Baśń o trzech braciach

dworowy-bestiariusz-slowianski-pawel-zych-witold-vargas-2013-07-18-003-920x659Na krańcach prawie dwukilometrowej długości skalnego grzbietu wyrastają strzeliste ruiny bliźniaczych zamków, w Bobolicach i Mirowie. Wybudowane w czasach Kazimierza Wielkiego były siedliskami rycerzy rozbójników, którzy ograbiali bez litości przejeżdżających kupców. W XIX wieku znaleziono w lochach okrągłej zamkowej wieży ogromny skarb. A w piętnastowiecznych kronikach odnotowano fakt porwania pięknej damy i trzymania jej na zamku w Bobolicach. Do dziś ruiny wzbudzają zachwyt surowością i tajemnym pięknem gotyckich konstrukcji. 

Przed wiekami zamkami władali dwaj bracia bliźniacy, podobni do siebie jak dwie krople wody, ze nawet poddani ich nie rozróżniali. Obaj bogactwa posiadali ogromne, skrzętnie ukryte w tajemnym podziemiu łączącym obie warownie. A strzegli skarbów pies i czarownica, która czerwonymi ślepiami przerażała każdego, kto by śmiał do skrzyń z kosztownościami sięgnąć. I żyliby zapewne, bracia długo i szczęśliwie, gdyby nie pięknej urody księżniczka, którą z wojennej wyprawy przywiózł pan z Bobolic. W pięknej brance zakochał się jego brat – władca Mirowa. Zazdrosny właściciel branki wtrącił kobietę do lochów, nakazując czarownicy by oprócz skarbów, strzegła pięknej pani.

Gdy o północy jak to w zwyczaju czarownic bywa, strażniczka skarbów odlatywała na miotle odprawiać sabat na Łysej Górze, tajnym przejściem do księżniczki przychodził jej pocieszyciel. Gdy pan z Bobolic usłyszał psa warczenie, wpadł do podziemia, a ujrzawszy księżniczkę w ramionach brata, z wściekłości ciął go mieczem, na miejscu zabijając. Dręczony wyrzutami sumienia uciszał je trunkiem, aż pewnej nocy padł rażony piorunem. Do dziś księżniczki w podziemiach strzeże ta sama czarownica, a gdy odlatuje nocą na swój sabat, na balkonie zamkowej wieży pojawia tajemnicza biała postać i długo patrzy w kierunku mirowskiego zamku, by później rozpłynąć się w ruinach. 

Cóż może są lochy, a może ich nie ma, ale prawdą jest, że wapienne skały podziurawione są różnymi jaskiniami, grotami i nie jeden skarb kryją. Gdy będziecie nocą w pobliżu bobolickiego zamku to może białą damę ujrzycie, bo ja widziałem i Wam opowiedziałem…

.

Jedność w biedzie

Było to w dzień przed nocą kupalną . Po wsiach panował głód i szerzyły się choroby. Nikt nie myślał o paleniu sobótek i puszczaniu wianków . Młodzi i starzy , wszyscy byli smutni i udręczeni. Wtedy to najbliżsi sąsiedzi wybrali się do boru na jagody. Zabrali ze sobą gliniane dzbany i lipowe kobiałki. Szli zatrwożeni i niewiele z sobą mówili, bo i nie było o czym. O tej strasznej biedzie i przednówku?

W cichości doszli do Zawałów , gdzie każdego roku było pełno jagód . Rozglądają się , a jagód nie ma. Idą do bukowiny – to samo. Idą do Białego ługu- to samo. Widać tam już tylko pożółkłe liście. Idą na Zieloną Górę- tam jagód też nie ma. Idą dalej….

Upływa godzina , a może i więcej , jak wszyscy zeszli się na borowym pagórku. Puste maja dzbany i kobiałki. Ino leciwa Sekulina znalazła jedną jagodę. Pokazuje ją na dłoni ; duża , jak owoc dojrzałej czereśni, ku zdziwieniu wszystkich rozciera jagodę na sosnowym pniu i powiada:

– wszyscy ją będziemy spożywać w biedzie na sąsiedzką jedność. 

Pierwsza uklękła i pokłoniła się i włożyła do ust drobinę roztartej jagody. Po niej inni zrobili to samo. A gdy skończyli , wrócili do wsi przez borowe knieje , z nadzieją i wiarą w sercach.

.

Z woli Welesa

Jeden chłop poszedł do boru podbierać miód . wlazł na sosnę i zabierał się do roboty . Nie zdążył jeszcze usunąć zotworu , a tu posłyszał ogromny szelest . Patrzy i nadziwić się nie może . Stoi Weles brodaty z drzewcem w ręku , a wkoło niego gromadzą się wilki. Jak tylko zwierzęta się zebrały , Weles rzekł do nich gdzie mają iść na żer. W pewnej chwili polecił staremu wilkowi zjeść łaciatą jałowicę , własność tego chłopa , co siedział na drzewie. Chłop , gdy to usłyszał , struchlał z przerażenia i frasunku. Teraz już tylko czekał z wielką niecierpliwością , kiedy zakończy się wilcze zgromadzenie. Gdy wszyscy się rozeszli, chłop prędko pobiegł do chałupy i powiadomił o nieszczęściu swoją kobitę. Radzą … radzą … W końcu kobieta mówi:

ogniki-bestiariusz-slowianski-pawel-zych-witold-vargas-2013-07-18-005-920x650-Jeśli wilk po maści ma poznać naszą jałowicę , to ma innego sposobu , ino trza ją obszyć prążkową płachtą , a ty mój chłopie , na pewien czas musisz się ukryć.

Przyszedł wilk na pastwisko , szuka i szuka , i poznać nie może jałowicy , co mu ja Weles przydzielił.

Rozgniewał się wilk i postanowił rozszarpać chłopa , co go przechytrzył, ale ten ukrywał się na strychu i tylko dziurą wyglądał na pola i bór. Wilk chodził i węszył cały dzień i całą noc, i drugi dzień i drugą noc na próżno. Minął tydzień , miesiąc , a chłop jeszcze żyje.

Po kilku tygodniach chłop wyszedł z ukrycia i poszedł na wieś do kowala. Patrzy , a od boru miedzy redlinami pędzi wilk. Nim zdążył wpaść do kuźni , dopadł go wilk i rozszarpał . Jak zbiegli się ludzie , stara Dobromira powiedziała:

– sprzeciwił się woli samego Welesa i tak marnie musiał zginąć , i to o co poszło , o łaciatą jałowicę!….

.

Opracował: Adrian Cieśliński, Mity Słowian

Komentarze