Wydaje się, że własne państwo powinno raczej wspierać starania swoich obywateli, zwłaszcza w zakresie zdrowego żywienia. W tej dziedzinie Polska jest ewenementem na skalę światową. Tylko nad Wisłą prawo jest skonstruowane w taki sposób, by maksymalnie utrudnić rolnikowi sprzedaż jego własnych przetworów, a nam dostęp do zdrowej żywności.

Kolejna historia z której możemy być „dumni”. Polski rolnik jest wrogiem publicznym numer jeden. Nie może sprzedawać swoich własnych wyrobów: ani kiełbasy, ani konfitury. Zabrania mu tego prawo, które (jak to zwykle w Polsce bywa), jest słabe wobec silnych i silne wobec słabych.

Chciałoby się zapytać – skąd my to znamy? Już wcześniej dr Michał Węgorz mówił na naszym portalu, że „Polska zachowuje się jak ciota”. Wobec wielkich jest uległa i posłuszna, małych traktuje jak popychadła i robi z nimi co chce. Problem polega na tym, że w bardzo wielu dziedzinach „polskich wielkich” już po prostu nie ma. Co to znaczy?

Znakomita część polskiej gospodarki i przemysłu należy do kapitału zagranicznego. Tylko w Polsce stajemy na głowę z radości, że Amazon buduje swoje magazyny, bo przyciągnęła go tania siła robocza. Tylko nad Wisła oklaskuje się nową fabryką Volkswagena, gdzie pracowników traktuje się w sposób gorszy, od przewidzianego najgorszymi karami w Niemczech.

Jak się okazuje, rolnictwo nie jest wolne od podobnej „troski” państwa polskiego. Tylko w naszym kraju dochodzi do sytuacji, w której rolnik sprzedający swoją kiełbasę turyście staje się przestępcą.

tractor-385681_640

 .

Prawem w rolnika

Tak przynajmniej stanowi polskie prawo. W sklepach wielkopowierzchniowych możemy kupić wyroby konfituropodobne, wyprodukowane na drugim końcu świata, które do zdrowych nie należą, ale nie możemy kupić przetworów rodzimych producentów. Czy trzeba dodać, że z reguły (są oczywiście wyjątki) wyroby konfituropodobne są tylko z nazwy związane z owocami lub warzywami? Wystarczy zatrzymać się na chwilkę i spojrzeć na skład tego lub innego przetworu.

Polski restaurator nie poda swoim gościom produktu prosto od producenta. Jeśli to zrobi staje się przestępcą. Wcześniej w konflikt z prawem wszedł rolnik, który mu taki produkt sprzedał.

„Mieliśmy już dość biernego przyglądania się temu, jak rolnicy, producenci grzęzną w przepisach i temu, że większość działań restauratorów – polegających np. na częstowaniu gości z zagranicy polskimi produktami – jest nielegalnych. W Polsce, zupełnie inaczej niż na całym świecie, również zupełnie inaczej niż w całej Unii Europejskiej, rolnik praktycznie nie jest w stanie sprzedać swojego przetworu ani osobie prywatnej, ani podmiotowi, ani restauracji. Jeśli rolnik wyprodukuje dżem ze swoich owoców, to nie może go sprzedać legalnie np. turyście” – mówi Zbigniew Kmieć, warszawski restuarator.

Polski rolnik, by móc sprzedawać swoje przetwory musi założyć działalność gospodarczą, a z tym wiąże się (w tym konkretnym przypadku) papierkowa robota godna lepszej sprawy. O kosztach tego „rozwiązania” nawet nie wspominam. Pamiętajmy, że tak trzeba się zachować niezależnie od tego czy chcemy dostarczać określoną ilość przetworów do restauracji co tydzień czy sprzedać słoik miodu.

088080_bc0326c7

 .

Nielegalne festiwale smaku

Ten absurd naprawdę boli. Gdyby któryś z urzędników zechciał sprawdzać legalność stoisk na wszelkiego rodzju festiwalach smaku, gdzie rolnicy wystawiają swoje produktu, mógłby zakwestionować ich olbrzymią większość. Zaledwie kilka procent polskich rolników prowadzi działalność gospodarczą, reszta sprzedaje swoje przetwory nielegalnie.

Państwo tłumaczy się tym, że takie są… wymogi Unii Europejskiej. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców RP sprawdził tę informację. To kłamstwo, wybieg, który pozwala urzędnikom i politkom trwać przy obecnym, korzystnym dla nich, stanie rzeczy. Z tego tytułu nie tylko można wlepiać kary, ale przede wszystkim: nie trzeba tworzyć nowego prawa lub zmieniać obecnie istniejącego.

Fakt, cierpią na tym rolnicy i obywatele, którzy cenią sobie zdrową żywność prosto od producenta. Ale to przecież nie jest zmartwienie ani urzędników, ani polityków.

 .

            Jakub Napoleon Gajdziński

Komentarze