Słowianie początkowo nie trudnili się vikingiem, ponieważ ich ziemie były urodzajne. Inaczej sprawa miała się na Rugii – tam ziemia była raczej jałowa, a chęć łatwego zarobku, a przy tym liczne konflikty, wpierały korsarstwo. Dopiero przerastająca ich rzeczywistość, otoczenie za wszystkich stron ekspansywną polityką innych państw, zmusiła ich do ucieczki na morze i uprawiania trudnego rzemiosła – piractwa.

Trudno było odróżnić wikinga od pospolitego kupca – niejednokrotnie brano statek korsarski za handlowy, co kończyło się tragicznie. Skandynawscy kupcy i korsarze bardzo niechętnie, w wyniku wielu starć, ale musieli oddać koronę johnny_automatic_Viking_pointing_1jedynego hegemona Morza Bałtyckiego.

Rugijczycy mimo tej presji dawali sobie świetnie radę, na morzu z powodzeniem stawali w szranki w wielu bitwach z Duńczykami. Poza tym często wyprawy wikingów miały też inne cele – wymianę handlową, pertraktacje polityczne, dystrybucję towarów, a korsarstwo i chęć ekspansji terytorialnej były zaledwie początkiem. Nie ma również co ukrywać, że morskie rozbójnictwo było doborowym zajęciem z możliwością awansu – wielu wikingów niejako szukało protekcji u władców państwa, jak na przykład dzielni Jomsborczycy w państwie pierwszych Piastów.

W przypadku Wolina jednak nie ma się czemu dziwić – dobrze dozbrojony port ze świetną obsadą, a poza tym jeden z najważniejszych ośrodków handlowych wczesnego średniowiecza na Bałtyku. Takie przybytki były głównie budowane na nizinnym pasie moreny dennej, co ułatwiało sztuczne pogłębianie gruntów. Poza tym porty nawet po spaleniu samego grodu mogły nadal wpuszczać do doków okręty i je obsługiwać.

.

Ralswik, przy Wielkiej Zatoce Jasmundzkiej

Wszyscy wikingowie mieli swoje porty wypadowe. Taką bazą był dla Rugijczyków Ralswik, przy Wielkiej Zatoce Jasmundzkiej. Gród osłaniały bagna, położony był w pewnym oddaleniu od wybrzeża, co jest normalne dla portówsłowiańskich. Wczesnośredniowieczny port był pod olbrzymim wpływem skandynawskich wikingów – dokumentują to znaleziska typowe dla tego obszaru – żelazne kociołki, naczynia stearytowe a także hutnictwo, ponieważ w osadzie znaleziono piece wapiennicze.

DantzigkW grodach portowych szybko odkryto istną żyłę złota – w takich ośrodkach łatwiej jest o prowiant i różnego typu towary, co sprzyjało osadnictwu, wzmacniało rzemiosło, a co za tym idzie również handel. Było to wyśmienitą pożywką dla piractwa. Ten tryb życia stał się swoistym systemem, rodzący się bowiem dopiero ustrój władzy książęcej w plemieniu, nie potrafił wykorzystać potencjału ludzkiego w zaspokajaniu potrzeb społeczeństwa, a w szczególności drużyny wikińskiej111. Słowianie, co nie ulega wątpliwości, byli nacją bardzo waleczną. Na tym polu osiągnęli wysoki stopień zdolności nie tylko odnoszący się do samej walki, ale również do przejmowania poszczególnych technik. Od wikingów z Północy przejęli i udoskonalili sztukę budowy łodzi, z czasem przejęli również ich uzbrojenie.

Drogę pirata, czy też wikinga mógł obrać każdy. Podstawą było dobre zdrowie, rynsztunek, ale również – inteligencja. Wielokrotnie już wspomniałem, że zarówno drogi handlarzy jak i korsarzy przenikały się, dlatego tworzono swojego rodzaju zespoły, często międzynarodowe.

Badaczy nie dziwi zatem wzajemne przenikanie się wikingów po krajach, zasada była prosta – gdzie dało się więcej zarobić, tam się udawano. Morze Bałtyckie było na tyle rozległe i posiada tak wiele wysp, zatok i cieśnin, szlaków handlowych i małych kanałów, że aż trudno nie wyobrazić sobie go bez wikingów. Dla Rugijczyków olbrzymie znaczenie miał też szlak handlowy prowadzący z Zatoki Kilońskiej i Meklemburskiej na ich wyspę, a dalej na Wolin.

Ten trakt pozwalał piratom na wręcz nieograniczone możliwości penetrowania statków kupieckich. Średniowieczni rabusie byli jednak uzależnieni od warunków klimatycznych i hydrograficznych na akwenie – częste sztormy, silne wiatry, wysokie fale oraz przecinanie się różnych prądów uniemożliwiało swobodną żeglugę. Dlatego też najczęściej zespoły kupiecko – pirackie działały sezonowo, na co dzień zajmując się ziemią lub rzemiosłem, lecz nie będąc zbytnio przywiązanymi do żadnego z tych zajęć.

Rugijscy korsarze znani są ze śmiałych posunięć na morzu. Wielokrotnie nękali nie tylko przybrzeżne tereny Danii, ale również Pomorze Zachodnie, a konkretnie Szczecin. Był to poważny cios dla wymiany dalekomorskiej, ponieważ ten średniowieczny port był jednym z najprężniej działających na Pomorzu. Rugijczycy najeżdżali wszystkie trzy ujścia Odry, rabując wypływające i wpływające okręty.

Szczecinianie jednak ostatecznie zwyciężyli, chociaż dopiero trybut rekompensował poniesione przez nich straty. Kolejną znaną wyprawą morską była próba zdobycia Lubeki – grodu pełniącego funkcję hegemona handlowego i politycznego na tym terenie, osadzonego w odległości 15 kilometrów od morza, w widłach Trawny i Szwartawy. O rozkwicie Lubeki pisze Helmold:

…doprowadzili za łaską Bożą miasto Lubekę do takiego stopnia rozkwitu, że ono właśnie zajęło pierwsze miejsce wśród najświetniejszych miast słowiańskich, tak dzięki bogactwom jak i przywiązaniu do wiary świętej.

.

Porażka Rugijczyków

Punktem zapalnym wcale nie były jednak bogactwa grodu, chociaż na pewno podczas planowania wyprawy miano to na względzie. Książę Henryk Gotszalkowic stał się persona non grata dla Rugijczyków, ponieważ prowadził ugodową politykę wobec Sasów, a sojusz ów był dla nich nie do przyjęcia.

Wolin_VikingWyspiarze słusznie obawiali się ich wspólnej wyprawy zbrojnej na Rugię, która nastąpiła pod koniec XI wieku. Atak na Lubekę był swoistym kontratakiem. Słowiańska flota bez przeszkód dotarła do brzegu, i od razu wzięła się za penetrację Lubeki. Gród wzięty został z zaskoczenia, jednak książę Henryk, przebywający wtedy w tym handlowym przyczółku, nakazał obronę, sam się wycofał i przyprowadził saską odsiecz oblężonemu grodzisku. Rugijczycy zostali rozbici, a ich flota bezczynnie przyglądała się porażce, po czym, gdy wiadomo już było, że zwycięstwo jest niemożliwe, odpłynęła spokojnie na Ostrów Boży. Bitwa została rozegrana na lądzie, a o klęsce zadecydowała szybkość konnicy Henryka. Tak zresztą kończyła się większość wypraw morskich – jego faktycznym teatrem nie było morze tylko ląd, i to od siły piechoty i konnicy zależało zwycięstwo.

Rugijczycy sprawowali się świetnie na morzu jako korsarze, jednak ich zorganizowana działalność militarna nie przynosiła im większych sukcesów. Dużo lepiej bronili się, niż atakowali. Potrafili rozbijać floty i bronić swoich akwenów morskich, ale gdy schodzili na ląd o wiele trudniej było im nawiązać równorzędną walkę. Spowodowane to było ograniczeniami floty – na statek z powodu braku miejsca nie mogło wchodzić za dużo wierzchowców i prowiantu.

Same wyprawy łupieżcze przynosiły im przecież ogromne dochody (trzecia część wypraw łupieżczych trafiała do skarbca w Arkonie, łupy te to większość zgromadzonych dóbr)128. Mimo porażek w Lubece i Szczecinie, i nałożonym przez te miasta trybucie129, Rugijczycy mogli pozwolić sobie na ich spłatę, chociaż była dokuczliwa.

.

Krzysztof Marcin Stachura

Komentarze