Pracowitość i determinacja w nieustannym doskonaleniu się to cechy niezbędne, aby polityk mógł się przygotować do roli przywódcy. Ważne, aby zdobył także doświadczenie.

Churchill był nieźle predestynowany do roli premiera czasu wojny – był absolwentem Akademii w Sandhurst, gdzie zdobył przygotowanie wojskowe, służył w armii, podczas I wojny światowej był Pierwszym Lordem Admiralicji z niezłymi dokonaniami, które – niesłusznie – przysłoniła klęska operacji dardanelskiej w 1915 roku. Politycznie zyskał jako „Kasandra lat trzydziestych”.

Sir_Winston_S_ChurchillMargaret Thatcher polityczne ostrogi zdobywała we wspomnianym już „gabinecie cieni”. Rudolf Giuliani, charyzmatyczny burmistrz Nowego Jorku, który później ubiegał się o nominację Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich, w swojej bestsellerowej książce na temat przywództwa twierdzi, że politycy mogą być błyskotliwi, mieć nadzwyczajne zdolności wizjonerskie, posiąść umiejętność przewidywania i mieć sporo szczęścia. „To pomaga, ale nikt, niezależnie od tego jak jest utalentowany, nie może działać bez starannego przygotowania, przemyślanych eksperymentów i stanowczego podążania od początku do końca”.

Przywódcy nie podejmują szybkich, nawet najbardziej blaskomiotnych decyzji. Przywódcy działają w oparciu o gruntownie przygotowaną i przemyślaną strategię. Thatcher pokazała to podejmując walkę z rozbuchaną rolą związków zawodowych w brytyjskim życiu gospodarczym. Na pierwszy ogień poszedł Związek Zawodowy Górników, którego przywódcą był Arthur Scargill. Jego pozycja na brytyjskiej scenie wydawała się niezachwiana, ale Thatcher była zdania, że działania Scargilla niewiele różniły się od szantażu – wobec demokratycznie wybranych polityków, ale przede wszystkim wobec społeczeństwa. Do tej rozgrywki rząd Thatcher przygotowywał się bardzo pieczołowicie, już od września 1981 roku gromadząc w elektrowniach duże zapasy węgla.

Drugim ważnym ruchem było powołanie na funkcję przewodniczącego Narodowej Rady Węgla menadżera z dużym zawodowym doświadczeniem zdobytym na rynku amerykańskim. Sam strajk górników rozpoczął się w marcu 1983 roku. W następnych tygodniach i miesiącach napięcie narastało, lawinowo rosła także liczba demonstracji. Ale Thatcher nie zamierzała się ugiąć i dzięki temu, po niemal rocznej batalii, górniczy strajk został złamany. A przecież nastroje w tym okresie były tak rozpalone, że – zdaniem wielu komentatorów – groziły wybuchem powstania. W efekcie bezpardonowej wojny rządu ze związkami zawodowymi, których przywileje stanowiły jeden z najważniejszych hamulców rozwoju brytyjskiej gospodarki, poziom członkostwa robotników w związkach zawodowych spadł z 51 procent w 1979 roku do zaledwie 18 procent osiemnaście lat później, z 6 do 29 procent wzrósł za to odsetek związkowców posiadających udziały w firmach. Jeden z biografów Żelaznej Damy napisze później, że swoją postawą w tym konflikcie pani premier „nadała stanowisku premiera nową jakość”.

„Chociaż pewnie będziecie wisieć, to spełnicie swój żołnierski obowiązek, a historia o was nie zapomni” – mówił Józef Piłsudski do siedmioosobowego patrolu pod wodzą Beliny-Prażmowskiego, gdy ten przekraczał granicę Austro-Węgier i wkraczał na tereny Kongresówki. Który ze współczesnych ministrów obrony narodowej, premierów lub prezydentów zdobyłby się na podobną szczerość wobec żołnierzy wyruszających na wojnę do Iraku lub Afganistanu? A przecież pewność celu, do którego się dąży i świadomość konieczności poniesienia ofiar, to jedna z podstawowych cech przywództwa. Generał de Gaulle po unieszkodliwieniu przez Brytyjczyków francuskiej floty pozostającej pod rządami Vichy miał odwagę, wbrew powszechnemu oburzeniu we Francji i mimo znikomego poparcia, jakim cieszył się w kraju, oświadczyć w radiowym przemówieniu, że racja była po stronie walczących z Niemcami Anglików. Osiemnaście lat później obejmując urząd premiera – i, co ważne, w przededniu wyborów prezydenckich – de Gaulle wbrew opiniom współpracowników zapowiedział w wystąpieniu telewizyjnym i radiowym podniesienie podatków, redukcję pomocy państwa dla rolników i obniżenie wydatków na cele socjalne, w tym także zaprzestanie wypłacania rent dla weteranów I wojny światowej. Podobnie postępował Piłsudski, który gdy w 1929 roku opozycji udało się postawić przed Trybunałem Stanu ministra skarbu Gabriela Czechowicza za wydanie 8 milionów złotych z funduszu dyspozycyjnego premiera na kampanię wyborczą BBWR, wziął winę na siebie zapewniając, że Czechowicz działał na jego polecenie.

Margaret ThatcherPewność siebie, wiara w sukces i konsekwencja pozwalają przywódcom iść pod prąd obowiązującym opiniom. Reformy gospodarcze Margaret Thatcher już na początku natrafiły na zmasowaną krytykę wielu najsławniejszych wówczas brytyjskich ekonomistów. Ogarniętych furią blisko 400 z nich w liście opublikowanych przez „Timesa” grzmiało: „My, obecni bądź emerytowani członkowie kadry uniwersytetów brytyjskich zajmujących się ekonomią, przekonani jesteśmy, że w teorii ekonomii nie ma żadnych podstaw ani wystarczających dowodów, aby zgodzić się z przekonaniem rządu, że jego działania zmierzające ku deflacji pozwolą utrzymać inflację pod stałą kontrolą i w tej sposób automatycznie wywołają ożywienie gospodarcze, wzrost produkcji i zatrudnienia.

Obecna polityka pogłębi kryzys, podważy industrialne podstawy naszej gospodarki i zagrozi jej stabilności społecznej i politycznej”. Żelazna Dama nie ugięła się i konsekwentnie realizowała swój cel. Postępowała tak zawsze, nawet gdy zagrażało to jej życiu. Szczególnie spektakularnym tego dowodem były wydarzenia z października 1984 roku, gdy terroryści z IRA zdetonowali bombę w hotelu w Brighton, gdzie w oczekiwaniu na doroczną konferencję Partii Konserwatywnej Thatcher przygotowywała wystąpienie do delegatów. Potężna bomba zniszczyła znaczną część hotelu, zabiła i ciężko raniła wiele osób, ale oszczędziła panią premier. A ta już wczesnym rankiem przystąpiła do działania, aby nie pokazać Irlandczykom, że odnieśli choćby maleńkie zwycięstwo i zdołali zmienić kalendarz szefa rządu Wielkiej Brytanii. Wcześniej, gdy irańscy terroryści zajęli gmach ambasady swojego kraju i zażądali wypuszczenia wszystkich więźniów politycznych w Iranie, a dla zwiększenia presji zastrzelili jednego z zakładników, Żelazna Dama nakazała oddziałom specjalnym zajęcie budynku.

Uratowano dziewiętnastu spośród dwudziestu zakładników i zastrzelono pięciu spośród sześciu terrorystów. Siedem dekad wcześniej, w 1911 roku, podobnie postąpił pełniący wówczas funkcję ministra spraw wewnętrznych Winston Churchill. Gdy grupa rosyjskich anarchistów okopała się w budynku na londyńskim East Endzie i strzelała do policjantów, Churchill zjawił się na miejscu i przejął dowodzenie akcją. Był w swoich poczynaniach tak konsekwentny, że gdy w zajętym przez anarchistów budynku wybuchł pożar, zakazał strażakom interweniować i dał bojowcom alternatywę: poddanie się albo śmierć. Ale jednocześnie umiał się miarkować.

Gdy podczas niemieckich bombardowań Londynu jeden z posłów domagał się odwetowych działań lotnictwa brytyjskiego Churchill zgromił go tłumacząc, że nie prowadzi wojny z cywilami lecz z wojskiem: „Pan i inni mogą żądać śmierci kobiet i dzieci. Ja pragnę – jak dotąd udaje mi się to – niszczyć niemieckie obiekty wojskowe”.

.

Piotr Gajdziński

Komentarze