Dola miłości
Zakochana dziewczyna z trudem jednak znosi przymusowy pobyt w podziemnej grocie i miłosne uściski zawsze niewidzialnego partnera. Tęskni za domem i światem na zewnątrz. Król Wężów w końcu ulega jej prośbom i przenosi ją magicznie na jeden dzień do chaty ojca. Stary Nijko i zwłaszcza dwie starsze siostry ze zdumieniem, ale też lekką zazdrością wysłuchują niesamowitej opowieści o podziemnych zaślubinach dziewczyny z Królem Wężów. Po głębokim namyśle rodzic podsumowuje perypetie córki:
„Dziwa prawisz, Dodolo! Ledwie staje wiary
Na twe opowiadanie, ale jam już stary
I już tyle przeżyłem, że nic mnie nie dziwi,
Bo większe cuda na swe oczy widzą żywi
Ludzie od tych, o których śpiewają pieśniarze:
Niedawno temu trupy wydały cmentarze,
A niebo już nie chciało deszczem darzyć ziemi
I gadzin jadowitych obrzydliwe plemię
Ziemię całą oblazło i niedługo trwało,
A jakieś dziwo straszne pod Kraków zleciało,
Żmij obrzydliwy! Siedem głów z jamy wystawił,
Ludzi pożerał co dzień, miasto dymem dławił,
Potem sam Krakus przepadł, król, co Polską władał,
A wnet w ślad za swym królem i naród przepadał.
Wreszcie, gdzie Kraków stawał, stanęło jezioro,
A w głębi potonęło ludzi, domów sporo
I sporo świątyń bożych. Gdy kto brzegiem chodzi,
Zda się, że to jezioro jakieś jęki rodzi
I głosem dzwonów gada. Na zamkowej górze
Zła wiedźma potem siadła i w Lechowym dworze
Welinda władła. Wszystkie te cuda widziałem,
Nie dziw tedy, gdy się czar iści na tym białym
Świecie. Być może, że Krak w węża przemieniony
Ciebie uniósł ze sobą gdzieś w podziemne strony.
Dawno słyszałem, że czar w nocy moc swą traci
I że zaczarowani do dawnej postaci
W nocy wracają. Nie dziw więc, że z tobą gada
Połoz głosem ludzkim, gdy mrok w jamy siada
Podziemne, ale wiem też, bo mi to mówiono
Dawno, że nieraz czarów siłę przemożono,
Gdy ogień rozniecono i postać ujrzano
Pośród ciemności nocnej tak rozczarowaną.
Może być, że ty Polsce dawną wrócisz chwałę,
Może być, że rozsadzisz ową ciemną skałę,
Co króla więzi, miasto wywiedziesz z jeziora,
Może być, że przez ciebie spadnie z Polski zmora,
Jaka ją dusi”.
„Tak jak się tego spodziewać było można, ze względu na pierwotne siedziby Słowian i na kraje, które dziś zajęli, baśnie te najbardziej przypominają mity skandynawskie, a są przeplecione motywami przypominającymi często Grecję, rzadziej Persję starożytną. Wszelako najczęściej każda z tych baśni ma odmienny, a wspólnosłowiański charakter, który zdaje się świadczyć, że nie została użyczona od Germanów albo Greków, ale że pochodzi ze wspólnej skarbnicy pierwotnych Ariów. Tak to podanie o Psyche i wyobrażenia o świecie zagrobowym (…), choć podobne do greckich, przybrały w całej Słowiańszczyźnie odmienną, a wielce malowniczą postać, taką, jaką w niniejszej baśni czytać można”- zauważa autor w Przedmowie.
W istocie, gdzie tylko w baśniach pojawiają się nasi rodacy, a szczególnie rodaczki, nawet w ciemności sypialni muszą zbawiać ojczyznę. Tak czy owak, zarówno kobieca ciekawość, jak i swoiście pojęty patriotyzm każą Dodoli posłuchać rady ojca i zabrać ze sobą do wężowej groty żywiczną pochodnię, która odegra kluczową rolę w dalszych perypetiach wybranki połoza.



