Polska się cofa, instytucje państwowe rozpadają się na naszych oczach, przyrost naturalny jest ujemny, coraz więcej ludzi wyjeżdża za chlebem za granicę. „Elita polityczna” z zawzięciem toczy bój na życie i śmierć o nic. Nie jest nawet zdolna dostrzec rzeczywistych problemów, co dopiero spróbować na nie odpowiedzieć. Skandal wywołany taśmami to wyraz 25 lat Jeśli kiedykolwiek staliśmy nad przepaścią i zrobiliśmy wielki krok naprzód, to właśnie teraz – uważa dr Michał Węgorz, ekonomista od 30 lat zajmujący się systemem gospodarczym i politycznym Polski.

.

Panie Doktorze, minister spraw wewnętrznych, Bartłomiej Sienkiewicz, uznał ostatnio, że „Polskie państwo praktycznie nie istnieje”. Co o tym sądzić?

60498_490405247648957_1027323140_nW tym miejscu trzeba wrócić do tego po co w ogóle powołaliśmy państwo i jakie są jego funkcje. Z takim przesłaniem bardzo ciężko się przebić w mediach. Gazety, portale i telewizja w Polsce, właściwie całe dziennikarstwo, są bardzo dobrym przykładem debilizmu rzeczywistości w której przyszło nam żyć. Ta cała groteskowa pogoń za sensacją, jakkolwiek nie był to oklepany slogan, to jeden z gwoździ do trumny Rzeczpospolitej. W Polsce za pomocą mediów, nie tylko nie prowadzi się dialogu. Nie ma nawet monologu władzy, jak za PRL-u. Nad Wisłą media służą tylko i wyłącznie do ogłupiania społeczeństwa. Trudno uznać, żeby w swojej misji nie były skuteczne…

Wracając do państwa: jak mówi poeta „eksperyment wykonany, lecz niestety nieudany” – to chyba najlepszy opis Polski końca XX i początku XXI wieku. Celniejszy nawet niż hasła padające w rozmowach tych, którzy aktualnie pełnią „funkcje publiczne” – jak to się dumnie mówi. Sienkiewicz ma oczywiście rację – Polski właściwie nie ma. Warto zwrócić uwagę na to co się dzieje: szkoły są zamykane jak kraj długi i szeroki. Dlaczego? Pada argument: jest ujemny przyrost naturalny to spada zapotrzebowanie na placówki edukacyjne. No i każdy dziennikarzyna kiwa z powagą głową; racja, przecież po co utrzymywać szkoły, jeśli nikt do nich nie chodzi? Trzeba jednak postawić zupełnie inne pytanie. Dlaczego jest tak ujemny przyrost naturalny? Bynajmniej nie z powodu jak głoszą szamani współczesności w koloratkach: przyszła zła moda z Zachodu. To nie ma nic, lub ma bardzo niewiele, wspólnego z rzeczywistości. 

Podłożem spadku dzietności jest, jak zwykle zresztą, czynnik ekonomiczny. Czy pan wie, że Polska to jeden z czołówki krajów na świecie pod względem skali rozwoju zjawiska wtórnego ubóstwa? [Sytuacji w której ktoś podejmuje jedną lub więcej prac, ale i tak nie stać go na życie – przyp. red.]. Kiedyś nazywano takie zjawisko wyzyskiem lub niewolnictwem, ale współczesna nowomowa wymyśliła elegancki termin, który nie kłuje w oczy.

Do zadań tych, którzy sprawują władzę należy zatem postawienie tego konkretnego problemu i rozwiązanie go. Jeśli nie potrafią, powinni zająć się czymś innym, a nie polityką. Ale u nas wszystko robi się w taki sposób, aby wyglądało „dziadowsko” – czyli: no nie ma dzieci to nie ma dzieci, co tu dużo gadać? Tymczasem jest to efekt konkretnych decyzji. Bieda, ujemny przyrost naturalny, wtórne ubóstwo i wszelkie związane z tym patologie to nie „dopust boży”. To efekt wyborów dokonywanych przez ekipy rządzące, a odpowiednie decyzje mogą te zjawiska odwrócić.

Na początku lat 90tych obiecywano, że „terapia szokowa”, dzika prywatyzacja oraz rekatolizacja narodu rozwiążą wszelkie problemy. Neoliberalny model kapitalizmu miał doprowadzić do tego, że wymienione przeze mnie powyżej zjawiska znikną za dotknięciem niewidzialnej ręki rynku – współczesnego mitu, tak samo prawdopodobnego jak to, że Jonasz spędził trzy dni w brzuchu wieloryba, gdzieś w okolicach dzisiejszego Cypru.

Już wtedy wielu wiedziało, że to zwykłe kłamstwo. Dziś wiemy to wszyscy, ale nie każdy chce się do tego otwarcie przyznać.

.

Uważa Pan, że państwo polskie nie spełnia swojej roli. Dlaczego tak się dzieje?

319056_305576102881541_1698761337_nŻadne, dokładnie żadne państwo, poddane terapii szokowej nie wyszło z tego cało. Wszystkie te państwa to jedynie rynek zbytu dla międzynarodowego kapitału. Nie trzeba czytać Naomi Klein, żeby to zauważyć. Polska, podobnie jak wiele innych, to po prostu trochę bardziej rozwinięta republika bananowa. Co prawda od lat rządzący sączą przez media jad „teorii sukcesu”, ale wierzą w to jedynie ci nieliczni, którzy mogą sobie na to pozwolić. Jeśli uznamy, że od początku lat 90tych kreowano coś co można określi mianem „polskiego snu”, to podobnie jak „american dream” jest on kłamstwem. Jest nawet takie powiedzenie, że aby uwierzyć w american dream, trzeba mieć oczy zamknięte na rzeczywistość. W Polsce jest tak samo.

Cechy republiki bananowej to zidiociała elita polityczna; niesprawny, czyli nie będący w stanie rozwiązywać problemów obywateli, system polityczny; kultura promująca albo zabobon, albo debilizm; system gospodarczy będący w najlepszym przypadku przykładem funkcjonowania neokolonializmu. Co to znaczy? To znaczy, że kraj jest łupem dla tzw., „zagranicznych inwestorów”, a tak naprawdę drapieżnego kapitału, który przecież od XIX wieku wiele się nie zmienił – nadal chce obniżać koszty i podwyższać zyski. 

Świetnym przykładem będzie tu kompania piwowarska Lech w Poznaniu. Jak się niedawno okazało, cała załoga poznańskich browarów przez rok pracuje jedynie na dwutygodniową pensję prezesa z RPA. Taki system po prostu nie może funkcjonować.

Najwięksi idealiści współczesności, to ci, którzy wierzą, że nic się nie zmieni.

.

System polityczny nie potrafiący rozwiązać problemów obywateli? Jak to rozumieć?

To bardzo proste. Chyba nie ma już w Polsce wielu ludzi, którzy wierzą, że mają cokolwiek do powiedzenia w tak zwanych „wyborach powszechnych”. Co to za różnica czy zagłosuję na premiera Tuska, czy prezesa Kaczyńskiego? Prawda jest taka, że poza tym, że Tusk się bardziej elegancko wypowiada, a prezes Kaczyński lubi popełnić od czasu do czasu jakąś śmieszną gafę, to właściwie żadna. Najlepiej to widać, gdy co jakiś czas kłócą się czy jakaś „ustawa” została stworzona przez PiS, czy przez PO. 

63105_452994821435164_379965099_nCi, tzw. politycy, walczą między sobą na śmierć i życie o nic. To nie jest tak, jak wielu sądzi, że wszyscy Polacy są głupi i mamy takich polityków na jakich zasługujemy. Takie twierdzenie miało rację bytu przed rozpowszechnieniem się telewizji. Teraz sytuacja się zmieniła. System polityczny jest zamknięty pod dwoma względami: po pierwsze zamyka ramy instytucji demokratycznej jaką jest debata publiczna – czyli uznaje arbitralnie, że pewne poglądy mają racje bytu, inne nie. I wcale nie dotyczy to sytuacji skrajnych.

Z drugiej strony nigdzie nie widać armii młodych, intelektualnie odważnych obywateli gotowych walczyć o sprawy kraju. To też niestety smutna polska rzeczywistość. Pod względem intelektualnym jesteśmy Rowem Mariańskim Europy, skansenem głupoty i El Dorado zabobonu. Według GUS-u wciąż około 90% Polaków wierzy w gusła z epoki brązu! Tak, mówię o chrześcijaństwie – nie ma niczego gorszego niż ten rak ciemnoty toczący współczesną Polskę i Polaków. To przez tych barbarzyńców, których miejsce jest już dawno na śmietniku historii, Polska ma najwięcej kościołów w Europie i jednocześnie najmniej patentów naukowych. Nie chcę uogólniać, bo jest bardzo wielu myślących Polaków, którzy nie dali się zahipnotyzować, jak pisał Tadeusz Boy-Żeleński, „Czarnej Okupacji” i dla których Polska nadal jest ważna. Szkoda ich wysiłków i energii, bo czarny dyktat jak trwał, tak niestety wciąż trwa. No, ale skoro wolimy budować świątynie zamiast szkół, to czy zasługujemy na lepszy los, niż ten, który nas spotkał?

Po drugie – proszę spojrzeć na te skarlałe osóbki, które współcześnie widzimy w polskiej polityce. Wielkość jednego polega na tym, że jego brat uległ wypadkowi. Najlepszą cechą drugiego jest to, że jest w miarę… „normalny”. I to właściwie tyle. Taki system polityczny nie tylko nie potrafi rozwiązać problemów obywateli, czy w ogóle ich dostrzec. On jest specjalnie tak zaprojektowany, abyśmy my zajmowali się, dyskutowali, czytali, omawiali głupoty, o które tamci kruszą kopie. Współczesna polityka to serial typu „Złotopolscy” czy „Na wspólnej” – słodka chwila zapomnienia z której jednak nic nie wynika.

My tu sobie gadu gadu o Smoleńsku, reprezentacji piłkarskiej, jakiejś aferce, agencie Tomku i podobnych idiotyzmach, a tam panowie bezwzględnie realizują swoją politykę. Pamiętajmy, że są to decyzje przez, które Polska wygląda współcześnie tak, jak wygląda. Igrzysk, igrzysk, igrzysk! Co tam „strukturalne bezrobocie”, co tam zwykłe bezrobocie wśród kobiet czy młodych, co tam, że wykształceni przez polski system edukacji młodzi ludzie pracują na rzecz dobrobytu w Anglii, Niemczech czy Norwegii, co tam zadłużenie polskich szpitali, bieda emerytów, brak pewności jutra, nierówności i wykluczenia społeczne… Przecież mieliśmy euro!

Dobrym symbolem paranoi władzy we współczesnej Polsce jest nie tylko sytuacja w której grube ryby polskiej polityki podczas obiadku zjadają dwie pensje pracownika call center, ale raczej afera z igrzyskami w Krakowie. Podobnie jak wiele innych: pomysł równie płytki co głupi. Tym razem jednak władza postanowiła przeprowadzić referendum, co pokazuje jak bardzo nie wiedzą co się dzieje wśród ludu, a tu niespodzianka. Lud powiedział, że ma gdzieś. Suweren zadecydował, że pieniądze, które elita chciała przeznaczyć na igrzyska, lepiej wydać na chleb – i miał absolutną rację. 

Jaka była reakcja elity? Oburzenie i wściekłość. Padały nawet hasła, że skoro tak to trzeba ściągnąć z podatków pieniądze, które ratusz wydał na przygotowania do tej pory. Nawet nie wspominam o aferze korupcyjnej, która w międzyczasie się pojawiła. To zjawisko pokazuje jedno: Polacy są lokajami we własnym kraju. To sytuacja nie tylko niezdrowa, ale potencjalnie wybuchowa. Tak zwane protesty nacjonalistów z okazji 11 listopada, to nic innego jak przejaw tej wściekłości. 

W ogóle w nienawiści upatruję ratunku dla Polski. To chyba jedyny sposób, żeby nas wszystkich zjednoczyć w jednym celu. We wszystkim możemy się różnić, wszystko może nas dzielić, ale jak się porządnie wkurzymy to jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Fale tego gniewu wyniosły Korwina Mikkego do europarlamentu, a ja życzę mu z całego serca jak najlepiej. Jestem oczywiście jak najdalszy od jego średniowiecznych poglądów, ale ważniejsze jest co innego: Korwin reprezentuje dziś opcję antysystemową i jako taki jest bardzo istotny dla Polski.

.

Porozmawiajmy chwilę o gospodarce. Polska to naprawdę kraj neokolonialny?

Oczywiście, to nie podlega żadnym wątpliwościom. Nieprzypadkowo największym towarem eksportowym Polski są… Polacy, czyli tania siła robocza. Są takie kraje, jak choćby Korea Południowa, która zamknęła się na napływ kapitału zagranicznego i zainwestowała w samą siebie – zupełnie na odwrót niż sugerują zbrodniarze ze szkoły Chicagowskiej [Milton Friedman i zwolennicy neoliberalizmu – przyp.red]. Teraz Korea eksportuje na cały świat i to bardzo wiele towarów. 

granica_by_Jakubcio_500W Polsce nie tylko sprzedano wszystko co się dało, ale również już to odsprzedano. Pozamykano zakłady państwowe, ludzi wyrzucono na bruk i to wszystko tylko po to, jak mówi Balcerowicz, by móc się cieszyć ze świeżych pomarańczy przez cały rok. Oczywiście, nie należy również przesadzać: wiele z podjętych tematów przez tzw. reformatorów, choć bardziej tu pasuje słowo wyprzedających polski majątek narodowy, było słusznie zauważonych – chwała im za to. Problem polega na tym, że rozwiązania jakie zaproponowano graniczą ze zdradą stanu i powinny zostać rozliczone z całą stanowczością.

Tylko fanatycy dziś uważają, że terapia szokowa i dziki kapitalizm to jedyna i słuszna droga. Oczywiście czego rozumnego można się spodziewać po rozmodlonych troglodytach sprzed telewizorów, ale wystarczy się rozejrzeć dookoła. Jest wiele krajów, które poszły inną drogą i choć również borykają się z różnymi problemami, to nie są to sprawy, aż tak trudne jak te w Polsce.

Weźmy pierwszy lepszy przykład z brzegu. W Niemczech kwota wolna od podatku to ponad 40 000 euro, podobnie jest we Francji, Anglii i w innych, w miarę cywilizowanych, krajach. W Polsce ta kwota to ledwo ponad 3000 zł. Polska to państwo bydlackie. Gdy do Polski sprowadza się jakaś międzynarodowa korporacja to ogłasza się święto narodowe. Nieważne czy rządzi PiS, PO czy SLD. Pal sześć w jaki sposób wpływa to na sytuację gospodarczą, wszyscy cieszą się, że 1000 osób dostanie pracę w call center lub w magazynie przy przekładaniu paczek. Tylko czy to jest szczyt polskich możliwości?

Ale za to gdy jakiś Polak założy firmę… o matko! Wtedy okazuje się, że mamy tak zagmatwane prawo, że nie zna się na tym ani polityk, ani urzędnik, ani księgowa. Tylko od humoru urzędnika zależy czy nasz biznes jutro zostanie zlikwidowany, a my wysłani do więzienia. Politycy uprawiają swój chocholi taniec na grobach „nieuczciwych przedsiębiorców”. W Polsce pracuje cała armia, której jedynym zadaniem jest, przepraszam za mocne słowo, dopierdolić polskiemu przedsiębiorcy. To jest ten wymarzony system wolności gospodarczej?

Powiem więcej. Gdy pojawiają się silni, państwo polskie pada na kolana i zamiata włosami ziemię. Ale w przypadku małych, ergo słabych, Polska ma cały arsenał by ich bić, zamykać, popychać, utrudniać życie i tak dalej. Nie da się tego inaczej powiedzieć: Polska to ciota. Bo jak inaczej nazwać kogoś kto kłania się silnemu, ale bije małych i słabych? 

.

Nie jest chyba tak źle. Przecież niedawno odbywały się huczne obchody „25-lecia wolności”, do Polski przyjechał prezydent Obama i wiele innych głów państw.

I co z tego? Czy z tych spotkań coś wynika? Przecież to, że odwiedza nas marionetka z metropolii to nic zaskakującego. Przecież to są kolejne igrzyska. „Patrzcie rodacy, jak jest wspaniale”. Nie znoszę tych wszystkich gier władzy z ludem. Ci wszyscy, których prawdziwe intencje oraz zachowania znamy choćby z ostatnich taśm, wycierają sobie gęby słowem Polska. Jak pisał Norwid: „Klaskaniem mając obrzękłe prawice, znudzony pieśnią lud woła o czyny”. Bo ile można znieść? 

radiowozy4Przecież fakt, że Polacy muszą opuszczać swój kraj, jeździć za granicę i jeszcze, o zgrozo, wolą zostać tam niż wracać do siebie, to woła o pomstę do nieba. Cała ta banda powinna zostać natychmiast usunięta ze swoich stanowisk. Wszelkie „demokratyczne” instytucje w tym kraju nie funkcjonują: brak jest poważnej debaty o realnych problem stąd coraz mniej ludzi chodzi na wybory. Partie polityczne są tak bardzo odbiciem chorych ambicji swoich przywódców, że równie dobrze moglibyśmy zwolnić wszystkich posłów i dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy działaczy, i zostawić panów Tuska, Kaczyńskiego, Millera, Palikota i Piechocińskiego. Na jedno wychodzi, ale przynajmniej byśmy zaoszczędzili. W partiach politycznych morduje się tych, którzy mają własne zdanie. To trochę jak w Kościele katolickim – myślisz sam za siebie? Nie masz tu czego szukać. Promuje się natomiast lojalność, uległość, brak inteligencji, wypełnianie rozkazów i tak dalej. Potrafimy narzekać na to, że system przygotowywania piłkarzy jest kiepski, to co dopiero powiedzieć o tym zjawisku? Czy z tego można być dumnym?

Pamięta pan jak posłów zapytano co się wydarzyło w 1989 roku? 3/4 z nich nie miało zielonego pojęcia, a ktoś z SLD powiedział, że chodzi o powstanie warszawskie. 

25 lecie wolności to oczywiście bardzo ważne święto i warto je sobie samemu podsumować. W jakim miejscu byliśmy wtedy? W jakim jesteśmy teraz? Ile się nauczyliśmy i czy ta wiedza jest przekłada na rzeczywistość polityczno-prawną? Jak wygląda nasza gospodarka? Gdzie zostały popełnione błędy i co można zrobić, żeby je naprawić? Niestety u nas nie ma czasu na takie analizy. Rząd trąbi o sukcesie, opozycja zajmuje się głupotami, a duża część społeczeństwa idzie posłuchać co ma do powiedzenia jeden lub drugi guślarz.

Rozumiem dlaczego tylu młodych Polaków patrzy dziś sceptycznie na demokrację. Moim zdaniem to oni mają rację, a ci starsi po prostu mówią bez sensu. Wśród młodzieży niepodzielnie króluje Korwin Mikke, który wskazuje nie tylko na nieudolność polskiego systemu, ale na to, że jest on stworzony w taki sposób, aby być nieudolnym. Zgadzam się z jego analizą, ale bliżej mi do Ikonowicza, który wskazuje rzeczywiste przyczyny dlaczego tak się dzieje i nie proponuje złotych jaj w postaci prostych rozwiązań, które nijak mają się do naszej, skomplikowanej rzeczywistości. W każdym razie te dwa, skrajnie różne środowiska, łączy jedna rzecz. Jest to zrozumienie najgłębszego sensu systemu politycznego zwanego demokracją: nie jest ważny pluralizm, wielość partii lub jedna partia, ilość mediów i ich jakość – to są jedynie pochodne czy sposoby zapewnienia tego, co najważniejsze: czyli rzeczywistego 5ca8ecb8519f6cdbaffb5db5dae409a1wpływu obywateli na kształt państwa. Czy pan wie, że wszędzie tam gdzie pojawiają się budżety obywatelskie ludzie zgłaszają i wybierają projekty, które mają pomóc najuboższym? Najlepszym przykładem jest oczywiście brazylijskie Porto Alegre, gdzie dzięki temu podejście zbito bezrobocie, bezdomność i brak wykształcenia w przeciągu 15 lat, prawie o 50%! Wszędzie tam, gdzie rządzi elita jest na odwrót…

.

Czyli jest jeszcze dla Polski nadzieja? Jak można dokonać zmiany w takich warunkach?

Oczywiście, że jest nadzieja. Polska była już w wielu gorszych sytuacjach i radziła sobie wyśmienicie, teraz też sobie poradzi. Polacy mają dobrą intuicję i nie dają się łatwo wciągnąć w quasi-polityczne organizacje trzeciego rzędu. Nie bez powodu elita promuje tzw. „społeczeństwo obywatelskie” ze wszystkich sił. Nie ma czegoś takiego, to zwykłe kłamstwo i iluzja wpływu. Organizacje pozarządowe to świetna sprawa, gdy ktoś chce ratować koty, konie lub łosie, ale nie sprawdzają się w przypadku walki z systemem i żaden marketing polityczny nigdy tego nie zmieni.

Tego co potrzebujemy to rzeczywistej i politycznej zmiany. Ta zmiana nigdy nie dokona się rękoma beneficjentów tego systemu, to ci, którzy przez niego cierpią muszą to zrobić. Ale na tych, niestety, III RP zarzuciła kajdany zabobonu, przeróżnych fobii i antyintelektualizmu. Dopóki zamiast wziąć się do pracy, Polacy klęczą przed biskupami, dopóty nigdy nic się w Polsce nie zmieni. „25 lat wolności” dało nam wiele dobrego, ale niestety w pewnym sensie zawróciło nas do średniowiecza…

.

Rozmawiał Jakub Napoleon Gajdziński

Komentarze