Moja przygoda ze słowacką literaturą fantasy zaczęła się od dwóch powieści, których autorem jest Juraj Červenák.

Smaki z Polski

„Czarnoksiężnik. Władca wilków”

„Czarnoksiężnik. Władca wilków”, to powieść rozgrywająca się w zamierzchłych słowiańskich realiach i bezdyskusyjnie zaliczana do tzw. heroic fantasy. Stanowi pierwszy tom z cyklu i jak zaznaczono słowem wstępu, powstała jako rozwinięcie napisanego znacznie wcześniej opowiadania. Wszystko to daje się wyczuć pomimo, że książka oddana polskiemu czytelnikowi nakładem wydawnictwa Erica, jest wersją poprawioną (po około dziesięciu latach od jej pierwszego, oryginalnego wydania).

Książka zaopatrzona jest w notę historyczną opracowaną przez Bronisława Kovara, przybliżającą wspólne losy Słowian i Awarów. Dla mniej zorientowanych czytelników może być stosunkowo pomocna przy rozeznamiu się w dość odległych i słabo udokumentowanych dziejach tej słowiańskiej części Europy, w której autor umieścił akcję swojej powieści. Lepiej zorientowanym może z kolei odrobinę przeszkadzać, gdyż nota bazująca i reprezentująca zaledwie jedną z teorii pochodzenia Słowian, w mojej opinii nie uwzględnia najnowszych opracowań naukowych w tej dziedzinie.

Owe realia stanowią jednak dość luźne tło dla niebywale wartkiej akcji, której głównym bohaterem jest wojownik o imieniu Rogan oraz towarzyszący mu druhowie – wiedźma Mirena oraz gadatliwy weteran Wielimir. Sam Rogan to postać dość zagadkowa, która po części ma coś ze słynnego Cymeryjczyka Conana, postaci stworzonej przez Roberta E. Howarda, a po części z wiedźmina Geralta z Rivii, z twórczości A. Sapkowskiego. W trakcie jak rozwija się akcja dowiadujemy się, że Rogan poprzysiągł zemstę na koczowniczych Awarach za zgładzenie jego rodziny. Dowiadujemy się również,  że jest kimś więcej niż tylko zwykłym człowiekiem. Wówczas też dołącza do niego najciekawszy druh i kompan we wspólnej wędrówce – przybyły z zaświatów wilk Gorywałd.

Reasumując, z jednej strony (jako, że po tego rodzaju publikacjach obiecuję sobie zwykle bardzo wiele) trochę żal, że zakorzenienie powieści w słowiańskich dziejach i mitologii nie zostało w pełni wykorzystane. Powodów tego dopatrywać się można w braku na słowackim rynku dostatecznej liczby opracowań koniecznych do sporządzenia faktografii historycznej i mitologicznej dotyczącej tego okresu (o czym m.in. dowiadujemy się w słowach wstępu do powieści). Z drugiej strony dodatkowo pamiętać należy, że to powieść reprezentująca tzw. heroic fantasy i tło historyczne w zasadzie pozostawać ma jedynie tłem…

W moim osobistym odczuciu pewnym zgrzytem pozostaje natomiast zbyt częste nie dość wiarygodne podejście bohaterów do sfery sacrum. Wątpliwe wydaje się np. by rzeczywiście wierzący poganin ośmielił się nasycić głód ofiarami ze świątyni (nawet jeśli to tylko owoce). Autor nie uchronił się również od innej pułapki, w którą często wpadają pisarze odwołujący się do tego rodzaju tematyki – pomieszania ról i postaci. Z jednaj strony część bóstw przedstawiona została zbyt ludzko – wręcz z ludzkimi przywarami i żądzami, i wynikającymi z tego słabościami, a z kolei bohaterowie będący ludźmi (albo prawie ludźmi) zostali zbyt wyidealizowani w swych motywach. Znawcy mitologii słowiańskiej mogą mieć również drobne zastrzeżenia co do tłumaczenia – np. czemu zaświaty określane są jako Niwa, a nie Nawie i czemu czarnoksiężnik nie jest po prostu czarownikiem?

Niemniej “Władca wilków” to dość udany debiut Słowaka na polskim rynku (szczególnie po tylu latach od wydania pierwowzoru powieści) i zapewne zainteresowani dalszymi losami Rogana i Gorywałda chętnie sięgną do kolejnych tomów, przybliżających ich dalsze losy.

Smaki z Polski

„Bohatyr. Żelazny kostur”

„Bohatyr. Żelazny kostur” to także pierwszy tom z cyklu i powieść również zaliczana do tzw. heroic fantasy, której jednak znacznie bliżej do fantasy historycznej. Jest to zapewne spowodowane tym, że dzieje wczesnośredniowiecznej Rusi (stanowiące tło tej powieści), są znacznie lepiej udokumentowane (niż miało to analogicznie miejsce np. w przypadku powieści “Władca wilków”). Wyraźnie odczuwalne jest tu też posiłkowanie się przez autora treściami staroruskich bylin – epickich opowieści, opiewających czyny bohaterów epoki średniowiecza. Tam też jednoznacznie odnajdujemy pierwowzory postaci występujących w “Żelaznym kosturze”, a także źródła silnie zarysowanych elementów baśniowych.

Powieść opowiada historię Ilji Muromca, który zostaje uleczony z kalectwa przez Wołcha, jednego z trzech obok Światogora i Mikuły kijowskich drużynników. Uwolniony z klątwy pozyskuję ogromną siłę, dzięki której zamierza wziąć odwet na sprawcach zagłady rodzinnej wioski. Prywatna zemsta musi jednak poczekać w sytuacji gdy koła historii niosą zmiany dla niemal wszystkich ludów zamieszkujących Itil i okolice. Ostatecznie Ilja dołącza więc do poznanych wcześniej drużynników Świętosława i wraz z wielką armią księcia kijowskiego wyrusza na wschód, doznając przy tym wielu niebezpiecznych przygód.

W “Żelaznym kosturze” daje się odczuć, że warsztat autora (po pięciu latach, które minęły np. od pierwszego, oryginalnego wydania “Władcy wilków”)  jest bardziej dojrzały i zdecydowanie okrzepł. Opisy bitw są ciekawsze, znacznie bardziej rozbudowane, choć niektóre starcia wciąż dość krwawo i szczegółowo opisane (czasem cechujące się wręcz zbędną brutalnością, co zapewne nie wszystkim przypadnie do gustu). Akcja toczy się wartko a przy tym ma dość wyrównany poziom, co naturalnie zaliczyć trzeba na spory plus (brak fragmentów powieści, które chciałoby się zwyczajnie przekartkować i pominąć).

Smaki z Polski

„Smocza Cesarzowa”

Jako szczególnie wymagający czytelnik tego rodzaju literatury, odwołującej się do historii Słowian i tu miałbym jednak pewne drobne zastrzeżenia. Po pierwsze, w “Żelaznym kosturze” jest co prawda zdecydowanie mniejsze (niż we “Władcy wilków”) pomieszania sfery sacrum z profanum, jednak i tu autorowi nie udało się całkowicie uniknąć pewnych zgrzytów. Przykładowo, dla mnie osobiście, mało wiarygodne jest, by żerca został przechrztą, szczególnie nadal wspólnie podróżując z czynnie posługującym się magią wołchwem (chyba, że dla prawosławia stosunkowo czymś normalnym w tamtym okresie było tolerować pogańskich kapłanów i czarowników). Po drugie – co jednak składam na karb odmiennego stylu języka słowiańskiego w tym zakresie tudzież trudności z przetłumaczeniem tego rodzaju zwrotów – czasem używane prze bohaterów przekleństwa, które jak mniemam miały zwiększyć realizm lub podkreślić dramatyzm sytuacji, zupełnie tego nie czyniły – wręcz przeciwnie: brzmiały sztucznie i mało wiarygodnie – mówiąc wprost: momentami zwyczajnie przeszkadzały (na szczęście nie na tyle, by trwale psuć przyjemność lektury).

Podsumowując, obie powieści czyta się dość przyjemnie, z czego jednak „Bohatyr. Żelazny kostur” podobał mi się znacznie bardziej ze względu na lepiej zarysowane tło historyczne. W obu przypadkach na szczególną pochwałę zasługuje natomiast wydawnictwo Erica – książki wydane są nad wyraz starannie, a okładki zilustrowane tak, że trudno minąć je obojętnie na półkach w księgarni. Brawa należą się też wydawcy za wybór słowackiego autora oraz tematykę, która skłania czytelnika do głębszego poznania własnych, słowiańskich korzeni. Jednocześnie mam przy tym nadzieję, że stosunkowo szybko będzie nam dane zapoznanie się z dalszymi tomami obu cykli.

Druga część „Bohatyr 2 Smocza Cesarzowa” ukazał się pod koniec zeszłego roku (18 listopada 2013)

Dla portalu Smaki z Polski: Szymko Piast

Ikona wpisu za uprzejmością Marty Emilii (https://martaemilia.deviantart.com/art/Demon-386074013)

Komentarze