O elementach słowiańskiej historii, kultury i wiary w  polskiej literaturze fantasy  z perspektywy powieści „Słowo i Miecz” Witolda Jabłońskiego.

Jak długo czekać trzeba na wydanie dobrej polskiej słowiańskiej fantasy? Przekonali się o tym po prawie trzech latach oczekujący na powieść Słowo i Miecz autorstwa Witolda Jabłońskiego. W końcu jednak jest! 

Za sprawą rodzimych bogów i demonów nadchodzą Czasy Zamętu: trzej synowie Chrobrego giną w niezwykłych okolicznościach, buntują się możni, a lud pali kościoły i morduje znienawidzonych misjonarzy – pisze w notce wydawniczej superNOWA.

Smaki z Polski

Portal Smaki z Polski z całego serca poleca książkę „Słowo i miecz”

Starsi miłośnicy literatury fantasy zapewne doskonale pamiętają czasy, gdy półki księgarń bynajmniej wcale nie uginały się od szerokiego wyboru tej literatury. To co w latach ’80. na „całym cywilizowanym świecie” było w czołówce gatunku i sprzedawało się jak świeże bułeczki, w Polsce ukazywało się zazwyczaj w niskonakładowym tzw. wydaniu klubowym (tzw. drugiego, wewnętrznego obiegu, w formie kserówek). Słaba jakość techniczna takiego wydania zdecydowanie nie szła jednak w parze z wartością merytoryczną – ta była zwykle najwyższych lotów, a każdej nowej pozycji oczekiwano na rynku z rosnącą niecierpliwością. Zmiana ustroju przyniosła ze sobą również rozluźnienie rynku wydawniczego. Literatura fantasy, z początku nieśmiało, zaczęła wkraczać do księgarń i powszechnej sprzedaży. Nie trzeba było już należeć do elitarnego kręgu jej fascynatów – wystarczyło wejść do pierwszej lepszej księgarni i kupić interesujący nas tytuł. Niestety miało to również swoje negatywne skutki. Wśród coraz szerszego wachlarza tego rodzaju publikacji, trafiało się coraz mniej wartościowych książek. Półki zapełniła miałkość i wtórność, a ilość tradycyjnie zaczęła triumfować nad jakością.

Upór wynagrodzony

Podobnie sytuacja miała się z polską literaturą tego gatunku. Pierwsze powieści pomimo, że cieszyły samym faktem, że są, prezentowały również całkiem przyzwoity poziom. Z czasem jednak i tu zaczęła wdzierać się literatura niższych lotów, powtarzająca do znudzenia stare, utarte schematy. Co gorsza większość polskich twórców chciała koniecznie pisać jak ich koledzy zza wielkiej wody, co wcale nie poprawiało sytuacji. Coraz bardziej brakowało świeżości, oryginalności… a w końcu także swojskości. W pewnym momencie coś jednak drgnęło. Z początku wprowadzano jedynie drobne elementy, z czasem całkiem wyraźnie kreśląc odwołania do polskiej historii, kultury i wierzeń. Wszystko to nadal jednak nie było tym, czego oczekiwał wymagający czytelnik… Każda książka, która zapowiadała bezgraniczne zanurzenie się w historycznie zabarwiony słowiański świat, przynosiła rozczarowanie i coraz większe znużenie. Według notek i zapowiedzi wydawców miało być tak pięknie, a wychodziło jak zwykle, czyli nijako, bez polotu, bez fantazji (co szczególnie w przypadku literatury fantasy spisuje powieść na straty). Z tego powodu nie bez skrywanych obaw sięgnąłem po zapowiadaną od jakiegoś czasu powieść Witolda Jabłońskiego „Słowo i miecz” – tym bardziej, że im więcej obiecywałem sobie po każdej kolejnej tego rodzaju książce, z tym większym rozczarowaniem przychodziło mi się zderzyć. Nie poddawałem się jednak – w końcu znajdzie się ktoś, kto stanie na wysokości zadania i da radę zmierzyć się nie tylko z naszą historią i mitologią, ale jeszcze napisze przy tym porywającą powieść… I w końcu z pojawieniem się powieści „Słowo i miecz”, mój upór został wynagrodzony!

Reakcja Pogańska

Smaki z Polski

Witold Jabłoński w swojej powieści świetnie zarysował tło historyczne, czyli Reakcję Pogańską

Fabuła powieści toczy się w niezwykle ciekawym a równocześnie jakże mało znanym, bo konsekwentnie spychanym na margines zbiorowej wiedzy, okresie tzw. Reakcji Pogańskiej. Na tle mających miejsce w XI wieku wydarzeń, których kulminacją był wybuch powstania skierowanego przeciwko wprowadzaniu chrześcijaństwa i rozwijającym się stosunkom feudalnym. Losy bohaterów splatają świadomość zachodzących i trudnych do uniknięcia zmian a jednocześnie nieodparte, wspólne dążenia do zachowania dawnego porządku. Powieść utrzymana w formie greckiej tragedii, która to forma literacka niekoniecznie jest moją ulubioną, tu wręcz powala, a po przeczytaniu kilku pierwszych kartek, trudno sobie nawet wyobrazić by mogła być inna. Rozdziały wytyczane przez daty ważniejszych wydarzeń historycznych, wymagają co prawda od czytelnika uważniejszego ich śledzenia, w niczym jednak nie psuje to przyjemności czytania, a wręcz przeciwnie – pozwala stopniowo budować klimat powieści. Najważniejszy jest tu jednak wyłaniający się barwny świat naszych słowiańskich przodków, a w zasadzie spojrzenie na ten świat: po raz pierwszy tak realnie przedstawiony z perspektywy tych, którzy byli u siebie, a którym kazano wyrzec się podstaw własnej kultury – rodzimej wiary. Średniowiecze bez owijania w bawełnę, czasem wręcz brutalne, a jednocześnie bohaterowie tamtych czasów, którzy bynajmniej nie są ociężałymi umysłowo prostakami siłą oderwanymi od radła, lecz nieugiętymi obrońcami swych ziem i wyznawanych wartości. Z drugiej strony występują zaś krzewiciele obcej wiary, roszczący sobie wszelkie prawa oraz wyłączność na prawdę „objawioną”. Zerwanie ze schematami spotykanymi w podobnych publikacjach innych autorów, tu zdecydowanie się opłaciło, wytyczając nowy kierunek, którym ma szansę podążyć polska fantasy historyczna.

Każdy znajdzie coś dla siebie

Żeby jednak nie było tak całkiem słodko taka moja malutka, subiektywna łyżka dziegciu. Po pierwsze trochę żal, szczególnie uwzględniając polityczny zabieg jakim był tzw. “chrzest Polski”, iż niemal cały poczet piastowskich władców ostatecznie przedstawiony został jako postacie negatywne tudzież tragiczne – wyraźnie taki był jednak zamysł autora. Po drugie, mimo wartko toczącej się akcji, jak dla mnie zbyt rozbudowane i zbyt szybko zmieniające się relacje uczuciowe między bohaterami. Co za tym idzie trochę zabrakło mi w powieści kogoś, z kim od samego początku do końca można by się utożsamiać. To również zdaje się jednak zamierzonym działaniem autora, wynikającym poniekąd z konstrukcji samej powieści – przedstawiająca sobą pewien szerszy przedział czasu, przy tak rozbudowanych i licznych postaciach, po prostu musiały one (podobnie jak w prawdziwym życiu) ulegać pewnym zmianom i przeobrażeniom. I choć zapewne nie każdy przyjmie to za minus, mnie akurat zabrakło choćby drugoplanowego bohatera, z którym czytelnik mógłby się emocjonalnie na dłużej związać. Cóż – jednych porywa szczęk oręża, ucieczki i pościgi, innych rodzące się i przemijające uczucia, a jeszcze innych knute i demaskowane intrygi. Tym samym każdy znajdzie tu coś dla siebie, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, iż postacie kobiece zostały w powieści równie mocno zarysowane jak męskie, co w ogólnym rozrachunku tylko zwiększa wiarygodność opisywanych zdarzeń. Te zaś są na tyle zajmujące, że poza zwolennikami powieści fantasy, publikację tą z powodzeniem polecić można również sympatykom powieści historycznych.

Historia nieco inna niż u średniowiecznych kronikarzy

Dzięki Witoldowi Jabłońskiemu dowiadujemy się jak wygląda historia Polski z innej perspektywy niż Kościoła katolickiego

Dzięki Witoldowi Jabłońskiemu dowiadujemy się jak wygląda historia Polski z innej perspektywy niż Kościoła katolickiego

Tamte trudne czasy znamy bowiem głównie z ubogich, często stronniczych opisów średniowiecznych kronikarzy, będących zwykle reprezentantami Kościoła Katolickiego. Jak jednak mogły wyglądać te same wydarzenia z perspektywy drugiej strony? Tego dowiadujemy się właśnie dzięki powieści Witolda Jabłońskiego – tym atrakcyjniejszej, że nie idzie on utartymi schematami lecz wskazuje ścieżki, o których istnieniu niewielu zdawało sobie nawet sprawę. Z tego m.in. względu gdyby Kościół Katolicki oficjalnie posiadał w Polsce listę ksiąg zakazanych, powieść „Słowo i miecz” Witolda Jabłońskiego niewątpliwie miałoby sporą szansę trafić na jej czołówkę (daleko w tyle pozostawiając za sobą „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna, że o cyklu o Harry Potterze J. K. Rowling nawet nie wspomnę).

Witoldowi Jabłońskiemu gratulujemy odwagi

Reasumując, “Słowo i Miecz” to powieść, na którą wielu z niecierpliwością oczekiwało… a już ja na pewno. Zdecydowanie na dłużej pozostaje w pamięci, zmuszając czytelnika do spojrzenia na pewne kwestie z zupełnie innej perspektywy. Autorowi gratuluje natomiast odwagi wyważenia drzwi, które innych dotąd jedynie podświadomie kusiły… Żywię silną nadzieję, że raz wskazany nowy kierunek w słowiańskiej fantasy historycznej zostanie skrzętnie wykorzystany nie tylko do kontynuacji powieści “Słowo i miecz” przez jej autora ale również przez pozostałych twórców uprawiających ten gatunek literatury. Czego sobie i innym czytelnikom szczerzę życzę, bo chociaż Witold Jabłoński znacznie podniósł innym poprzeczkę, to przecież nadal jeszcze pozostaje wiele możliwości jakie stwarza umiejscowienie akcji powieści w tak niezwykle ciekawym okresie polskiej historii, jakim jest np. tzw. Reakcja Pogańska.

Ratomir Wilkowski

Grafiki pochodzą ze strony: https://martaemilia.deviantart.com/, udostępnione dzięki uprzejmości autorki

Jutro (sobota 25.01.14) zapraszamy na wywiad z panem Witoldem Jabłońskim, autorem powieści „Słowo i Miecz”

Komentarze