Zaświat bogów i bohaterów
Dodola nieci ogień i rozjaśnia mrok łożnicy, widząc po raz pierwszy oblicze wężowego monarchy. Nie spełniają się pobożne życzenia Nijki i jego córy, co do joty natomiast wypełnia się klątwa wiedźmy Welindy: Krakus umiera, zdążywszy tylko oznajmić, że jedynym sposobem, by jeszcze go spotkać, jest podróż na tamten świat. Twarda góralka podejmuje wyzwanie. Po pierwsze zwraca się o pomoc do leśnego wielkoluda, o którym opowiadał jej ojciec. Ujęty jej determinacją i odwagą Tur, (który w tym przypadku zdaje się wcieleniem rogatego Welesa), umożliwia kobiecie upragnioną wędrówkę, dając magicznego żubra, który ją przenosi do Nawii. Tam, wśród mglistej pustki spotyka trzy Jędze rezydujące w chatkach na kurzej stopce. Zwane są także Prządkami, gdyż snują bezustannie nici ludzkich żywotów: złote, srebrne, spiżowe… Starki też dają się ubłagać i ofiarowują niewieście czarodziejskie obręcze i stosowne wrzeciona. Tak uzbrojona Dodola wędruje dalej, aż dociera na brzeg krwawego Dunaju, oddzielającego zwykłą krainę umarłych od Wyraju, dostępnego jedynie dla bożych wybrańców.
Poszła na błonia szare, smutne, niespożyte,
Ostem suchym obrosłe, popiołem pokryte
Szarym. Czasem mijały ją jakieś postacie
Na poły przezroczyste w mglistej szarej szacie
Z cienia, załamywały swoje blade dłonie
I szły dalej. To mary! Zaszła już nad tonie
Dunaju śmiertelnego. Rzeka toczy krwawe
Wody pośród popiołu, a niebo szarawe
Nad nią jakby zgasiło słońce. Blade mary
Siadły nad brzegiem płacząc, a nad wodą szary
Jakiś korab spoczywał, duży, przezroczysty,
A czarny. Nad korabiem olbrzym stawał mglisty,
Jak korab czarny, mieczem pruł Dunaju wody
Niby ogromnym wiosłem. Umarłe narody
Nad brzegiem wyciągały doń wątłe ramiona,
Ale nieruchomego niosła wciąż czerwona
Woda Dunaju, stał tak jak słup dymu czarny,
Na swym korabiu Rachman, przewoźnik cmentarny
„Rachmanem nazywa się po dziś dzień na Rusi piekielny przewoźnik. Posyła mu się dary Dniestrem i Dnieprem na południe i obchodzi się na wiosnę jego święta, zwane Rachmańską Wielkanocą” – objaśnia poeta. Nietrudno zauważyć, że postać owa przypomina greckiego Charona. W ogóle należy zaznaczyć, że w czasach, kiedy Dzieduszycki tworzył swoją Baśń, wiedza na temat słowiańskich mitów i wyobrażeń o życiu pośmiertnym była wciąż bardzo uboga ze względu na niedostępność wielu nieodkrytych jeszcze źródeł i fakt, że rodzima archeologia była wciąż w powijakach. Uczeni ówcześni czerpali informacje wyłącznie ze skąpych, a często wręcz mylnych i mocno niepewnych zapisków chrześcijańskich kronikarzy, nic zatem dziwnego, że o słowiańskich zaświatach mieli pojęcia dość mgliste. Z braku rzetelnych informacji zmuszeni byli posługiwać się materiałem porównawczym do innych, lepiej zbadanych mitologii. Dlatego w poemacie słowiański Zaświat przypomina chwilami grecko-rzymski Hades (krwawa rzeka graniczna, łąki zapomnienia, demoniczny, trudny do ubłagania przewoźnik, mroczna otchłań dla złoczyńców), a także hebrajski Eden (rajska jabłoń, obfitość owoców i oswojonej zwierzyny). Trafnym pomysłem wydają się jednak swojskie pola makowe, zapewniające sen nieprzespany szczęśliwym marom sprawiedliwych.
Przed groźnym mieczem Rachmana ochraniają Dodolę otrzymane od Prządek magiczne obręcze, trzy kądziele zaś, złota, srebrna i spiżowa, służą przebłaganiu pani Zmory (personifikacja Śmierci), strzegącej ogromnej kraty zagradzającej wejście do Wyraju. Pod rajską jabłonią kobieta spotyka matkę Żywy, nieśmiertelną Dziedzilię. „Według Długosza imię polskiej bogini urodzaju” – informuje poeta. Nie tylko urodzaju, ale także miłości, toteż poucza śmiertelniczkę, jak siłą uczucia pokonać wszelkie przeszkody i dotrzeć do Krakusa, spoczywającego obok innych władców w pałacu Zmory (notabene, trudno nie zauważyć, że utwór pisał arystokrata: nawet w Raju utrzymuje się społeczna hierarchia i o ile pospólstwo śni sobie na łąkach, prominenci złożeni są w swoistej „alei zasłużonych”).
Po wielu perypetiach Dodola dociera wreszcie do zakazanej komnaty i kiedy ugłaskana Zmora otwiera wierzeje, oczom stęsknionej kobiety ukazaje się nader wdzięczny obraz:
Na łożu kwiatów barwnych Krak we śnie spoczywa,
Twarz młoda jeszcze, ale długa broda siwa
Na pierś jemu spływa, a na głowę korona,
Którą niegdyś wąż połoz nosił, założona.
Cały w pancerz ubrany, a pośród puklerza
Orzeł biały skrzydłami śmiało w niebo zmierza.
Przy boku Kraka wielki miecz rycerski leży,
A chociaż usnął, jeszcze za rękojeść dzierży
W ręku, jakby przed bitwą. Wielki płaszcz czerwony
Spada na obie łoża kwiecistego strony;
Gdy Dodola pięknego tego króla zoczy,
Krzyknie i na pierś jego bohaterską skoczy
I ustom gorejące pocałunki daje.
Mamy więc jak gdyby męską wersję Śpiącej Królewny, ważniejszy jednak wydaje się symbol „zamarłej” Polski, którą może wskrzesić jedynie szczera, prawdziwa miłość.
„U słowiańskich, podobnie jak u germańskich narodów pełno podań o Królu Wężów, zwanym w Słowiańszczyźnie połozem. (…) W słowiańskim podaniu, które jest podstawą opowiadania zawartego w Pieśni IV, zamienia się także połoz nareszcie w króla rajskiego. Dałem tedy bohaterowi powieści imię Kraka czyli Krakusa tym śmielej, że… obrządki, które odprawiają i dziś jeszcze przy mogile Krakusa w Krakowie odnoszą się do bóstw krainy śmierci” – wyjaśnia niestrudzenie autor, wyraźnie sugerując bliskie związki swoich baśniowych bohaterów ze słowiańskimi bóstwami. Bo też od tej chwili zmartwychwstały Krakus i zyskująca nieśmiertelność Dodola stają się władcami Zaświata, panując niezliczonym rzeszom umarłych, a jego dwór przypomina Prawię (słowiańską Walhallę), w której jaśni bogowie poją wybranych witeziów miodem nieśmiertelności i odprawiają wraz z nimi wieczne łowy. Między innymi wstaje z martwych również schrupany ongiś przez Żmija nadworny wieszczek Wierzbięta, który ani myśli rozliczać dawnego władcy Krakowa z owej zbrodni, bogów się wszak nie osądza. Tak natomiast określa jego nowy boski status:
On jemu radzi, by sam schodził między ludzi,
Kiedy na ziemi stanie, mścicieli pobudzi,
Co moc Popiela złamią; z roli, z głębi wody
Wywiedzie bohaterów, co zbawią narody
I wpierw skoro się tylko na ziemi pojawi,
Niejedno dobro sprawi, mnogie zło naprawi.
Dadzą mu wdzięczni ludzie imię Białoboga,
Tak jak go cienie zowią imieniem Swaroga! [podkreślenia moje – WJ]
„Dwa imiona, które Słowianie dawali dobremu pierwiastkowi wedle wątpliwego zresztą może (?) świadectwa kronikarzy. Te imiona daję przeciwnikowi Popiela” – komentuje twórca, niepotrzebnie zresztą tym razem wykazując ostrożną czujność, istnienie owych bóstw zostało bowiem potwierdzone w świetle nowszych badań.
Jak udało się jasnemu bogowi i jego trzem (tak!) synom półbogom, spłodzonym na podobieństwo Zeusa z trzema deifikowanymi śmiertelniczkami, pokonać moce chaosu, dowiemy się z kolejnych rozdziałów słowiańskiej sagi.
.
Tekst poematu opracował i komentarzem opatrzył
Witold Jabłoński



