Białowieża to niewielka miejscowość na Podlasiu, w której zatrzymaliśmy się na noc aby rano móc rozpocząć przygodę z Puszczą Białowieską. Sama Białowieża przyciąga ogromną liczbę turystów a my byliśmy jednymi z nich i wprost nie mogliśmy doczekać się wizyty w pokazowym rezerwacie gdzie oprócz żubrów można zobaczyć też rysie czy wilki.
Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy jednak od kawy i herbaty białowieskiej, która niestety musiała ‚naciągnąć’ ale po godzinie czekania stwierdziłam, że porzeczki i inne owoce, które w niej pływały nie są skore do współpracy i nie stworzą czegoś, co można nazwać herbatą. Rozpoczęliśmy więc naszą wędrówkę po Białowieży podziwiając Ośrodek Edukacji przyrodniczej i przyrodę, która w magiczny sposób wciąż dawała o sobie znać. A to krzykami ptaków, dzikimi wojnami wiewiórek na drzewach, a wszędzie gdzie tylko się pojawiliśmy była ona: Puszcza.
W rezerwacie pokazowym a raczej przed wejściem można kupić oczywiście wszystko. Poduszki z żubrami, maczugi czy kawę żołędziową, na którą się skusiliśmy choć maczugi też były niczego sobie! Nasz cel? Zobaczyć rysie i wilki, no i przede wszystkim żubry. Mnie ciekawiły również żubronie czyli krzyżówka żubra i krowy.
Kiedy my czekaliśmy aż rysie się pojawią one czekały aż my sobie pójdziemy i nie wyłoniły się ani na chwilę. Jednego można było wypatrzeć w wysokiej trawie, ale był to raczej akt litości z jego strony – proszę, możecie zobaczyć moje ucho – zdawał się mówić zaspany kot. Trochę urażeni tą rysiową niegościnnością podeszliśmy do wybiegu wilków, które okazały się jeszcze bardziej niegościnne niż ich koci sąsiad i nie można było zobaczyć ani kawałeczka wilka!
Za to okazy rzadkie takie jak dziki czy koniki polskie dawały sie fotografować z każdej strony i w każdej pozycji. Ot taka białowieżańska gościnność. Obejrzyjcie więc białowieską galerie zdjeć!
.
Tekst: Katarzyna Zarówna
Foto: Katarzyna Zarówna














