosowywać go do środowiska kreatywnego to powinniśmy wystawiać go na nieoczekiwane sytuację. Wybierać nieoczekiwane rozwiązania, co w dzisiejszych czasach jest dość trudne bo ludzie boją się nowości, boją się ryzyka. Musimy jednak nauczyć się takiego nieszablonowego sposobu funkcjonowania, bo, jak to mówią socjologowie, żyjemy w społeczeństwie ryzyka i obawiam się, że jeszcze wiele wody w rzece upłynie, zanim przeskoczymy ten etap.

.

Jak skomentuje Pan doktor słowa Prof. Piotra Sztompki „proces boloński jest absurdem, wymyślonym przez urzędników”?

myślenieMamy tu do czynienia z pewnego rodzaju pęknięciem, tzn. faktycznie uniwersytety zostały w tym procesie potraktowane jako wyższe szkoły zawodowe. Owszem, coś takiego jak WSZ również jest potrzebne,  aczkolwiek spowodowało to jakieś niewytłumaczalne zepchnięcie szkolnictwa wyższego w pogoń za nieustannym dostosowaniem się do wymogów rynkowych. Takie poszukiwania rozwiązań są oczywiście potrzebne, bo przecież chodzi o to aby kształcić ludzi, którzy są dostosowani do współczesnych potrzeb rynku pracy, jednak w takim tempie zmian, przy postępującym niżu demograficznym, gdzie wiele szkół walczy o przetrwanie,  działania te są miejscami tak szalone, że gdzieś po drodze gubi się ów uniwersytecki etos o którym prof. Sztompka mówi, czyli właśnie nastawienie na rozwój, badania, nastawienie na uprawianie twardej nauki. Bardzo często dla szkolnictwa wyższego jest to duży problem tzn. godzić swoją misję edukacyjną z misją rozwojowo-badawczą. W związku z tym pojawiają się takie koncepcję jak re-schooling czy też de-schooling, gdzie totalnie odrzuca się już możliwość uczenia w ośrodkach uniwersyteckich. Mówi się, że być może funkcję edukacyjne powinny przejąć prywatne ośrodki szkoleniowe, które pojawiają się na rynku jako normalne firmy, a uniwersytetom, akademiom, politechnikom należałoby zostawić poletko naukowo-badawcze i odciążyć je od konieczności uczenia studentów. Są to pomysły bardzo rewolucyjne, nie wiem na ile są one realizowalne. Na pewno świadczą o tym, że jest jakiś problem, jest jakieś niezrozumienie. Czy szkolnictwo wyższe to automatycznie sektor badawczy i naukowy, czy koniecznie należy to utożsamiać? Czy być może te dwa sektory powinny na jakimś etapie się rozłączyć?

.

„Ze stosunkiem do studentów jest dziś na uczelniach jak w przedsiębiorstwie : Oni mają być towarem, obrabianym na taśmie produkcyjnej Uniwersytetu, a następnie gotowym do konkretnego zawodu na przyszłym rynku pracy.” Czy zgadza się Pan doktor z tym stwierdzeniem?

Niestety, ale jest to pewna tendencja, która rzeczywiście na polskim rynku jest bardzo aktualna. Można nawet powiedzieć, że dominująca. Młodzi ludzie obierają kierunek studiów nie ze względu na to w jaki sposób on ich rozwinie, w jaki sposób rozwinie ich osobowość, sposób funkcjonowania w społeczeństwie, w kulturze. Nie. Myślą przede wszystkim pod kątem tego, jakie znajdą zatrudnienie. Ciężko nie rozumieć takiej logiki: każdy wszak chce mieć dobrą pracę i żyć na przyzwoitym poziomie. Wydaje mi się jednak, że niekoniecznie jest to cel szkolnictwa wyższego. Musimy nauczyć się myśleć i rozumieć, że wyższa edukacja to jest jeden (ale tylko jeden!) z bardzo licznych kamieni milowych, które będą decydować o karierze w przyszłości. Młodzi ludzie tylko przez moment będą mogli pochwalić się pewnym dyplomem, bo w przyszłości będą chwalić się również innymi kompetencjami, które zdobędą na rynku pracy i to one będą decydujące. W związku z czym nie przeceniałbym roli zdobycia dyplomu z jednego wybranego kierunku, skoncentrowałbym się na tym, jakie kompetencje, jakie umiejętności praktyczne, zdolności społeczne takie studia mogą nam zapewnić. Wiedza bardzo szybko się zdezaktualizuje, ale sposób funkcjonowania z ludźmi, sposób komunikowania się z zespołem, sposób funkcjonowania w jakiejś strukturze pracowniczej zawsze pozostaną przydatne. Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, gdzie wiele rzeczy wykonują już za nas komputery , maszyny, procedury. Mimo to, współpraca w zespołach ludzkich pozostanie wciąż kwestią kluczową, dlatego wydaje mi się, że możliwość doszlifowania takich umiejętności powinna być celem studiów największą zaletą współcześnie konstruowanych programów kształcenia. Wiedza teoretyczna jest ważna, ale nie najważniejsza. Umiejętności praktyczne i kompetencje interpersonalne to moim zdaniem absolutna podstawa.

.

Jak powinien wyglądać model współpracy uniwersytetu z biznesem?

wykładUważam, że dopiero zaczyna być wypracowywany korzystny model takiej współpracy. Jeszcze dwa, trzy lata temu, gdy dyskusja nad łączeniem wysiłków szkół wyższych i firm dopiero się zaczynała, widać było ze strony uniwersytetów spory opór: „my jesteśmy elitą akademicką, doskonale wiemy jak powinniśmy kształcić od strony teoretycznej, praktykę zostawmy rynkowi i pracodawcom, sami będziemy kształcić po swojemu.” Ten mur niechęci powoli – i na szczęście – pęka. Mam wrażenie, że uniwersytety i całe szkolnictwo wyższe otwierają się już na potrzeby rynku i gdybym miał sobie wyobrazić idealny model współpracy uniwersytetu i pracodawców to po prostu zaprosiłbym firmy do współtworzenia programów kształcenia. Nie może to odbywać się tylko na takiej zasadzie, że sektor edukacyjny przedstawia im pewne rzeczy, pewne rozwiązania, przedmioty, kursy do zaopiniowania. Proces ten winien opierać się na czynnym włączeniu tych ludzi w proces dydaktyczny. Oni powinni być na zajęciach, powinni je prowadzić, powinni być częścią takiego procesu i właśnie tego rodzaju strategię staramy się realizować w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, gdzie kierunki są tylko w pewnym stopniu tworzone przez naszą kadrę naukową. W dużym stopniu są konsultowane i tworzone przez ludzi z zewnątrz, przez ludzi z firm, którzy bardzo często prowadzą u nas zajęcia. Wydaje mi się, że tak powinna wyglądać dobra praktyka edukacyjna.

.

Rozmawiała Patrycja Osinska

Komentarze