Tydzień Kuchni PRL

To za czasów PRL-u pojawił się zwyczaj spędzania zorganizowanych wczasów

(…)Władza ludowa starała się rozbudować bazę turystyczną od pierwszych powojennych lat, bo zorganizowany wypoczynek miał być jedną z wizytówek realnego socjalizmu. Zapisano to nawet w przyjętej w 1952 roku konstytucji, a wczasy pracownicze miały być też wygodnym instrumentem wychowania obywatela PRL. W odebranych dawnym właścicielom pałacach i posiadłościach instalowano więc ośrodki wczasowe, zarządzane z reguły przez Fundusz Wczasów Pracowniczych, powoli budowano też – zwłaszcza nad morzem i w górach – nowe domy wczasowe. W latach siedemdziesiątych, zgodnie ze śląskim doświadczeniem I sekretarza KC, zaczęły powstawać ośrodki co bogatszych zakładów pracy, zwłaszcza hut i kopalni. I o ile jeszcze w latach sześćdziesiątych klasa robotnicza niezbyt chętnie z tego przywileju korzystała – urlopy wykorzystywano przede wszystkim na pomoc rodzinie zamieszkałej na wsi, prace na działce oraz remonty mieszkań – to w epoce Gierka wakacyjne wyjazdy stały się znacznie popularniejsze. U schyłku „przerwanej dekady” ze zorganizowanego wypoczynku korzystało już blisko 5 milionów Polaków.

Warunki nie były oszałamiające. Z reguły pokoje w ośrodkach wczasowych nie były wyposażone w łazienki, a jedna „świątynia higieny” znajdowała się na piętrze i służyła kilkunastu osobom. Jadano niezbyt wykwintnie, wieczory spędzano w świetlicy, jedynym miejscu, w którym był telewizor. Nieodłącznym atrybutem wczasów pracowniczych był kaowiec, w repertuarze którego była zawsze organizacja wieczorku zapoznawczego, najczęściej przeradzającego się w solidną bibę, oraz turniejów brydżowych i szachowych, wieczornych wycieczek z pochodniami, ogniska. Pito, tańczono, zawierano nowe przyjaźnie, wcielano w życie nauki wyczytane w „Sztuce kochania” i wiele czasu poświęcano na nawiązanie znajomości z wyżej postawionymi w hierarchii zawodowej wczasowiczami, bo cechą charakterystyczną wypoczynku w zakładowych ośrodkach było wspólne spędzanie urlopów przez klasę robotniczą z inżynierami i – bywało – nawet członkami dyrekcji. Takie znajomości mogły później zaprocentować. Nieliczni szczęśliwcy zdobywali skierowanie – przyznawane zawsze przez radę pracowniczą oraz związki zawodowe – na wczasy organizowane przez Orbis. Te odbywały się może w niewiele lepszych ośrodkach, ale za to z reguły oferowały atrakcyjniejsze miejsca pobytu i lepsze jedzenie. Nie wszystkich ten rodzaj wypoczynku zachwycał. „Żałosne swoją drogą są te pracownicze wczasy z tępą muzyką głośnikową przez cały dzień, z telewizją, tańcami i dreptaniem koło koryta, czyli stołówki. Jakaś polska parodia dolce vita” – napisał w swoich wspomnieniach Stefan Kisielewski.

Tydzień Kuchni PRL

„Nigdy nie zapomnę smaku mleka w tubce” – Danuta Okarma

Ale taki model wypoczynku mógł razić wyrafinowanych intelektualistów, bo większość była zachwycona. Polacy ruszyli w podróż. Rodzina Okarmów z Kostrzyna Wielkopolskiego po raz pierwszy w życiu wyjechała na wczasy w 1973 lub 1974 roku. Ich organizatorem była Gminna Spółdzielnia, popularny wówczas GS . Pojechali nad Bałtyk, do Pobierowa. „Pierwszy raz w życiu jadłam wtedy prażynki i poznałam smak lodów włoskich, które na wielkopolskiej prowincji długo pozostawały tylko niedościgłym marzeniem – opowiada Danuta Okarma, wówczas dziesięcio-, może jedenastolatka. – I mleko w tubce! Boże, tego smaku nigdy nie zapomnę”.

Władza naprawdę się starała. Nie deklarowano wprawdzie, jak w NRD, gdzie w „Małym słowniku politycznym” napisano, że „w socjalizmie sprzeczność pomiędzy pracą i czasem wolnym, typowa dla kapitalizmu, została usunięta”, ale w 1971 roku Biuro Polityczne podjęło decyzję o rozpoczęciu programu zagospodarowania brzegów Wisły i Zalewu Zegrzyńskiego, które miały być centrum rekreacyjno-sportowym dla Warszawy. Kopalnie i huty oraz inne „sztandarowe” przedsiębiorstwa budowały ośrodki na wybrzeżu Morza Bałtyckiego, na Mazurach, w Sudetach i Tatrach. A ponieważ polskie drogi zaroiły się od maluchów, to wyjazdowe urlopy stały się powszechniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

C.D.N.

Książka wyjdzie nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

Piotr Gajdziński

Komentarze