STADO – to starosłowiańskie święto, które gromadziło wielką ilość ludzi na neutralnych ziemiach, gdzie przy dźwiękach muzyki i podczas różnorodnych zawodów sportowych zacieśniały się więzi pomiędzy nimi. Święto to łączyło niegdyś pokolenia i zacierało granice. Ponadto wprowadzało równość w społeczeństwie, edukowało, inspirowało i dodawało energii. Dziś członkowie Stowarzyszenia Krzewienia Kultury Słowiańskiej „Jawia” wracają do tej tradycji, wskrzeszając uśpionego ducha słowiańszczyzny. Zapytaliśmy ich o cele, wizję oraz organizację Festiwalu.

.

Co dla Ciebie oznacza STADO?

Magda: Nie chcąc powielać rozległych definicji i naszych treści reklamowych, powiem krótko: STADO, to dla mnie innowacja. Odrodzenie naszej rdzennej kultury w nowej formie i wyjście z nią do współczesnego człowieka.

Marta: Dla mnie STADO to coś dzikiego, żywioł, który pozwoli nam spotkać się w jednym miejscu, aby poznać nasze korzenie. Sam projekt festiwalu jest dla mnie przede wszystkim spełnieniem celu JAWII, Stowarzyszenia, które zakłada promocję rodzimej kultury w naszym kraju. Sam pomysł na festiwal narodził się w naszych głowach już blisko dwa lata temu, teraz ten pomysł się spełnia i jestem zachwycona wsparciem cudownych osób, które w tym czasie poznajemy!

Szymon: STADO to o wiele więcej niż tylko słowo :-) Jest to zbiór wartości, ludzi, kultur itd., który składa się na nas… Polaków 😀

Dominika: Ja STADO łączę z tym, czym było ono kiedyś, czyli spotkaniem ludzi, którzy chcieli przeżywać czas razem. A w ostatnim czasie tak się składa, ze STADO oznacza dla mnie też sporo pracy 😛

.

Mówicie, że chcecie wskrzesić uśpionego ducha słowiańszczyzny – jaki jest ten duch, co ze sobą niesie?

Dominika: Dla mnie słowiański duch to sposób, w jaki czujemy, reagujemy, w jaki sposób myślimy. Mimo, że przez setki lat słowiańska tożsamość była mocno pomijanym fragmentem rzeczywistości, a obrzędowość i tradycje stały się tematem tabu, to wszystko gdzieś ciągle w nas drzemie. Przeróżnie nas indoktrynowano, ale cel nigdy nie został osiągnięty. Teraz przeżywamy prawdziwy renesans „słowiańskości” – ludzi żywo interesuje ich własna historia i kultura i widzą, że to jest właśnie ich scheda, którą należy mocno pielęgnować, a nie ukrywać przed światem.

Magda: Ten duch jest uśpiony w każdym z nas. To rodzaj przywiązania do ziemi, z jakiej wywodzi się nasza tradycja. Przywiązania do natury, do naszego klimatu i zakorzenionych gdzieś głęboko obyczajów. Duch jest uśpiony – ponieważ o nim zapomnieliśmy. Przytłoczyła go nie tylko codzienność, natłok medialny i informacyjny, jakim jesteśmy zalewani z każdej strony, ale też wpływy z innych kultur. Osobiście widzę Polaków jako naród odcięty od swoich korzeni. Od dziecka uczymy się o bogatej kulturze Greków, Rzymian, uprawiamy jogę, zajadamy sushi, leczymy się akupunkturą. Poczucie braku tożsamości osłabia nas jednak jako naród. Wierzę, że trzeba obudzić w sobie uśpionego ducha słowiańszczyzny, aby stać się lepszym – silniejszym człowiekiem, dumnym i świadomym swego pochodzenia Słowianinem.

Szymon: Duch słowiańszczyzny to kolorowy, wielce uzdolniony i bardzo uparty stworek, bez którego nasz kultura nie byłaby taka barwna i piękna. Różnorodność oraz barwność tego ducha sprawa, że w każdym regionie Polski nasze tradycje kulturowe są zawiłe i różne, a co za tym idzie, ciekawe i godne poznawania oraz naśladowania.

.

Skąd pomysł na festiwal i to ujęty tak kompleksowo, zbierający tyle różnych aktywności?

Magda: Po pierwsze naszym priorytetem jest profesjonalizm, dlatego rozpoczęliśmy przygotowania od rozpoznania „rynku” – jeśli można to tak ująć. Dostrzegliśmy niszę w tego typu imprezach organizowanych w naszym regionie, więc doszliśmy do wniosku, że chcąc szerzyć kulturę słowiańską na Śląsku jako stowarzyszenie – powinniśmy zrobić to właśnie w takiej formie. STADO ma łączyć pokolenia, dlatego program jest rozbudowany – aby każdy odbiorca znalazł tu coś dla siebie. Podobne imprezy zwykle są ukierunkowane na jeden z elementów: albo na koncert, albo na rekonstrukcję, albo na jarmark, czyli samą sprzedaż. Nie spotkaliśmy się podczas przeprowadzania analiz z tak szerokim wachlarzem atrakcji w jednym miejscu. Uznaliśmy, że jest to nasza mocna strona i postanowiliśmy iść dalej takim wielotorowym szlakiem. Uważam to za bardzo ambitne podejście, ale dzięki niemu mamy ogromne zainteresowanie i już odnotowaliśmy pierwsze sukcesy – czyli wzrost świadomości społeczeństwa o swych słowiańskich tradycjach.

Szymon: Mnie osobiście bardzo boli to, że począwszy od tego jak zaczynamy uczyć się historii, a w szczególności historii naszego pięknego kraju, dowiadujemy się tylko szczątkowo o kulturze oraz zwyczaju sprzed XI w. n.e. Poznajemy za to kulturę antyczną Greków, Rzymian oraz Celtów, German a swoją, rodzimą – nie. Dlatego chciałem, by Festiwal przybliżał źródła tego dlaczego w czasach nowożytnych jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.

Dominika: Chciałabym powiedzieć po prostu – bo można! Nie jest to cała prawda, ale jest w tym prawdy sporo. Mamy wokół siebie mnóstwo cudownych ludzi, z których każdy coś może i potrafi, a którzy chcą tych talentów użyć właśnie dla STADA. Dlatego też mozemy urzeczywistniać swoje (szalone niekiedy) pomysły.

.

Dlaczego akurat Dąbrowa Górnicza?

Szymon: Lasy, dęby, łąki… Czyli wszystko czego dusza potrzebuje by poczuć ducha Słowian w sobie na nowo 😀

Magda: Jesteśmy młodym stowarzyszeniem z Dąbrowy Górniczej, istniejemy dopiero od roku w takiej formie, posiadając osobowość prawną. Festiwal, to nasz pierwszy, największy i do tej pory – najważniejszy projekt. Zdecydowaliśmy, że działania rozpoczynamy od naszego miasta, gdzie mamy siedzibę. Park Zielona jest pięknym miejscem, które ostatnimi laty poszło nieco w odstawkę, jeśli chodzi o organizowanie tam czegokolwiek na większą skalę, a przecież to miejsce ma niesamowity potencjał. To kolejna nisza. Od samego początku, gdy gromadziliśmy wokół siebie partnerów, załatwialiśmy wszelkie formalności – wszyscy przyjmowali naszą inicjatywę bardzo pozytywnie. Dąbrowa jest miastem pro-sportowym i naszym zdaniem brakuje tutaj wydarzeń kulturalno-muzycznych. Okazało się, że wiele placówek czy organizacji podziela tą opinię. Nie wykluczamy jednak organizacji kolejnych edycji festiwalu w innych miastach.

.

Jak się, jako organizatorzy, dobraliście?

Marta: Spontanicznie, docieramy się cały czas, jednak ekipa jest kompletna :)

Szymon: Bardzo fantastycznie 😀

Magda: W organizację festiwalu zaangażowane jest całe stowarzyszenie, jednak – jak to zwykle bywa – z czasem wyłonił się nasz „trzon organizatorski”. Nasza czwórka, to osoby, które mają już pewne doświadczenie w organizowaniu podobnych projektów. Z jednej strony w tak ścisłym gronie jest nam łatwo podejmować szybkie decyzje. Z drugiej – ciężko podzielić się obowiązkami, których z dnia na dzień przybywa. Wszyscy jesteśmy osobami pracującymi. Mamy ograniczoną ilość dni urlopowych, więc bywa ciężko. Niektórzy z nas pracują na kilka etatów, inni mają pracę zmianową. Staramy się zatem wzajemnie uzupełniać w załatwianiu różnych spraw okołofestiwalowych. Mamy też różne charaktery, niekoniecznie takie same upodobania. Jednak to, co moim zdaniem nas łączy, to zapał do działania i ukierunkowanie na sukces. Poganiamy się wzajemnie, pilnujemy, podkręcamy, czasami na siebie nawet wrzeszczymy, ale też cieszymy się wspólnie z każdego, nawet najdrobniejszego kroku do przodu. Jesteśmy przy tym bardzo elastyczni i dzięki takiemu nastawieniu wierzę, że uda nam się dopiąć każdy szczegół na przysłowiowy ostatni guzik.

.

Jak wygląda praca nad Festiwalem? Czy każdy ma jakiś zakres obowiązków, czym się zajmujecie?

Marta: Na początku założyliśmy, że za każdą sferę festiwalową będzie odpowiedzialna jedna osoba, która posiada największe doświadczenie w danym zakresie. Na dzień dzisiejszy ta forma się sprawdza. Ja uważam siebie za „wolny elektron”, który działa tam, gdzie jest potrzebny, nie wchodząc jednak w kompetencje innych. Muszę przyznać, że najwięcej czasu spędziłam nad pozyskiwaniem funduszy na nasz cel.

Szymon: Praca nad Festiwalem to ciężka robota, ale warta każdego jej poświęconego czasu. Każdy z nas ma swoje obowiązki i z każdym z koordynatorów podejmujemy wspólnie decyzje na tematy związane z Festiwalem. Ja zajmuje się głównie kontaktem ze sponsorami oraz wszelkimi podmiotami, które mogą pomóc nam w stworzeniu tego pięknego wydarzenia. Poza tym spajam działania innych koordynatorów w całość oraz podpisuje dokumenty.

Magda: Sam festiwal jest tematem, do którego można by zatrudnić małą firmę, a musimy radzić sobie w niezmiennym składzie. Każdy z nas wnosi w te wspólne działania to, co potrafi robić najlepiej i z czasem faktycznie wypracowaliśmy pewien podział, ale nie jest on sztywny. Ja początkowo pomagałam jedynie w drobnych kwestiach graficznych, którymi Jawia nie chciała obciążać głównego grafika. Nie uważałam się za organizatora tej imprezy, chciałam jedynie pomóc znajomym w realizacji fajnej inicjatywy. Z czasem STADO wciągnęło mnie. Wcześniej organizowałam inne imprezy – jestem też członkiem innych organizacji, więc sporo kwestii nie było mi obcych. W rezultacie wkrótce zajęłam się pozyskiwaniem partnerów, sponsorów i koordynowaniem formalności – pozwoleń, umów, uzgodnień – jednym słowem: niezbędną papierologią. Ze względu na przygotowanie mapki terenu pod festiwal dla urzędu i na stronę www oraz współadministrowanie fanpage’a wydarzenia, kontaktuję się także ze Stowarzyszeniem Golęszyczanie i niektórymi drużynami rekonstrukcyjnymi. Staram się także zorganizować kramy sprzedażowe na wydarzeniu, aby uatrakcyjnić imprezę. Sporządzam na bieżąco scenariusze budżetowe, biorąc pod uwagę wszelkie szanse i zagrożenia dla realizacji projektu. To istotny element, bo pozwala nam na elastyczne manipulowanie naszymi działaniami w zależności od obranej ścieżki – a jest ich kilka i ciągle powstają nowe. Bardzo często nasze obowiązki się zazębiają. Bywają sytuacje, gdzie zaangażowani jesteśmy wszyscy jednocześnie – jak np. podczas przygotowywania wniosku o wsparcie finansowe z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wniosek pisaliśmy wspólnymi siłami i całymi nocami. Konsultowałam jego treść z Dąbrowskim Biurem Organizacji Pozarządowych, nanosiłam zmiany i kompletowałam dokumentację do złożenia w Warszawie. Czynny udział nas wszystkich, natłok spraw do załatwienia, ale i liczne spotkania i rozmowy sprawiają, że komunikacja jest trudna, bo wymagamy od siebie wzajemnie zaangażowania i solidności w działaniach – ale i ciągła – informacja przepływa przez naszą czwórkę w sposób płynny, a to moim zdaniem podstawa przy organizowaniu takiej imprezy.

Dominika: Nasze kompetencje musiały być rozdzielone, żeby w ogóle miało to jakoś sens :) Zaczęłam w Jawii niewinnie – zajmując się przygotowaniem logo Festiwalu wraz z naszym głównym grafikiem. Projekt od razu przeszedł, a potem samo się już potoczyło: pierwsze plany, wnioski dotacyjne, pomysły… Z racji faktu, że moja praca zawodowa wymaga od mnie często organizacji imprez, kampanii reklamowych oraz współpracy z mediami, złożyło się tak, że teraz odpowiedzialna jestem częściowo za stronę (wraz zresztą ekipy i niezastąpionym Tomusiem), prowadzenie fanpage’a wraz z Magdą oraz, co chyba najistotniejsze, kapele, czyli część muzyczną Festiwalu – prowadzę z nimi wszelkie rozmowy, tworzę umowy, z naszym partnerem strategicznym organizuję scenę, nagłośnienie, rozpisuję line-up. Oprócz tego mam ciągły kontakt z naszymi patronami medialnymi, którym jestem niezmiernie wdzięczna za zaangażowanie w projekt. Pracy jest dużo, ale ostatnie koncerty w Parku Śląskim udowodniły mi, że warto poświęcić na STADO każdą wolną chwilę. Uśmiechy cudownych ludzi, pozytywna energia i radość, którą tam się czuło – to jest coś, co chcę znowu poczuć podczas wrześniowej edycji!

.

Jakie są trudności i problemy przy organizacji tak dużego przedsięwzięcia?

Szymon: Listę można z tego ułożyć, chronologicznie albo alfabetycznie:-) Począwszy od wszelakich pozwoleń na wszystko, a kończąc na tak przyziemnej rzeczy jak toalety. Więc problemów i trudności jest sporo, lecz z każdym z nich dzielnie walczymy.

Magda: Moim zdaniem, dla nas problemy są – nieszkodliwe :) Każdą trudność czy problem przekuwamy w potencjał i znajdujemy rozwiązanie, które jeszcze bardziej uatrakcyjnia nasz projekt. To, czego ja obawiam się osobiście, to negatywny odbiór naszych działań. Dajemy z siebie 100% i bardzo chciałabym, aby odbiorcy, partnerzy i sponsorzy to widzieli. Boję się jedynie tego, że niektórzy nie będą w stanie zrozumieć naszych decyzji, a przez to będą negatywnie nastawieni do naszego stowarzyszenia. „Wszystkich nie zadowolisz” – słyszę często, a jednak dążę do tego nieustannie.

Marta: Trudnością jest czas, który możemy poświęcić na organizację. Większość z nas robi co może poza etatem, a nawet dwoma aby złożyć wszystko do kupy.

Dominika: Ja niemal stuprocentowo zgadzam się z Martą. Czas, czas, czas… Zawsze nagle znajdzie się jakaś kwestia, na którą urzędnik ma miesiąc, a my potrzebujemy decyzji na wczoraj. Aczkolwiek, jak już zauważyła Magda, przekuwamy te problemy w kreatywne rozwiązania i na razie nie widzę innej opcji niż taka, że wszystko będzie perfekcyjne.

.

Skąd przesunięcie terminu?

Marta: No właśnie jest to jeden z problemów, z którym się zmierzyliśmy. Jedną z głównych przyczyn jest zmiana w kalendarzu imprez miejskich w Dąbrowie Górniczej, która pojawiła się z końcem lipca. Eventy planowane na wrzesień zostały przeniesione na „nasz” termin, co zaowocowało z kolei trudnościami np. z ochroną festiwalu.

Magda: Złożyło się na to kilka czynników. Pierwszym były decyzje władz miasta o przesunięciu i skumulowaniu kilku wydarzeń w ten weekend, na który wcześniej wydano nam pozwolenie na festiwal. Drugim były kwestie bezpieczeństwa, które są dla nas bardzo istotne. Pojawiło się bowiem zagrożenie, że policja nie wyrazi zgody na imprezę w takiej sytuacji, gdzie będą musieli pilnować porządku wokół wydarzenia miejskiego.

Stało się to w momencie, kiedy nie mogliśmy już wycofać wydarzenia całkowicie – nie tylko ze względu na poniesione już koszty, czy z uwagi na partnerów i sponsorów, ale przede wszystkim na skalę odbioru wydarzenia. Na Festiwal wybierają się osoby z całej Polski, a nawet z zagranicy. Docierają do nas pytania z Europy o noclegi w pobliżu, o harmonogram. Nie mogliśmy pozwolić sobie na to, aby te osoby zrezygnowały z przyjazdu, na który już się szykują. Pociągnęło to za sobą szereg konsekwencji. Dlatego obecnie rozważamy organizację kolejnej edycji Festiwalu w innym mieście.
Natomiast już w tej edycji uzyskaliśmy pomoc. Dzięki naszej szybkiej reakcji na zaistniałą w Dąbrowie Górniczej sytuację i nawiązaniu współpracy z Leśniczówką oraz Parkiem Śląskim udało nam się zorganizować koncert w Chorzowie w planowanej dacie…

Dominika: … i koncert ten, mimo niepomyślnych znaków na niebie i ziemi, był cudowny! Pogoda piękna, Zawiało, Zdrawica, Netherfell i Grai dały ogromną dawkę przepięknej, zróżnicowanej i poruszającej muzyki. W wydarzeniu wzięło udział ok. 300 osób, a Łąka Petrycha w Parku Śląskim stała się „sanktuarium słowiańskości”. Później była biesiada do rana.

.

Punkt programu, na który najbardziej czekasz na STADZIE?

Magda: Trudne pytanie. Czekam właściwie na wszystkie punkty! Ale chyba najbardziej na moment, w którym zapraszamy na następną edycję za rok – czyli widzę wielki sukces – zwieńczenie naszej ciężkiej pracy, zadowolonych widzów, partnerów, sponsorów, którzy odnieśli dzięki festiwalowi ogromne korzyści i zapowiedź kolejnego wydarzenia. Na to chyba czekam najbardziej.

Dominika: Ja nie wiem, czy na coś czekam tak na 100%. Bardziej się na razie przejmuję, żeby wszystko zagrało jak powinno. Wiem, że jak już Festiwal się zacznie, będą ludzie, rekonstruktorzy, muzyka, śpiew, to będę czerpać z tego pełnymi garściami.

Szymon: Z racji tego że Festiwal to dla mnie głównie ciężka praca (która dalej mi naprawdę bardzo pozytywnego kopa) i chwile wytchnienia np. przy koncertach, to wyczekuje każdej takiej chwili. A po Festiwalu ognisko z ludźmi, którzy przyczynili się do tego by StTADO powstało, no i może trochę do tego piwa i kiełby z ognia 😀

Marta: Szczerze to czekam na sam start imprezy i widok dobrze bawiących się ludzi w ostatni weekend września. Chętnie też postrzelam z łuku jeżeli czas pozwoli J

.

Czy są jakieś plany na reedycję? Co najbardziej chciałbyś/chciałabyś zrobić w następnej edycji?

Marta: Reedycja jak najbardziej, marzy mi się zmiana lokalizacji na serce naszego regionu, co stworzy dla nas więcej możliwości. Sama jestem ciekawa jak będzie ewoluować sam Festiwal, wszelkie sugestie z chęcią przyjmiemy i przepracujemy. Moim osobistym celem na następny rok jest ściągnięcie Wardruny z Norwegii. Trzymajcie więc kciuki J

Szymon: Duuuużo więcej nowych zespołów, ciekawe brzmienie, rozbudowany panel wykładowy, więcej warsztatów rękodzielniczych i może po drodze zrodzi mi się w głowie pomysł, który w tej chwili jeszcze mi się w głowie nie mieści 😀

Dominika: W przyszłym roku reedycja – to na pewno! Myślę, że jeszcze bogatsza i pełniejsza niż ta obecna. Myślę też, że z powodu trudności z miejscem, w zmienionej lokalizacji. Pomysłów mamy mnóstwo, zobaczymy, co uda się wcielić w życie, ale oby było jak najciekawiej i, jak to mówią, na bogato :)

Magda: Od początku planujemy wydarzenie jako cykliczne. Każdy z nas ma swoje doświadczenia na podobnym polu organizatorskim, ale jak to zwykle bywa – podczas tegorocznej pracy nauczyliśmy się wiele nowych rzeczy i wyciągnęliśmy swoje wnioski. Taka wiedza, to coś, co już na zawsze pozostanie na naszym koncie – i będziemy mogli ją wykorzystać, aby nie popełniać drobnych błędów. Poza tym osobiście chciałabym zaangażować placówki czy organizacje z pola naukowego. W tym roku zabrakło nam czasu i ludzi do ogarnięcia patronatu merytorycznego, a to na pewno jest punkt, który wzbogaciłby ofertę festiwalu. Myślimy też o rozbudowaniu imprezy o inne działania i tym samym stworzeniu całego ciągu wydarzeń: koncertów, zapowiedzi, być może warsztatów, wykładów, jarmarków okołofestiwalowych, które moglibyśmy organizować w różnych miejscach w regionie i zapraszać na wydarzenie główne. Nie wiem czy wszystko uda się wcielić w życie w przyszłym roku, ale na pewno naszym celem jest rozwój tej imprezy i poszerzanie jej zasięgu.

.

Rozmawiała Klaudia Bąk

Komentarze