Gdzieś nad Wartą 23 lata temu pojawiła się pierwsza przygoda z piecem, chlebem a właściwie z jego pieczeniem. Był to wyraz protestu na brak szacunku do chleba, wyrażony przez grupę młodych ludzi z wielkiej metropolii. Przez ten czas zrodziła się cała ceremonia pieczenia chleba, przyszły dwie formy pieca chlebowego inspirowane tymi dawnymi…

Kiedy dzisiaj przychodzi chlebowy czas, zwykle przygotowania i realizację wykonujemy wspólnie z małżonką Danutą. Sama ceremonia pieczenia chleba trwa około 6 godzin i tyleż co najmniej potrzeba na przygotowania. Przygotowania rozpoczynają się od wzbudzenia zakwasu, on tutaj jest jednym z ważniejszych bohaterów. Mycie i czyszczenie wszystkich potrzebnych sprzętów. Wszystkie nasze ceremonie odbywają się na powietrzu, pod wiatą zwaną też Chlebową. Tak więc i oprawa na tą okoliczność jest szczególna, trochę bieli obrusów i tkanin osłaniających.

.

DSCN4144

DSCN2721

20110717116

.

Ceremonia pieczenia chleba rozpoczyna się od krótkiej gawędy i rozpalenia ognia. A dalej to już wspólna praca, począwszy od zarabiania ciasta aż po poznawanie świata roślin tak aby pojąć właściwie jego dary. Kiedy zbliża się moment formowania bochenków chlebowych, wracamy do pracy. Ciasto po prawie dwóch godzinach podwaja swoją objętość. Tym razem już kilka osób formuje swoje bocheneczki. Kolejna chwila na to aby bochenki „odbiły”. Mamy więc około półtorej godziny. Teraz już czas na porządki i dopilnowanie ognia, Rozpoczyna się prowadzenie żaru. „Sabatnik” typ najpopularniejszego pieca wymaga w tej fazie szczególnej opieki i obserwacji.

Piec jest prostej konstrukcji w miejscu gdzie pali się ogień będzie pieczony chleb. Obserwujemy więc jego kopułę ona podpowiada ile udało się zgromadzić temperatury. Kiedy kopuła „bieleje” i znikają z niej sadze, oznacza to, że w naszym piecu temperatura już znacznie przekroczyła trzysta stopni. Kończy się dokładanie kolejnych drzewnych polan, rozgarniamy tedy żar aby wyrównać temperaturę. Ogień płonął przy otwartych drzwiczkach teraz drzwiczki lekko przymykamy wcześniej gromadząc w ich strefie nadmiar żaru. Na tym etapie będą nam już potrzebne proste sprzęty: łopaty do wygarniania żaru, miotełka z wodą do mycia wnętrza pieca, no i oczywiście łopata do naszych chlebów.

Czynności wykonujemy wspólnie, ochotnicy mogą po instruktażu wykonywać większość czynności. Kiedy piec jest już czysty i wstępnie obmyty miotełką, sprawdzamy jego temperaturę. Najstarszym termometrem a właściwie sposobem na określenie temperatury pieca jest rzucenie szczypty mąki na trzon, spód pieca, po sposobie jej palenia się, określamy jego temperaturę.

Jeśli mąka szybko czernieje i pojawia się obfity dymek to oznaka iż piec jest zbyt gorący i należy go jeszcze schłodzić przemywając wodą. Podstawą jest nagrzanie pieca odrobinę mocniej, gdyż łatwiej jest go schłodzić niźli podgrzać, choć i na taką sytuację nasze babcie miały radę. Jeśli po ponownym przemyciu pieca mąka zmieniała kolor na brązowy i pojawiał się niewielki dymek oznaczało to iż nasz piec jest gotowy na przyjęcie chlebów do pieczenia.

Nadszedł czas pieczenia. Ozdobione wcześniej chleby delikatnie układane są w piecu, piec zamykamy.  Teraz już tylko czekać na efekty naszej pracy. Pieczenie trwa około półtorej godziny, po czterdziestu, czterdziestu pięciu minutach zwykle przekłada się chleby. Czynność ta związana jest z układem temperatur w piecu. Te jaśniejsze przekładamy w miejsce tych mocniej przypieczonych i odwrotnie.

W tym czasie następują już ostatnie porządki i przygotowanie się na przyjęcie chlebów. Stoły przysłaniają białe obrusy, pojawiają się zielno kwiatowe dekoracje i rozpoczyna się czas rozprawy, jak to z tym chlebem jest? Ile tak naprawdę potrzeba czasu aby chleb znalazł się na naszym stole ? Ze zdziwieniem odkrywamy że na bochenek chleba nie wystarczy tych kilka godzin dzisiejszego dnia. Tak naprawdę czekamy na niego od pół roku do prawie roku. Już jesienną porą, kiedy rolnik orze glebę przygotowując ją do siewu ozimin rozpoczyna się życie naszego bochenka. Po drodze jest praca wielu ludzi i wielki udział Matki Natury w całym tym procesie. Wokół pieca unosi się woń pieczonego chleba, uczestnicy z coraz większym szacunkiem odkrywają przeznaczenie różnych zgromadzonych przedmiotów. Ktoś przypomina sobie swoje spotkania chlebowe, obdarzając nas prowadzących kolejnymi ciekawymi historiami.

Pieczenie dobiega końca, piec otwarty a kolejne osoby wyjmują chleby z pieca. Sprawdzamy czy właściwie nam się upiekły poprzez stukanie w spód, który dźwięcznie odpowiada. Chleby przykrywane są lnianym obrusikiem aby chwilę odpoczęły. My zaś podsumowujemy nasze spotkanie opowieścią o historii i zwyczajach związanych z wytwarzaniem i spożywaniem chleba. Te kilka chwil pozwolą chlebom „odpocząć”, my zaś godnie przygotujemy się do kulminacyjnego momentu jakim jest łamanie się chlebem. Chleb zaczęto kroić dopiero pod koniec XVIII wieku. Wcześniej uznawano iż chleba kroić nie przystoi, nóż służył do odbierania życia, chleb zaś miał je dawać. Dzisiaj pozostał nam już archetyp tego zwyczaju, dzień wigilijny kiedy to symbolicznie łamiemy się opłatkiem składając sobie świąteczne życzenia. I tak zbliżył się ten najpiękniejszy moment, kilkoro z nas bierze chleby w ręce poprzez lniane serwety i rozpoczyna się łamanie i smakowanie tego co upiekliśmy. Sporo radości i zdziwienia, jaki on smakowity, jaki cudowny smak i zapach. Jeszcze słowa podziękowania za te wspólne kilka godzin spędzonych na wspólnej przygodzie z chlebem. W sercu radość i spokój, kolejny raz udało się przeżyć piękne chlebowe chwile.

.

DSCN0086

20130928281

.

Urok Chlebowego Czasu

Ceremonia Pieczenia Chleba, dzisiaj ma swoją bogatą historię, trudno jednak pominąć kilka pięknych chwil. Kilka lat temu realizowaliśmy ceremonię dla grupy przedszkolnych starszaków, czas był szczególny albowiem nasze działanie miało łączyć też święto mam – Dzień Matki. Całość udała się nad podziw, dzieci uformowały swoje małe bochenki, które upiekły. Był też czas na opowieści i przygotowanie bukiecików nadrzecznego kwiecia jak i laurek. Przygotowaliśmy wspólnie małą plenerową biesiadę, gdzie przełamywaliśmy się własnoręcznie upieczonym chlebem. Mamy przyjechały już na najważniejszy moment – tę część biesiady przygotowaną specjalnie dla nich. Nie obyło się bez hucznego powitania, kilkoro dzieciaków powitało mamy okrzykami: – Mamo, mamo chleb dla ciebie upiekłem! Ileż było radości w tym okrzyku a ileż zdumienia w oczach matek!

Czasami zaś Chleb niesie swą opowieść! Kiedy piekliśmy Chleb, owoc sumujący warsztaty Polsko Ukraińskie, Chlebowe Lico choć uśmiechnięte prawie wokoło, miało też pęknięcie mówiące że wiele już dokonaliśmy ale i wiele jeszcze przed nami. Całą grupą obiecaliśmy sobie jednak że będziemy robić wszystko aby pozostał tylko uśmiech. I tak też się dzieje już trzeci rok, nasze spotkania już tradycyjnie sumowane są Ceremonią Pieczenia Chleba. 

 .

Eugeniusz Czcibór Chrzanowski

fragment artykułu z kwartalnika „Słowianić”- Jesień 2014

DSCN2718

Komentarze