Ponoć historia się powtarza. Po raz pierwszy jako dramat, potem jako farsa. Czy te słowa można zastosować do Słowiańszczyzny?
Obawiam się, że i w tej kwestii Słowianie są wyjątkowi. Naszym problemem jest to, że nie potrafimy wyciągać wniosków, a jeśli nawet uda nam się je wyciągnąć nie potrafimy ich wprowadzić w czyn. Weźmy tutaj za dobry przykład Chorwatów. Przybyli na Bałkany z terenów Polski w VI wieku. Do połowy XIII wieku zdążyli zrzucić z siebie zależność od Cesarstwa Niemieckiego i Bizancjum. W XIII wieku wpadli w zależność od Węgier, pod których panowaniem trwali nieprzerwanie do 1918 roku. Kiedy tylko udało im się wyrwać z jednej niewoli, praktycznie na własne życzenie, po kilku miesiącach, weszli w zależność od Serbii, w której trwali do 1941 roku, kiedy udało im się utworzyć prawie niepodległe państwo zarządzane przez faszystów. Prawie, ponieważ pełnili rolę satelity Trzeciej Rzeszy. Od 1945 do 1991 ponownie wpadli w serbską zależność, którą ostatecznie zrzucili doprowadzając do ostatecznego upadku Jugosławii w 1995 roku. Dla Chorwatów ciągłe popadanie w zależność od silniejszego sąsiada na pewno nie było farsą, a nie ukrywajmy, że poza Polakami i Rosjanami są najlepszym przykładem słowiańskiego temperamentu.
.
Jak patrzysz na rolę wierzeń w historii państw Słowiańskich? Czy mentalność naszych przodków zmieniła się w jakiś sposób po narzuceniu chrześcijaństwa? Czy gdyby wierzenia pogańskie dalej funkcjonowały nasza historia mogłaby się potoczyć inaczej?
Bez przyjęcia chrześcijaństwa nasza wspólna historia na pewno wyglądała by o wiele inaczej. Po pierwsze już na początku polskiej państwowości mielibyśmy utrudnione zadanie, ponieważ stalibyśmy się celem przymusowej chrystianizacji ze strony księstw niemieckich, a następnie celem lokalnych krucjat. W dodatku Bolesław Wielki nie miałby szans na otrzymanie korony, bo też kto miałby mu ją dać? Ale istnieje też szansa, że wtedy właśnie Słowianie jako całość by się zjednoczyli dla zwalczenia jednego silniejszego, zagrażającego wszystkim wroga? Niestety to pozostaje tylko w kwestii eksperymentu myślowego, który zawsze będzie zawierał pewne niedomówienia i niedociągnięcia. Same wierzenia jednak pozwalały Słowianom być bliżej nie tylko natury, ale i siebie nawzajem. Większość naszych dawnych bóstw i poświęconych im świąt była powiązania z porami roku i szczególnymi dniami jak przesilenia i równonoce. Towarzyszące temu ofiary ze zwierząt domowych czy plonów oraz radosne świętowanie pozwalały naszym przodkom budować zżyte ze sobą społeczeństwo. Dodatkowo warto wspomnieć, że sam świat postaci mitycznych, na które trzeba było uważać, był dość bogaty. Od poteżnych bogów, przez buszujące po polach i lasach demony, po z pozoru niegroźne domowe duszki. Wszystko to tworzyło specyficzny system wierzeń, którego teraz, przez ingerencję chrześcijaństwa nie jesteśmy w stanie nawet odtworzyć. Samą kwestię narzucenia chrześcijaństwa i zmiany mentalności najlepiej oddaje wypowiedź żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku historyka, Wawrzyńca Surowieckiego: „Przyjąwszy chrzest od Rzymian i od Greków, przyjęliśmy zarazem ich ducha pogardy i nienawiści do wszystkiego, co było starym lub obcym; ze wstrętem tylko przyzwyczajono nas patrzeć na stan dawny, wystawiano go zawsze w najohydniejszych obrazach. Przy takowym uprzedzeniu Słowianie musieli nam się wydawać dziką tłuszczą, nie znającą żadnych prawideł obyczajności i porządku.”
.
Jakie są najbardziej nieznane, a jednocześnie najciekawsze, fakty na temat dawnych Słowian?
Wstyd przyznać, ale jako Słowianie sami mało o sobie wiemy. W szkołach tematy związane z rodzimą kulturą i tradycją zostają spychane na rzecz starożytnego Rzymu i Grecji. Szczątkowe informacje jakie posiadamy, zawdzięczamy tylko i wyłącznie kronikarzom i podróżującym po Europie kupcom, spisującym wszystko co widzą. Do nich właśnie należał żydowski kupiec Ibrahim ibn Jakub, którego relacja jest jednym z najdoskonalszych materiałów źródłowych do badania kultury i tradycji słowiańszczyzny. Jednym z interesujących, przytoczonych przez niego zwyczajów jest fragment mówiący o cudzołóstwie: „Kobiety ich, kiedy wyjdą za mąż, nie popełniają cudzołóstwa; ale panna, kiedy pokocha jakiego mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja u niego swoją żądzę. A kiedy małżonek poślubi dziewczynę i znajdzie ją dziewicą, mówi do niej: „gdyby było w tobie coś dobrego, byliby cię pożądali mężczyźni i z pewnością byłabyś sobie wybrała kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo”. Potem ją odsyła i uwalnia się od niej.” Innym interesującym faktem i zarazem ogólnosłowiańskim sportem, jest tradycja kułacznego boju, która obecnie powoli powraca w poszczególnych rejonach Rosji. Kułaczny bój, było to coś w rodzaju zapasów połączonych z boksem, obwarowanych dodatkowo bardzo restrykcyjnymi zasadami, mówiącymi nie tylko o sposobie zadawania ciosów, ale również o ich kolejności. Sport ten miał nie tylko rozwijać sprawność, ale również przygotowywać do walki w obronie własnej wioski, plemienia, kraju. Jak wszystko zresztą został wytępiony przez kościół jako zwyczaj towarzyszący pogańskim świętom. Na szczęście Rosja jest zbyt wielka, żeby wszędzie można było zlikwidować tradycję, dzięki czemu dyscyplina ta przetrwała na obrzeżach Słowiańszczyzny, co pozwoliło na podjęcie próby jej przywracania.
.
W rozmowach o naszej kulturze i historii bardzo często pojawia się głośna kwestia alkoholu i jego roli w życiu Słowian. Z pewnością kojarzysz odpowiedź księcia Leszka Białego na zaproszenie do krucjaty przez Honoriusz III lub słowa księcia ruskiego Włodzimierza o życiu rusinów i alkoholu. Jak na to wszystko patrzeć? Czy Słowianie i alkohol są jakoś szczególnie związani?
Nie da się ukryć, że usprawiedliwienie Leszka Białego mówiące, że nie może jechać na krucjatę do Ziemi Świętej z powodu braku w niej jego ulubionego piwa jest niezwykle przekonywujące, a słowa Włodzimierza Wielkiego głoszące, że picie to na Rusi wesele są prawdziwe. Jednak nie tylko Słowianie gustowali w alkoholu. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z czasami, w których napicie się nieprzetworzonej wody ze studni było niemal równoznaczne z rozstrojem żołądka (w wersji optymistycznej) lub nawet śmiercią (wersja pesymistyczna). Z tego też powodu w rogach i kuflach królowało zwykle piwo, jako to pozbawione zarazków i zdrowe. Warto tu nadmienić, że pito wówczas głównie piwo pszeniczne, niefiltrowane, o niższej zawartości alkoholu niż dzisiejsze. Swoją drogą, piwo i jego tradycje sięgają setek lat przed Chrystusem na tereny tak zwanego żyznego półksiężyca, skąd dopiero przywędrowały do Europy, gdzie znalazły sobie nową ojczyznę. Jako alkoholowy wynalazek Słowian na pewno należy uznać miód pitny i wódkę – choć ta, pojawiła się w dużo późniejszym czasie. We wczesnym średniowieczu natomiast, Słowianie jakoś niespecjalnie wyróżniali się ilością wypitego alkoholu na osobę, w porównaniu z otaczającymi ich państwami.
.
Zwykliśmy uważać się za bardzo walecznych. Czy rzeczywiście tak było?
Byliśmy i to bardzo. Już sama wzmianka Ibrahima ibn Jakuba o naszej bitności jest pewnym powodem do dumy. Dodajmy do tego jeszcze słowa Helmolda z jego „Kroniki Słowian”: „Lud doświadczony w walkach na lądzie i morzu, przyzwyczajony żyć z rabunku i łupieży w przyrodzonej jakiejś dzikości zawsze nieposkromiony.” I w ten sposób maluje nam się zupełnie inny obraz przodków niż ten, który wynosimy ze szkoły. Naraz Słowianin przestaje być grzecznym pastuszkiem, chylącym czoło przez czterotwarzowym posągiem, a staje się okrutnym żołnierzem, wzywającym imienia Peruna i rzucającym się na przeważających liczebnie wrogów. Jeszcze jeśli dodać do tego stan wojsk chorwackich z X wieku prezentowany przez cesarza Konstantyna Porfirogenetę w pracy „O zarządzaniu państwem” to otrzymamy obraz doskonałej i olbrzymiej armii wystawionej przez jeden niewielki słowiański kraj. Gdyby tak zebrać w całość wszystkie słowiańskie armie, chociażby tej samej wielkości, to aż strach pomyśleć co działoby się na terenach na zachód od Odry… Konstanty wymienia w swojej pracy stan wojsk chorwackich na ilość 100 tysięcy piechurów, 80 tysięcy kawalerzystów, 80 małych okrętów i 50 wielkich okrętów. Jeśli przedstawił stan faktyczny, to aż dziw bierze, że całe Bałkany nie zostały podporządkowane chorwackim władcom. Jeśli dołożyć do tego jeszcze umiejętność tworzenia jadów bojowych, którymi smarowano groty strzał, czy stosowane w walce fortele, to otrzymamy obraz Słowianina jako jednostki wyjątkowo bitnej.
.
Rozmawiał Jakub Napoleon Gajdziński
.
Łukasz Nowok – historyk zajmujący się archeologią, doktorant Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, pracownik firmy archeologicznej „Gryf”, redaktor portali Historykon i Turystyka Archeologiczna, recenzent dla portalu Upadli.pl, członek fundacji Patrimonium Europae promującej idee kultury i dziedzictwa europejskiego, pilot wycieczek.





