Zaczęło się dość spokojnie. Ot, siedzi sobie Jakub Wędrowycz i rozmyśla. Wtedy jeszcze nie miałam najmniejszego rozeznania z jak wielką postacią przyszło mi się spotkać. Tyrion Lannister mówił, że picie to sztuka, bo gdyby było to łatwe, wszyscy byliby ciągle pijani. Kuba Wędrowycz mówi coś innego: to picie pozwala mu zachować trzeźwość umysłu.

Powiedzmy sobie jasno: Andrzej Pilipiuk jest „największym piewcą polskiej wsi od czasów Reymonta”. Akcja powieści ma miejsce w Wojsławicach, gdzie chętnie popija się Perłę mocną (najbardziej lubelskie piwo ze wszystkich). Oprócz tego mieszkańcy wsi oddają się innym, równie twórczym, zajęciom: a to ktoś sprowadzi mercedesa zza zachodniej granicy, ktoś ukrywa się przed grasującą ukraińską mafią, komisarz Birski czuwa nad bezpieczeństwem a Wędrowycz siedzi nad stawem i popija bimber.

Sielanka, prawda?

.

Hotel Wędrowycz i Spółka

Z Kronik, czyli pierwszego tomu przygód Kuby, najbardziej przypadła mi do gustu dłuższa opowieść o tym jak nasz bohater postanowił wybrać się na wakacje. Po spotkaniu ze swoim wnukiem dowiedział się o istnieniu czegoś takiego jak „wakacje”. Chciał wyjechać do hotelu, gdzie mógłby pić koniak, jeść najlepsze kiełbasy i zamawiać panienki. Niestety te plany legły w gruzach. PKS z Wojsławic jeździ tylko do okolicznych miast, a „przesiadka” brzmi zdecydowanie zbyt skomplikowanie.

Kroniki-Jakuba-Wedrowycza-Andrzej-Pilipiuk-_bc15328Całe szczęście znajomi przyszli z pomocą. Niedaleko stał stary i opuszczony pałac. Panowie zrobili „zrzutę” i wyremontowali jeden pokój oraz recepcję. Pierwszymi gośćmi byli „dresiarz” i „dresiara”. Tu pojawia się ważny wątek kulinarny: goście zamówili łapę niedźwiedzia oraz sake. Nikt co prawda nie wiedział jak smakuje to drugie, ale od czego jest improwizacja. Za łapę niedźwiedzia posłużył pies. Przy okazji użyto również „keczupu”, którym posmarowano jednego z hotelarzy i oznajmiono parze „dresiarzy”, że zabili człowieka.

Oczywiście, nie trzeba z tego powodu robić wielkiego problemu. Za małe 5000zł ciało zakopie się za stodołą, choć z rana trzeba zapłacić jeszcze za pogrzeb i parę kolejnych spraw. Zarobek nie z tej ziemi, w przenośni i dosłownie. Niestety „dresiarze” uciekli pod osłoną nocy i nic z tego nie wyszło. 

Innym razem do hotelu przybył wysłaniec urzędu skarbowego. Ależ Wędrowycz i spółka się zdenerwowali. Urzędnika spotkał los jaki czeka każdego, kto przychodzi ściągać państwowe daniny, a nie ma za sobą odpowiedniego zaplecza. Pijany egzorcysta z pepeszą w dłoni – z takim argumentem się nie dyskutuje. 

Co prawda urzędnik wynajął potem „ukraińskich biznesmenów” w dresach, żeby jednak oddano co cesarskie, a ci wrzucili Wędrowycza do rzeki w „betonowych bucikach”. Całe szczęście woda sięgała mu do kolan, więc poza zmęczeniem obyło się bez jakichkolwiek szkód. 

W tej opowieści występuje jeszcze 12 satanistów (uciskana mniejszość religijna), która w piwnicy hotelu zakłada „piekło”. Trzykrotnie pojawia się skład uderzeniowy miejscowej policji, biznesem i kapitan Wilkowski. Znajdzie się też ksiądz, ale niewierzący i grupa pijanych budowlańców. Wakacje pełną gębą!

Akcja jest dynamiczna, szybko się zmienia i co rusz zaskakuje. Z przykrością jednak czytałam zakończenie, jestem ciekawa jak Wam będzie się podobać. 

.

Czy warto przeczytać Kroniki Jakuba Wędrowycza?

W końcu musieliśmy stawić czoła temu pytaniu. No cóż, nie jest to książka łatwa i z pewnością nie każdy powinien ją czytać. Osoby o słabszych nerwach mogą nie wytrzymać presji, którą Wędrowycz wywiera na czytelniku. Zresztą, tak zupełnie między nami, pewne motywy wydają się nie do końca dopracowane. Czasami fabuła wydaje się tak absurdalna, że można spaść ze stołka (choć to akurat uznaję za plus).

Poza tym: każdy kto lubi polską fantastykę musi poznać sposoby Kuby Wędrowycza na duchy, podróże w czasie i ukrywanie produkcji bimbru przed policją. Pewne sprawy są standardem i nie sposób ich pominąć.

Przyznam szczerze: nieźle się bawiłam podczas czytania o Kubie. W powieści pojawia się wiele naprawdę ciekawych aluzji, które potrafią rozbawić do łez. Klimat lat 90tych unosi się w powietrzu i to chyba w Kronikach jest najlepsze. Książka nie posiada głębi, ale to przecież część jej specyficznego klimatu. Choć czytałam już lepsze opowieści i ta jest godna przeczytania!

Na jedno trzeba uważać: po którejś historii z rzędu alkohol przecieka z Wędrowycza wprost do naszej krwi. Wtedy dopiero zaczyna się zabawa!

.

Klaudia Bąk

Komentarze