Niestety nigdy słoikiem nie byłem. Właściwie nawet przez chwilę, bo studiowałem w swoim rodzinnym mieście. Nawet na wyprawy nie brałem słoików, bo ciężkie i wkurzające. Nie zmienia to faktu, że słoik to część naszego życia. Każdy Polak styka się ze słoikami. Czy Polska to słoikowy raj?

bottles-57139_640Właściwie to kogo to obchodzi? Możemy być zagłębiem słoikowym, możemy też nim nie być. Wszystko to samo. Niby tak, ale przecież słoik to nie tylko szklane naczynie zakręcane u góry. Nie, nie! W słoiku oprócz pożywnego jedzenia, ewentualnie własnoręcznie przygotowanego alkoholu lub narkotyków, z reguły znajduje się… matczyna miłość i troska. 

Jeśli komuś się wydaje, że te sprawy są tak niematerialne, że nie można ich w słoiku zamknąć, to się myli. Właśnie, że można. Taka mama musi wstać przed resztą domowników, pognać do pobliskiego sklepu po składniki, wrócić do domu z ciężkimi siatami, stanąć w upale przed garami i majstrować przez godzinę lub pół, żeby córeczka lub synuś mieli co zjeść jak wrócą na studia. Pamiętajmy, że jest niedziela i jeszcze na 12tą do kościółka trzeba zdążyć. 

Ile to poświęceń, wyrzeczeń i miłości się w taki słoik zmieści. Bezsprzecznie: słoik to naczynie z duszą!

.

Słoik słoikowi nierówny

Nierówny, to prawda. Słoiki różnią się między sobą wieloma sprawami. Jeden słoik wypełniony jest jedzeniem, drugi przechowuje gwoździe. Do jednego wlewa się matczyny żar miłości, drugi leży rozbity na śmietniku. Jedne słoiki się myje, a inne słoiki się, dajmy na to, nie myją. Słoik wiejski jest wielokrotnego użytku, a słoik miejski często jest jednorazówką. Jeden słoik chodzi na zajęcia, inny leczy kaca. Co tu o słoikach myśleć?

girl_of_steel_by_dannykojima-d658721

„S” jak słoik :)

Ano nic nie myśleć. Na studiach i potem spotkałem wielu tzw. „słoików” i większość z nich to równi goście. Najciężej jest spotkać ładną dziewczynę „nie słoika”, ale czy to jakiś problem? Jedynie w tym, że jak się człowiek z taką słoikówną zaangażuje to potem musi jeździć do jej rodziny (oby chociaż niedaleko), a nie np. na drugim koniec Polski lub za granicę na Śląsk.

Jedynie co w słoikach denerwuje to, że zwożą do domu miliony tych słoików, ładują to do lodówki, wpychają w szafki i… nie jedzą! Tak jest, to pewnie stąd wzięło się to przezwisko. Chomikowanie słoików to straszne zjawisko, które nie pozwala się połapać co w lodówce jest moje, co można zjeść i gdzie schłodzić piwo jak wszystkie kieszonki i półki, nawet te dla warzyw, załadowane klopsikami, gołąbkami, ogóreczkami i innymi wyrazami matczynej miłości.

Innymi słowami: słoiki zniosę, ale chomikowanie nie. Ile to potem z tych słoików ląduje w koszach? Albo co gorsza: zawartość do kosza, ale słoik do umywalki (ktoś tam umyje). I smród na całe mieszkanie, umywalka tak zawalona słojami, że się do talerza człowiek dopchać nie może, a przecież czystych nie ma już od 3 miesięcy. Co wtedy pozostaje?

Nic innego jak albo wyskoczyć na kebab, albo zamówić pizzę. A tyle pysznego i zdrowego jedzenia przyprawionego miłością i troską się marnuje…

.

Jakub Napoleon Gajdziński

Komentarze