Kolejne tomy z serii Nauka Świata Dysku są jak festiwal nauki – barwne i pełne niuansów. Dostarczają wiedzy i każą czytelnikowi wciąż na nowo konfrontować się z dotychczasowym sposobem myślenia o życiu, wszechświecie… i całej reszcie.

Na kolejne książki z cyklu Nauka Świata Dysku czekają zarówno miłośnicy fantastyki, jak i czytelnicy „poważnej” literatury popularno-naukowej. Na polskim rynku ukazała się kolejna część serii, pt. „Dzień Sądu”, wydana nakładem Prószyński i S-ka w tłumaczeniu Piotra W. Cholewy.

Autorzy serii to niezwykłe trio. Terry Pratchett jest jednym z najpopularniejszych pisarzy fantasy i science-fiction, autorem cyklu Świat MTAyNHg3Njg,17476557_17476561Dysku. Prof. Ian Stewart – profesor matematyki na Uniwersytecie Warwick i członek The Royal Society – prowadzi badania i pisze książki popularyzujące matematykę (np. „Czy Bóg gra w kości?”). Dr Jack Cohen „jest embriologiem i do pewnego stopnia rozumie jaja i żołędzie” (jak można przeczytać w książce), jest też profesorem biologii (mającym wkład w rozwój leczenia bezpłodności), autorem książek naukowych i popularnonaukowych oraz dydaktykiem (wykształcił np. noblistę Paula Nurse’a).

W swojej nowej książce z serii Nauka Świata Dysku, pt. „Dzień sądu”, Pratchett, Stewart i Cohen już czwarty raz serwują czytelnikom mieszankę fikcji, nauki i filozofii. Terry Pratchett rozwija wątek Niewidocznego Uniwersytetu, na którym przechowywany jest „Świat Kuli” – miniaturowa Ziemia, wygenerowana przypadkiem przez magów. W części popularnonaukowej Stewart i Cohen analizują proces powstawania naukowych teorii i wyjaśniają, skąd się biorą odmienne wizje świata, z których jedne stawiają człowieka w centrum, a inne narzucają mu miejsce w długim szeregu faktów i zjawisk.

Naukowcy przypominają też skomplikowane opowieści, za pomocą których ludzie od zawsze próbowali wyjaśnić fakt powstania, istnienia i działania wszechświata. (Niektóre z nich są dość dziwaczne, jak np. obecna w wielu dawnych kulturach wizja kosmosu jako jaja.) „My, małpy opowiadające historie, jesteśmy zafascynowani początkami. Nie wystarczy, że widzimy drzewa, kamienie czy burze z piorunami. Musimy wiedzieć, skąd się wzięły. Chcemy zobaczyć żołędzia, z którego wyrasta dąb, zrozumieć geologiczną historię kamienia, opisać elektryczną genezę burzy. Chcemy własnego, szczególnego rodzaju narrativum: opowieści tłumaczących, jak się coś zaczęło, a nie tylko jak działa” – piszą.

Autorzy przyglądają się też rewolucjom naukowym, które zmieniają sposób, w jaki interpretujemy wszechświat. Źródeł sukcesów nauki Steward i Cohen doszukują się w sprawnym mechanizmie kontroli. „Wystarczy jeden błyskotliwy naukowiec, by dostrzec błędne założenie. Zwykły doktorant może wykazać pomyłkę laureatowi Nobla” – zauważają. Mechanizm kontroli funkcjonuje dlatego, że społeczność naukowców nastawiona jest na „szukanie błędów i próby znalezienia czegoś lepszego”. W tym systemie wszyscy kontrolują każdego z osobna. Pozostając subiektywnymi w kwestii własnych prac, naukowcy mogą więc zachować obiektywność w kwestii tego, co robią pozostali.

Autorzy książki zajmują się też pułapkami w naszym sposobie myślenia, a także ograniczeniami nauki i brakiem wiedzy, które nawet dziś nie pozwalają dać pełnej odpowiedzi nawet na najbardziej podstawowe pytania.

Przyglądają się też procesowi dokonywania odkryć. Stwierdzają np., że ludzkie umysły ewoluowały „w taki sposób, żeby przywiązywać szczególną wagę do wyjątków”. Cytują też opinię pisarza science fiction i popularyzatora nauki Isaaca Asimova, według którego „najbardziej ekscytujące słowa, jakie można usłyszeć w nauce; słowa, które zwiastują nowe odkrycia nie brzmią: „Eureka!” , ale „To zabawne…”. 

Fakty dotyczące nauki autorzy przeplatają anegdotami związanymi m.in. z popkulturą. Zauważają na przykład, że dawniej „grawitacja naprawdę zdawała się zmniejszać proporcjonalnie do kwadratu odległości, światło było falą, a czas nie zależał od przestrzeni. Bóg był matematykiem, a wszechświat – mechanizmem zegarowym. Natomiast dzisiaj, oprócz koszulek z nadrukowanymi równaniami teorii względności, widujemy tez inne, z napisem: mam wątpliwości w nieoznaczoności”.

Książek popularno-naukowych napisano setki, a może tysiące. Wyróżnikiem i dużą wartością kolejnych tomów „Nauki Świata Dysku” są komentarze. Jak choćby ten mówiący, że rządy na całym świecie „są uzależnione od wielkiej nauki, i często łatwiej im autoryzować projekt za 10 mld dolarów, niż taki za 10 tysięcy. Komitet w pięć minut udzieli zgody na nowy budynek, a potem przez godzinę będzie dyskutował o cenie ciasteczek. Wszyscy wiemy, dlaczego: trzeba eksperta, żeby ocenił projekt budynku, ale każdy zna się na ciasteczkach. Finansowanie wielkiej nauki jest często przygnębiająco podobne”.

I na koniec próbka cytatów:- „Dowód na kulistość Ziemi tkwi w rozkładach lotów pasażerskich” – „Nauka zastępuje ślepą wiarę starannie wymierzonymi wątpliwościami” – „Jak to mówią: to, czego człowiek nie wie, może go zabić, ha, ha”. (PAP)

.

PAP – Nauka w Polsce

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Komentarze