Przez rosyjskie embargo polscy producenci warzyw i owoców mogą stracić prawie 500mln euro – tak wynika z wyliczeń Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Akcja #jedzjabłka wymierzona w prezydenta Putina to wynik spontanicznej reakcji na wprowadzany od 1 sierpnia zakaz wwozu do Federacji Rosyjskiej polskich produktów.

Tak czy inaczej, jeszcze dwa tygodnie temu polskie jabłko leżało sobie spokojnie w sklepie i niewielu się nim interesowało. Dziś jest na ustach wszystkich, a spożywanie jabłka to działania propaństwowe i oznaka solidarności społecznej. Nie jedzenie tego owocu to postawa wywrotowa, trącąca o zachowania dysydenckie.

Powoli zbiera także swoje żniwo na świecie, bo kolejne zagraniczne tytuły opisują jak Polacy walczą przeciwko rosyjskiemu embargu (od Stanów Zjednoczonych, przez m.in. Anglię i Francję, a skończywszy na Rumunii).

Doszło nawet do takiego absurdu, że pracownicy ambasady USA zrobili sobie zdjęcia jedząc polskie jabłka, choć ich eksport do Stanów Zjednoczonych jest… zabroniony.

.

Co się dzieje?

Właściwie trzeba powiedzieć, że nic szczególnego. Ot, trwa wymiana ciosów między Rosją a Zachodem (do którego z jakichś powodów powodów i my się zaliczamy). Tak się składa, że w tej wymianie ciosów stanowimy, poza Ukrainą, pierwszy worek treningowy dla Rosji. Dlaczego tak jest?

10589027_691665854253180_318667021_nZ wielu powodów. W czasach IV RP realizowaliśmy „politykę Jagiellonów”, czyli występowaliśmy na arenie międzynarodowej jako ambasador tych krajów, które wyzwoliły się spod jarzma Związku Radzieckiego, ale wciąż są uznawane na Kremlu jako rosyjska strefa wpływów. Moskwie te działania, siłą rzeczy, się nie podobały.

Potem przyszedł czas na dogadanie się z Rosją. Polska postanowiła więcej uwagi skierować ku realizacji własnych interesów, niż dbaniu o interesy innych państw, które w dodatku czasami sobie tego nie życzyły. Problem w tym, że potem nadszedł nowy rozdział w relacjach polsko-rosyjskich, który najlepiej chyba określić mianem: „Ukraina”.

W jakiś zaskakujący i dość paradoksalny sposób polskie elity czują się w obowiązku walczyć o wolną i niepodległą Ukrainę. Udało im się przy tym nie zauważyć, że Kijów już jest wolny i niepodległy, przynajmniej w takim sensie w jakim państwa (w tym Polska), które nie są potęgami, mogą być wolne we współczesnym świecie. Oczywiście stopień naszej niezależności od różnych ośrodków światowej polityki był różny, ale z pewnością pozostawaliśmy na jednej skali.

Nie ma nic ważniejszego, chciałoby się zawołać, dla polskiej racji stanu niż wojna z Rosją o Ukrainę. Niestety nie jesteśmy w stanie powtórzyć 1610 roku w sensie militarnym. Jeśli nie dać się budować mostów, trzeba robić politykę. Przedstawiciele partii politycznych pojechali na Majdan i zaczęli robić sobie zdjęcia oraz dawać się filmować polskiej telewizji. Tym, którym nie chciano robić zdjęć nie pozostało nic innego, jak zrobić je sobie samemu w myśl zasady: „umiesz liczyć, licz na siebie”.

Wcześniej Polska ustami prezydenta Komorowskiego i rękoma premiera Tuska robiła wszystko co mogła, byle tylko wciągnąć Ukrainę do Unii Europejskiej. To jednak nie takie proste…

.

Co teraz?

Rosja darzy siebie samą wielką sympatią i jest to uczucie głęboko odwzajemnione. Na Kremlu, gdzie nawiasem mówiąc na początku ubiegłego wieku była najlepsza restauracja na całym globie, nie lubi się gdy ktoś Rosję poucza. 

r-600,0-n-so2008123f8Bk_memy_jedz_jablka_akcja_jedz_jablDla przykładu: gdy Gruzini zaczęli domagać się zwrotu zajętego przez Rosję terytorium okazało się, że rosyjskich norm nie przestrzega gruzińskie wino. Mołdawia przeżywa epizod młodzieńczego zauroczenia Unią Europejską? Bardzo proszę, mołdawska wieprzowina nie może być sprzedawana w Rosji. Ukraina woli Berlin od Moskwy? Nie ma problemu, ceny gazu w górę.

Rosyjskie normy są prawdopodobnie najwyższe na świecie. Poza naszymi owocami i warzywami, okazuje się, że nie spełniają ich burbon i amerykańskie kurczaki. Dlaczego prawdopodobnie? Ponieważ nigdy nie wiadomo do końca o co właściwie chodzi. W whisky znaleziono „niebezpieczne substancje”, a polskie produkty stwarzają problemy m.in. z „identyfikacją”.

To, że nasze jabłka podszywają się pod czosnek, a cebule pod kapustę, niekoniecznie musi dziwić. Dlaczego? Ano dlatego, że odpowiedni rosyjski urząd już od września 2013 roku groził wprowadzeniem embarga. Tak się akurat składa, że to czas politycznej zawieruchy wobec umowy stowarzyszeniowej mającej połączyć Ukrainę i Unię Europejską.

Zresztą nasz rząd miał prawie rok, dokładnie 11 miesięcy, żeby się zapoznać z rosyjskimi zastrzeżeniami i je uspokoić podejmując odpowiednie działania. Niestety do tego nie doszło. Dlaczego? W ferworze przygotowań do rozmów ze stroną polską, Rosjanie zapomnieli w odpowiednim czasie nas o nich powiadomić.

Bracia ze wschodu nie mieli wyjścia. Musieli wprowadzić embargo, skoro nasze ministerstwo ani razu nawet nie odpowiedziało na nie wysłane z Mokswy listy zawierające rosyjskie zastrzeżenia…

.

Igrzyska trwają

Największym problemem, w moim przekonaniu, jest fakt, że nasza elita polityczna urządziła sobie po raz kolejny zabawę kosztem nas wszystkich. Pierwszymi pokrzywdzonymi są przecież producenci żywności: od wieprzowiny i innych mięs zaczynając, a na warzywach i owocach kończąc.

uid_6ae0e3d5a8c204557ea75f6c0d9277f41406804985175_width_800_play_0_pos_700_gs_0Pamiętajmy jednak, że to nie wszystko. Spadek eksportu, nawet jeśli producenci otrzymają rekompensatę z Brukseli, skończy się słabszą dynamiką gospodarczą, a ta decyduje o zatrudnieniu, rozwoju gospodarczym a tak naprawdę: o kondycji finansowej całego kraju.

Minister Sawicki „już tydzień temu” poinformował, że rusza z odsieczą. Polskie jabłka (i szerzej żywność) będzie wystawiana na expo w Hong Kongu. To świetnie, bo miasto jest bramą do Chin, a Chiny do tej części świata.

Pojawiła się również informacja, że eksport żywności może wzrosnąć także na zachodzie Europy, a kto wie czy i nie w USA. Wszystkie te informacje są bardzo dobre. Pojawia się jednak pytanie: dlaczego nie słyszeliśmy o nich 5, 2 czy choćby pół roku temu?

Nie od dzisiaj wiemy, że Rosja gra handlem jak każdym innym narzędziem w walce na szczeblu międzynarodowym. Jest rynkiem niestabilnym, niezależnie jak wiele tam eksportujemy. Oprócz tego jest, jak każdy trzeźwo myślący kraj, zainteresowana przede wszystkim swoim własnym interesem, a nie przestrzeganiem zachodnich zasadach międzynarodowej gry politycznej.

Na zdjęcia na Majdanie starczyło czasu. Był czas by pójść do TVN24 lub innego, równie opiniotwórczego medium. Właściwie na wszystko starczyło czasu. Jedynie na co go zabrakło to Polska.

 .

Jakub Napoleon Gajdziński

Komentarze