O Starej Rzeźni Garbary, giełdzie antyków i rzeczy używanych opowiada Piotr Robiński, jeden z inicjatorów pomysłu i współwłaściciel „Starej Rzeźni”.

Czym tak właściwie była wcześniej Stara Rzeźnia?

Obiekt został wybudowany z inicjatywy miasta Poznania, na przełomie XIX/XX wieku w związku ze wzrostem zapotrzebowania na rynku. W 1990 roku rzeźnia została oddana do użytku, a był to najnowocześniejszy taki obiekt w Polsce. W zakładzie funkcjonowała solarnia skór oraz urządzenia do przerabiania odpadków z produkcji, była też chłodnia i zamrażarka.

Obiekt od tamtej pory był rozbudowywany dwukrotnie, a od 1935 był jednym z pierwszych zakładów który prowadził ubój za pomocą techniki rażenia prądem.


W latach 90. XX wieku budynki rzeźni przestały być wykorzystywane, a zakłady zostały przeniesione poza miasto. Dokładnie 12 lat temu powstała idea aby na terenie nieczynnej już wtedy od dwóch lat rzeźni zorganizować giełdę antyków.

Rzeźnia jest mała, gdzie dokładnie odbywa się giełda?

Rzeźnia jest olbrzymia, a wejście do niej znajduje się w paru miejscach. Zajmuje ona teren od ulicy Grochowe Łąki do ulicy Północnej, przy czym wejście na samą giełdę jest od strony tej drugiej.

Mogę śmiało powiedzieć, że lokalizacja giełdy to jej najbardziej korzystna cecha. Nie ma innego takiego miejsca w Polsce, które znajdowało by się w ścisłym centrum miasta, kilometr od Starego Rynku. Dzięki temu giełda skupia na jednej imprezie nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Mamy do dyspozycji trzy ogromne parkingi, przez które przewija się kilkaset samochodów w ciągu jednego wydarzenia. Położenie giełdy bardzo sprzyja jej rozwojowi.

Jak to się zaczęło?

Na samym początku pomysł dotyczył tylko giełdy antyków, a właściwie ogólnopolskiej giełdy antyków bo taka jest jej pełna nazwa. Miało to być miejsce zrzeszające wystawców z całego kraju, a przedmiotem sprzedaży miały być przede wszystkim antyki. Na termin wybraliśmy stały dzień, każdą drugą sobotę miesiąca. Brak zapotrzebowania na to by urządzać giełdę częściej niż raz w miesiącu sprawił, że pojawił się pomysł wykorzystania wolnych weekendów, a szczególnie niedzieli na giełdę rzeczy używanych, pchlego targu, podobnego do niemieckich flohmarktów. Okazało się, że pomysł idealnie trafił w lukę na poznańskim rynku, a giełda przyciągnęła olbrzymią uwagę tak sprzedawców jak i kupujących.

A skąd sama inicjatywa, czym się inspirowaliście?

Dokładnie pamiętam, jak jeszcze za czasów studenckich, lata temu jeździło się do Niemiec na giełdy. Całe dnie spędzało się na targach i jarmarkach. Nie tylko dlatego, że nie było nic innego w takie weekendy do roboty, ale dlatego że można było dostać fajne i tanie rzeczy używane. Na nowe niewiele osób miało wtedy pieniądze, poza tym można było trafić na prawdziwe skarby, niepowtarzalne i unikatowe. Razem ze wspólnikiem uznaliśmy, że czegoś takiego w Poznaniu nie ma, a warto to zorganizować. Najbliższa giełda funkcjonowała wtedy we Wrocławiu, w pewien sposób też właśnie na niej wzorowaliśmy nasza. I myślę, że odnieśliśmy spory sukces, bo w tej chwili nasza jeśli chodzi o sposób zorganizowania, a przede wszystkim rozmiar, dogoniła tamtą.

Kto wystawia się na takiej giełdzie?

Zależy o której z nich mówimy. Wystawcy giełdy rzeczy używanych, to w przeważającym stopniu sprzedawcy amatorzy, ludzie którzy poświęcają swój prywatny czas na giełdę. Oczywiście, nie robią tego dla samej idei targu, to są działania mające prowadzić do zarobku, ale takie targowanie może sprawić człowiekowi wiele przyjemności. Pojawiają się głównie w niedziele, ale też w soboty, prócz wcześniej wspomnianej drugiej soboty każdego miesiąca i mimo tego, że ta sobotnia giełda rzeczy używanych jest dużo mniejsza. Nie jest to ich główne zajęcie, i często robią to czysto hobbistycznie.

Drugą kategorią wystawców są ci, którzy sprzedają swój towar na giełdzie antyków, i to już się ma zupełnie inaczej. To nie są ludzie, którzy sprzedają meble po babci, to są głównie specjaliści, w rożnych dziedzinach czy to w temacie lamp, dywanów, szkła czy mebli. Za tymi osobami stoi olbrzymia wiedza merytoryczna i handlowa To są fachowcy, którzy potrafią profesjonalnie wycenić dany towar, określić z jakiej jest epoki, doradzić. Osobiście mam do nich olbrzymi szacunek, w pewnych dziedzinach są to dla mnie ogromne autorytety.

Co można na takiej giełdzie kupić?

Na giełdzie antyków dostaniemy starą lampę naftową czy francuski zegar kominkowy, to są przedmioty zawężone do jakiejś grupy. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że rzeczy niepowtarzalne, czasami wręcz szalenie wartościowe. Olbrzymia ilość lokali, chociażby przy Starym Rynku, jest urządzona rzeczami właśnie z naszej giełdy, bo są to rzeczy unikatowe, meble, mebelki, szpargały, rzeczy których nigdzie indziej nie można dostać.

Z giełdą rzeczy używanych jest inaczej, mimo nazwy i pierwotnego przeznaczenia nie ma żadnej zasady, która miałaby zabraniać sprzedaży rzeczy nowych. Dlatego na takiej giełdzie możemy kupić wszystko, od śrubek, słodyczy, niemieckich detergentów czy ubrań, po gry komputerowe, płyty winylowe, elektronikę, meble i obrazy. Najważniejsze jest jednak to, że konwencja sprzedaży tych rzeczy zasadza się w takim archaicznym, jarmarcznym stylu, w którym ludzie rozkładają swój towar na ziemi, wieszają na ścianach, stawiają na piasku. Tego nie można uporządkować, zinstytucjonalizować, poukładać, to musi być podane właśnie w taki sposób, który stwarza sytuację, że rzecz którą nabywa klient, jest dla niego bardzo wartościowa, a dla większości jest całkowicie niepotrzebnym gratem. To musi być targ pełen okazji i kuszących ofert, miejsce w którym każdą cenę można negocjować, a wymarzony przedmiot można wypatrzyć na starym kocu pośród innych z pozoru nikomu niepotrzebnych śmieci.

Co trzeba zrobić aby wystawić się na giełdzie?

To jest ogólnodostępny teren, nie mamy absolutnie żadnych ograniczeń co do sprzedających. Nie narzucamy sprzedawanego towaru, nie ma też żadnego ograniczenia wiekowego. To jest po prostu targ, na którym można sprzedać i kupić wszystko. Każdy element naszej giełdy się tak razem skomponował i stworzył określoną atmosferę jarmarku.

Aby wystawić się na giełdzie należy przyjechać, najlepiej już wcześniej rano w okolicach godziny piątej, szóstej, żeby zająć dobre miejsce. Prowadzimy też system rezerwacji, bo mamy stałych klientów którym bardziej lub mniej pasują różne miejsca. Rodzaje strategii tego w którym miejscu się wystawiać są rożne, niektórzy uważają, że najlepszy jest teren zaraz przy głównym wejściu, inni że należy rozłożyć się bardziej w centrum giełdy. Na miejscu są pracownicy, którzy wyróżniają się ubiorem. Można przyjechać samochodem, wjechać na teren rzeźni bo dla nas jest jasne, że czasami tego towaru może być więcej. Swoje targowisko można rozłożyć wokół samochodu, mamy miejsce na placu, ale sprzedawcy mogą sprzedawać nawet w budynkach rzeźni.

To wystawcy określają, że lepiej im idzie sprzedaż w takim i takim miejscu. Dużo jest drobnych sprzedawców, którzy sprzedają bezpośrednio z ręki czy z ziemi. Cenowo to wygląda tak, że jeden metr kwadratowy stoiska kosztuje 10 złoty, i w zależności od tego kto ma ile towaru, tak płaci. Sama giełda trwa, mniej więcej w zależności od warunków pogodowych i zainteresowania, do godziny czternastej, jednak od dziesiątej do dwunastej mamy czasami taką frekwencję, że nie można przejść! Dla ludzi którzy odwiedzają giełdę to jest sposób spędzania wolnego czasu, mamy takich którzy konsekwentnie pojawiają się u nas co tydzień.

Jak to wygląda od strony organizacyjnej?

Giełda sama w sobie jest swojego rodzaju wydarzeniem towarzyskim, nie może więc zabraknąć punktów gastronomicznych. Mamy takie dwa, rozmieszczone po dwóch przeciwległych końcach giełdy. Obok punktów z jedzeniem można znaleźć siedzenia, ławeczki, parasole czy namiot pod którym można napić się piwka i zjeść kiełbasę z grilla. To jest oczywiście taka kuchnia jarmarczna, bazarowa, możemy zjeść szaszłyki, zapiekanki, różne zupy.

Dla wielu jednak giełda jest miejscem do którego wracają co weekend, miejscem do rozmowy, spotkań. Można powiedzieć, że przy tych punktach spotyka się życie towarzyskie z handlowym. Na terenie giełdy znajdują się toalety, udostępniamy też place parkingowe.

Czy na terenie Starej Rzeźni odbywają się jeszcze inne wydarzenie?

Obiekt jest opuszczony, i nie jest zagospodarowany. Te wszystkie budynki są w takim stanie w jakim je pozostawiono i nic się z tym nie robi. Jednak industrialna architektura, w takim stylu w jakim kiedyś budowano zakłady przyciąga młodych ludzi.

Rzeźnia jest wykorzystywana, oczywiście bez żadnego profesjonalnego przygotowania, przez różnego rodzaju instytucje kulturalne, przy projektach klubowych, muzycznych, przez teatry alternatywne. Obserwując to z boku, widzę że to się młodym podoba, ta surowość przyciąga do siebie. I bardzo dobrze, powinno się maksymalnie wykorzystywać takie miejsca!

.

Rozmawiał Jakub Mańkowski

 

 

 

 

 

Komentarze