Turcja, której wielu wróżyło już grób, wraca do łask inwestorów. Jak się okazuje, wielu Polaków zainwestowało tam gigantyczne pieniądze. Ostatni rok zakończył się stratami, ale teraz okazuje się, że Polacy mieli nosa do interesów.
Jesteśmy świadkami dość spektakularnego odbudowywania się rynku tureckiego. Patrząc z perspektywy 2-3 lat jesteś optymistą?
Tak, wydaje mi się, że w tak wyznaczonym horyzoncie czasowym perspektywy rynku tureckiego są obiecujące. Ale oczywiście są też zagrożenia.
Czy ostatniego załamania, które nastąpiło w 2013 roku, nie można było przewidzieć?
Nie, ono było spowodowane przede wszystkim kryzysem politycznym. Ale w przeciwieństwie do wielu naszych konkurentów, na przełomie 2012 i 2013 roku patrzyliśmy na Turcję ostrożnie, a nawet sceptycznie. Ten sceptycyzm był podyktowany bardzo dobrymi wynikami osiągniętymi przez giełdę w Stambule w 2012 roku. Dotyczyło to przede wszystkim banków, których potencjał wzrostu był w tym czasie już dość mocno ograniczony, a skoro stanowią one około 40 procent całego tureckiego indeksu, to łatwo można było wysnuć wniosek, że angażowanie się na tym rynku jest obarczone wysokim ryzykiem. Zgadzaliśmy się natomiast, że długoterminowe inwestowanie w rynek turecki było i oczywiście jest nadal, bardzo perspektywiczne. Choćby ze względu na dobre wskaźniki demograficzne, położenie, konkurencyjność tureckiej gospodarki.
W 2013 roku nastąpiła bardzo duża przecena rynku tureckiego, spadek w złotówce w skrajnych wypadkach wyniósł aż 40 procent.
Na szczęście my byliśmy w tym czasie dość defensywni, choć oczywiście trudno się spodziewać, że fundusz akcyjny działający na rynku, który spadł o 40 procent zanotuje dodatnią stopę zwrotu. W efekcie tego sceptycyzmu spadliśmy o około 10 punktów procentowych mniej niż benchmark.
Nasza defensywna postawa spowodowała, że w 2013 roku nie rekomendowaliśmy inwestycji w Turcji i odpływ środków z funduszu Caspar Akcji Tureckich nie był duży. Przeciwnie, pod koniec roku, w okresie największego załamania, zaczęły do tego funduszu napływać nowe środki. Przekonywaliśmy bowiem klientów, że na rynku, na którym „leje się krew” warto zainwestować część środków, bo jest to dobra okazja, aby kupić akcje po niskiej cenie i w perspektywie dobrze na tym zarobić. Ta rekomendacja wynikała z naszej oceny potencjału miejscowej gospodarki, której fundamenty są dobre i która skorzysta z dobrej koniunktury w państwach strefy euro. Wzrost w strefie euro bardzo korzystnie wpływa na turecką gospodarkę, bo jest ona z tym rynkiem jest mocno związana.
Jakie są największe ryzyka dla inwestycji w Turcji?
Najważniejsze jest ryzyko polityczne, które jednak po ostatnich wyborach znacząco się zmniejszyło. Nie chodzi tylko o to, że zakończyły się one zwycięstwem rządzącej partii AKP premiera Erdogana. Ważne były rozmiary tego zwycięstwa, bo AKP uzyskała 45 procent głosów, co jest wynikiem lepszym niż w poprzednich wyborach. To dla Erdogana dobry prognostyk na przyszłość, czyli na sierpniowe wybory prezydenckie oraz planowane w 2015 roku wybory parlamentarne. Ich wyników nie sposób wprawdzie przewidzieć, ale rozmiary zwycięstwa w wyborach samorządowych zdają się wykluczać porażkę Erdogana.
To dobra wiadomość dla inwestorów? Przed wyborami ujawniono aferę korupcyjną, a przywiązanie Erdogana do wartości demokratycznych jest, nazwijmy to delikatnie, problematyczne.
Z punktu widzenia inwestorów, sukces AKP jest bardzo dobrą wiadomością. Oznacza kontynuację władzy, co znosi część napięć politycznych. Jeśli w wyborach parlamentarnych Erdogan osiągnie podobny wynik, a wydaje się to dzisiaj możliwe, ważne będzie też to, że AKP będzie rządziła samodzielnie. To istotne, bo his
toria rządów koalicyjnych w Turcji jest zła. Takie rządy zawsze doprowadzały w tym kraju do mniejszej lub większej katastrofy gospodarczej, a rządy jednopartyjne z reguły gwarantują przynajmniej szybkie podejmowanie decyzji. Tym bardziej, że w sferze gospodarczej rząd Erdogana spisuje się naprawdę dobrze. Cały czas reformuje turecką ekonomię, sporo inwestuje w infrastrukturę, wspomaga demografię, inwestuje w szkolnictwo. Jest duża szansa, że przyniesie to spore korzyści.
Rzeczywiście, w Turcji wybuchła afera korupcyjna, ale wyborcy to zlekceważyli. A jeśli chodzi o demokrację w tym kraju, to rzeczywiście jest ona odmienna od tego, czemu hołduje się w Europie. Wynik ostatnich wyborów wskazuje, że obywatele Turcji to akceptują. A przynajmniej ogromna większość obywateli.
Z jakimi, poza politycznymi, zagrożeniami muszą się liczyć inwestorzy?
Miękkim podbrzuszem tureckiej gospodarki jest cały czas deficyt na rachunku bieżącym, który wynika z importu surowców. Turcja nie posiada ich zbyt wielu i musi sprowadzać surowce z zagranicy. Ostatnio ten deficyt zaczyna się, na szczęście, zmniejszać, co jest spowodowane wzrostem eksportu do krajów strefy euro. To będzie oznaczało zmniejszenie potrzeb pożyczkowych państwa na rynkach zagranicznych, co także jest pozytywnym sygnałem. Przy czym trzeba pamiętać, że nawet w apogeum kryzysu politycznego Turcja nie miała problemów z finansowaniem swoich potrzeb. W czwartym kwartale 2013 roku po raz pierwszy w historii tego kraju doszło do emisji trzydziestoletnich obligacji denominowanych w dolarze i sprzedały się one na pniu, z czterokrotną nadsubskrypcją. Od tego czasu yield na tych obligacjach spadł o kolejne 100 bipsów co pokazuje, że inwestorzy cały czas uważają te papiery za bardzo atrakcyjne.
I trzecia rzecz, której wielu inwestorów się obawiało, a która na szczęście się nie wydarzyła – istotne pogorszenie się jakości portfela kredytowego banków. Przy wyższym bezrobociu i gorszym otoczeniu makroekonomicznym był to prawdopodobny scenariusz i mógł mieć poważne konsekwencje dla banków, a wobec ich dużej roli w indeksie mógł się negatywnie odbić na całej giełdzie. Nie doszło do tego i banki są dzisiaj pozytywnie nastawione na przyszłość.
Widać oznaki stabilizacji inflacji.
Wiele na to wskazuje. To powinno mieć pozytywny wpływ na gospodarkę. Pozwoli bowiem bankowi centralnemu poluzować politykę pieniężną. Gdyby udało się obniżyć stopy procentowe, co dziś wydaje się prawdopodobne, będzie to dodatkowym czynnikiem stymulującym wyniki banków, podniesie ich wycenę i pozytywnie wpłynie na cały indeks tureckiej giełdy. Reasumując, uważam, że najbliższe 2-3 lata będą dla Turcji pozytywne i dadzą inwestorom szansę na zyski.
Który jeszcze rynek w naszym regionie daje szanse na sukces w najbliższych latach?
W Europie Środkowo-Wschodniej z zainteresowaniem przyglądamy się rynkowi węgierskiemu, który w ostatnich latach był w regionie jednym z najgorszych. Wynikało to z agresywnej polityki rządu premiera Orbana wobec dużych przedsiębiorstw, które oczywiście z definicji miały największy wpływ na budapesztańską giełdę. Teraz, chcąc utrzymać i poprawić wzrost PKB, w interesie Orbana byłoby pozwolenie bankom na zintensyfikowanie akcji kredytowej. Bez tego trudno sobie wyobrazić istotny wzrost PKB. Docierają do nas wstępne sygnały, że w najbliższych miesiącach może nastąpić poluzowanie restrykcyjnej polityki fiskalnej wobec banków, co może spowodować wzrost akcji kredytowej i mieć konsekwencje dla całej gospodarki. Trzeba jednak pamiętać, że rynek węgierski jest mały. Wielkich możliwości inwestowania w Budapeszcie nie ma, ale nie znaczy to, że nie można tam zarobić.
Kwiecień przyniósł szczególnie dużo dobrych informacji dla osób, które zainwestowały w trzy subfundusze operujące na rynku Europy Środkowej i Wschodniej. Gorzej natomiast wyglądał rynek polski.
Miniony miesiąc był udanym miesiącem dla tych inwestorów, którzy inwestowali w Turcji, gorzej natomiast radził sobie ostatnio rynek polski. Między innymi dzięki wzrostowi wartości aktywów tureckich, w kwietniu
wzrosły wyniki subfunduszy Caspar Akcji Turecki, Caspar Akcji Środkowej i Wschodniej Europy oraz Caspar Obligacji Środkowej i Wschodniej Europy – tłumaczy Błażej Bogdziewicz, wiceprezes Caspar TFI SA. – Słabsze zachowanie akcji na warszawskim parkiecie może być, w mojej ocenie, rezultatem trwającego konfliktu na Ukrainie oraz prawdopodobnej realokacji aktywów przez polskie OFE. Duży wpływ na rynki akcji w Europie ma, i zapewne będzie miała, polityka władz rosyjskich wobec Ukrainy.
Z kolei Leszek Kasperski, prezes Zarządu Caspar TFI SA informuje, że pod koniec kwietnia br., nasza spółka otrzymała zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na połączenie subfunduszu Caspar Akcji Rosyjskich z subfunduszem Caspar Akcji Środkowej i Wschodniej Europy (subfundusz przejmujący).
Zgodnie z harmonogramem, połączenie powinno nastąpić w pierwszej połowie czerwca br. Jesteśmy pewni, że subfundusz Caspar Akcji Środkowej i Wschodniej Europy, który od dawna legitymuje się dobrymi wynikami zarządzania, plasującymi go wśród najlepszych w swojej klasie, z uwagi na szersze spektrum inwestycyjne pozwala lepiej zdywersyfikować ryzyko – przekonuje Leszek Kasperski. – Polityka inwestycyjna tego subfunduszu pozwala na uzyskanie większej elastyczności i przemieszczanie aktywów na najbardziej dochodowe rynki.
.
Rozmawiał Piotr Gajdziński



