Dzika różna zawiera nawet 40 razy więcej witaminy C niż cytryna. Znana była już w starożytnym Rzymie. Mieszkańcy stolicy Imperium Romanum wykonywali z niej wieńce, które nosili podczas uczt. W Grecji wkładano jej płatki w poduszki, co miało gwarantować dobry i spokojny sen. W przeszłości stosowano ją jako lek na wściekliznę. Jaka jest jej historia, właściwości i zastosowania?

Znawcy roślin biblijnych twierdzą, że pierwsza wzmianka o naszej bohaterce pojawia się już w Księdze Mądrości (2,8). Zarówno dziś jak i przed wiekami, dzika róża rośnie i rosła na terytorium Izraela. Wiemy również, że podobnie jak Rzymianie, starożytni Izraelici również zakładali wieńce z dzikiej róży na głowy podczas wystawnych uczt.

W trakcie II wojny światowej Anglicy przetrwali blokadę wyspy w zdrowie właśnie dzięki naszej bohaterce. To wtedy po raz pierwszy od upadku Imperium wykorzystano owoce dzikiej róży na skalę masową. Na jej bazie tworzono syropy bogate w witaminę C, które rozdzielano na kartki całemu społeczeństwu.

Gdy wojna się skończyła rozpoczęto masową produkcję przetworów. Przodownikami w tym przedsięwzięciu byli Niemcy, Szwajcarzy i Szwedzi, choć różę hodowano również we Francji, Włoszech, Grecji i Hiszpanii. Marmolady, soki, syropy i wiele innych przetworów zalały Europę. W naszej bohaterce widziano najbogatsze, spośród owoców i warzyw, źródło kwasu akorbinowego. Jej wykorzystanie w diecie społeczeństw powojennej Europy jest nie do przecenienia.

Dawno Słowianie określali dziką różę mianem: szypszyna. Rosła ona dziko na całym terytorium wczesnośredniowiecznej Słowiańszczyzny. Największe jej uprawy znajdowały się wokół przesławnej Arkony, mieście-świątyni zbudowanej ku czci Świętowita na wyspie Rugii, która obecnie znajduje się na terytorium Niemiec. 

Po wojnie władze PRL zdawały sobie sprawę ze znacznych niedoborów witaminy C w codziennej diecie Polaków i to pomimo znanej z krajów słowiańskich techniki „kiszenia”. Podjęto więc program rozpowszechnienia plantacji róż, wybudowany zakłady przetwórcze i aktywnie prowadzono kampanię promującą ich spożycie. Stąd do dziś możemy cieszyć się dziką różą w najdziwniejszych zakamarkach polskich miast i wsi.

.

Zespół naukowców, pod kierownictwem profesora Stefana Mrożewskiego z Zakładu Technologii Owoców i Warzyw Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, wykonał szereg prac badawczych nad sposobem przetwarzania owoców róży. Efektem tych badań było zdobycie patentu na technologię otrzymywania półproduktów o wysokiej zawartości witaminy C – czytamy na stronie Fundacji Ernesta Michalskiego Instytut Polska Róża.

.

Równolegle w Instytucie Badań Leśnictwa w Warszawie zespół pod kierunkiem Jana Milewskiego prowadził prace nad hybrydyzacją róż owocowych w celu uzyskania jak najwyższej zawartości witaminy C w owocniach mieszańców. Dziewiętnastoletni wysiłek instytutu zakończył się dużym sukcesem – uzyskano hybrydę, której owoce zawierały aż 3500 mg witaminy C w 100 g soku, tj. cztery razy więcej niż w owocach zwykłej dzikiej róży (róży pomarszczonej) i sto razy więcej niż w cytrusach. Ponadto owoce te zawierały prawie 9 razy więcej karotenu niż marchew.

.

KOLEJNA STRONA

Komentarze