Chyba nikogo już nie dziwi, że polskie firmy coraz chętniej inwestują w Turcji. W końcu wzrost gospodarczy w państwie Erdogana może tylko zachwycać. Ale prawda jest taka, że Turcje też czekają poważne wyzwania. Większości z nich 16 gospodarka świata musi stawić czoła już w tym roku.
.
Po pierwsze: rząd w Ankarze musi się upewnić, że szybki wzrost Turcji nie jest oparty na zjawisku określanym mianem:
„bubble growth”, tym samym, które doprowadziło do kryzysu finansowego zachodnie gospodarki. Po drugie: sukces mniejszości kurdyjskiej w Iraku z pewności sprawi, że wzrośnie aktywność kurdyjskich aktywistów walczących o własne, niepodległe Ankarze, państwo. Po trzecie: cień roku 1974 znów zdaje się wydłużać. To wtedy Turcja najechała i do dziś okupuje połowę Cypru. Organizacja Narodów Zjednoczonych pracuje nad kolejnym „rozwiązaniem” problemu, a jak pokazuje historia, wszystkie polubowne próby rozwiązania konfliktu kończą się w dramatyczny sposób. Cypr twardo stoi na stanowisku: opuście nasz kraj, inaczej nie będzie zgody.
Wszystkie te przeszkody to tak naprawdę wyzwania dla premiera Erdogana. Jak do tej pory nie był on uważany za jastrzębia w żadnej z tych kwestii, przynajmniej przez opinię międzynardową. Czy i tym razem nie zabraknie mu pomysłu jak przeprowadzić Turcję suchą nogą przez pojawiające się na horyzoncie zagrożenia?
.
Bubble economy?
Już od jakiegoś czasu formułowano zastrzeżenia w stosunku do tureckiej gospodarki. Pytano czy tak szybki rozwój nie jest jedynie tymczasowy, a już niedługo kraj obudzi się w obliczu poważnego kryzysu. Potencjalnie taka sytuacja jest możliwa. Gdyby doszło do poważnych kłopotów w Ankarze, miałoby to swoje odbicie nie tylko w regionie, ale również wśród wielu innych gospodarek rozwijających się, w tym Polski.
Całe szczęście: wiele z komentarzy pojawiających się na Zachodzie to raczej próba robienia sensacji, niż opis rzeczywistego zagrożenia. Każda gospodarka, która jest określana mianem: „rozwijającej się” jest potencjalnie również niebezpieczna. Możliwość wyższych zysków dla inwestorów nieodłącznie wiąże się również z wyższym ryzykiem. Jednak w przypadku Turcji trzeba przyznać, że niewiele wskazuje na nagły krach lub kryzys mający się pojawić w dalszej perspektywie.
Podobnie jak w przypadku wielu krajów o podobnym rozwoju gospodarczym, turecki boom finansowy jest oparty na przypływach ze strony zagranicznych inwestorów, bardzo niskich progach procentowych i wciąż wzrastających cenach przeróżnych tureckich zasobów. Zeszły rok dał jednak Erdoganowi do myślenia i teraz premiera przygotowuje pakiet reform gospodarczych, których celem jest budowa stabilnych podstaw dla tureckiego rozwoju. Zanim ocenimy ten ruch minie jeszcze wiele czasu, bo musi on odbić się na gospodarce kraju, ale z pewnością jest to ruch w dobrym kieurnku.
Największym zagrożeniem dla Turcji jest fakt, że blisko 1/3 pożyczonych z zagranicy pieniędzy to pożyczki krótkoterminowe. Oznacza to, że już w przyszłym roku Turcja będzie musiała spłacić ogromną sumę pieniędzy, ale wydaje się, że będzie w stanie to zrobić bez większego problemu. Prawdziwym zagrożeniem są następne lata w których Turcja będzie musiała stawić czoła szybko rosnącemu długowi publicznemu.
.
Wolni kurdowie?
Kolejna kwestia nie dotyczy stricte ekonomii, ale jednak pośrednio na nią wpływa. Marzeniem Erdogana jest uczynienie z Turcji jednej z największych gospodarek na świecie do roku 2023. Jest to marzenie bardzo ambitne, ale i niecałkowicie pozbawione sensu. Problem w tym, że w sąsiednim Iraku kurdowie uzyskali, była to obietnica Stanów Zjednoczonych, swobodę obywatelską i wolność, której od bardzo dawna pragnęli.
Ta sytuacja, pozornie, może być problemem dla tureckiego premiera. Erdogan nie może się zgodzić na utratę sporej części terytorium na rzecz Kurdów, ale nie może również po prostu odmówić rozmów. Pozostaje mu znalezienie takiego rozwiązania, które pozwoli mu zachować twarz przed Anatolią, ale również znaleźć na tyle korzystne dla Kurdów rozwiązanie, że ci zrezygnują z podjęcia ofensywy partyzanckiej na wschodzie i południu kraju.
Każdy czynnik destabilizujący sytuację wewnętrzną w Turcji podważa upragnionych przez premiera status regionalnego mocarstwa i istotnie wpływa na wizerunek państwa na arenie międzynarodowej. Wielu polskich inwestorów wycofało swoje pieniądze ze wschodu Europy i zainwestowało je w Turcji, właśnie dlatego, że charakteryzuje je spokojna sytuacja w porównaniu z tym co dzieje się za naszą wschodnią granicą. To prawda, ale czy Ankara jest w stanie zatrzymać spragnionych wolności od tureckiego rządu Kurdów i nienawidzących ich tureckich mieszkańców Anatolii?
.
Okupacja Cypru
Problem rozpoczął się jeszcze za czasów junty pułkowników, która rządziła w Atenach. To włąśnie wtedy obie strony podsycały swoich etnicznych pobratymców do ksenofobicznych postaw, które ostatecznie zakończyły się upadkiem rządu
Makariosa i zniewoleniem połowy wyspy. Był to również najstraszniejszy moment w historii Cypru, nawet biorąc pod uwagę upadek krzyżowców i wtargnięcie na wyspę Ottomanów.
Dziś Cypr nie jest już tylko „niemożliwym do zatopienia lotniskowcem” jak zwykło się o nim mówić za czasów Zimnej Wojny. Cypr, choć znacznie zubożał, wciąż jest miejscem, gdzie niedawno odkryto złoża gazu i ropy. Ankara rości sobie do nich pretensje, podobnie jak Unia Europejska i korona brytyjska. Problem w tym, jak mówi Iordannis Constanitides z cypryjskiego pisma „Liberał”, że „gaz i ropa przyciągają demokrację” – a kolejnego zamieszania spokojni cypryjczycy nie chcą.
ONZ forsuje plan, podobny do tego, który zaoferował Annan w 2001 roku. Jego celem jest federalizacja Cypru, czyli de facto legalizacja inwazji i okupacji. Jest jasne, że Turcja łatwo nie odpuści wyspie, ale czy Erdogan może sobie pozwolić by skupiać się na „problemie cypryjskim” i odwracać oczy od własnej gospodarki?
.
Wydaje się, że nie. I choć tylko jeden z przedstawionych powyżej problemów jest bezpośrednio związany z polskimi pieniędzmi zainwestowanymi w Anatolii, to ten rok nie jest dla Turcji łatwy. Dobrze przypomnieć w tym miejscu, że każdy kto w zainwestował na giełdzie w Ankarze w tym roku, dobrze na tym wyszedł. Turcja jest jednym z największym importerów do Unii Europejskiej a jednocześnie bramą dla rodzimego biznesu na bliski wschód.
Po raz kolejny należy sobie zadać pytanie: co zrobi premier Erdogan?
.
JNG
Więcej informacji na stronie www.caspartfi.pl




