Właśnie owego Dzikiego Gonu tak się wystraszył staruszek. Co gorsza, zgubił po drodze ciepły kożuch, bardzo przydatny w chłodne i słotne dni. Prosi, by któraś z córek odważyła się pójść do lasu i odnalazła porzucone okrycie. Gotowa jest to uczynić najmłodsza i najśmielsza, Dodola.

Nie muszę chyba tłumaczyć, że historia z kożuszkiem jest jedynie fabularnym pretekstem. Władca podziemi Nij  i jego córka Dola personifikują wszak nieubłagane fatum: w tej opowieści ich zadaniem jest zdjąć klątwę z Krakusa, zamienionego w Króla Wężów i sprawić, by w ludzkiej postaci odszedł z tego świata oraz trafił pośmiertnie do Nawii, słowiańskiego Zaświata.

Kiedy bowiem Dodola znajduje wreszcie ojcowską zgubę, widzi rozpartego wygodnie na wełnianej wyściółce gigantycznego połoza w złotej koronie, patrzącego na dziewczynę ludzkim niemal, błagalnym spojrzeniem. Współczucie dla niezwykłego gada przeważa nad strachem:

król wężówWąż paszczę otworzył

I dłoń Dodoli białą cicho do niej włożył,

Wąż popełzł dalej ścieżką i w Dodoli oczy

Patrzy jak zakochany rycerz, sploty toczy

Złote, koronę dźwiga i dziewczynę wiedzie

Przez las. Wreszcie ujrzała daleko na przedzie

Przed sobą skałę białą, zwietrzałą, wapienną,

A pośród białej skały tej pieczarę ciemną,

Wysoko wywieszoną ponad drzew konary,

Skała ta poszczerbiona, jakby zamek stary,

Opuszczony. Do bramy tej skalnej pieczary

Wiodła stroma wśród gruzów ścieżka. Dziwne czary

Tak swym zaklęciem myśli spętały Dodoli,

Że drapie się po ścieżce za wężem bez woli

I rozumu. Tak zaszła Dodola do jamy…

Oblubienica węża zostaje wprowadzona do zaczarowanej groty szmaragdowej. Kiedy nad przezroczystym sklepieniem zapada noc, w całkowitych ciemnościach wyklęty król przybiera znów ludzką postać i tak objaśnia dziewczynie niełatwą dla obojga sytuację:

„Ja jestem Krakus i mnie mocne czary

Pokonały i na mnie spadły srogie kary

Za dawne grzechy, alem nie umarł, jam żywy,

Dla ludzkich oczu jestem jako wąż straszliwy,

Połoz i we dnie mowę od ust mi odjęto,

A w ciało ludzkie wracam na chwilę w noc świętą,

Mroczną i mnie oddano berło nad wężami

Syczącymi, tu bawię w nocy sam ze snami

Moimi, we dnie patrzę na łuny podziemne,

A jeśli w świat zachodzę przez krużganki ciemne,

Przez które ciebie wiodłem do mojego gmachu,

Na mój widok ludzie mrą od samego strachu

I przez to mi okropnie!” i umilkły słowa,

A na rękę Dodoli kładła ludzka głowa

Płonące pocałunki…

Miłość wprawdzie zwycięża, lecz czekają ją ciężkie próby, jak to bywa nie tylko w baśniach, ale i w życiu.

Komentarze