Jugosławia, choć rządzona przez komunistów, nie była „kanonicznym” członkiem obozu sowieckiego, a za Stalina była uważana za jeden z jego najniebezpieczniejszych wrogów. To stanowisko Moskwa złagodziła w 1955 roku, po wizycie w Belgradzie w 1955 roku Nikity Chruszczowa i premiera Nikołaja Bułganina, ale zawsze patrzono na ten kraj z lekką niechęcią.

Josip_Broz_Tito-KamikChoć Broz-Tito zerwał ze Stalinem, to jednak sam był typowym „dzieckiem Trzeciej Międzynarodówki”. W latach trzydziestych przez wiele miesięcy mieszkał w Moskwie i karnie słuchał poleceń Georgi Dymitrowa, sekretarza generalnego Kominternu i innych bogów komunizmu. Co więcej, w postsowieckich archiwach zachowało się wiele dokumentów niezbicie potwierdzających, że Broz-Tito z entuzjazmem denuncjował jugosłowiańskich komunistów, którzy w wyniku tych działań trafiali przed pluton egzekucyjny, albo – w najlepszym wypadku – do obozów Gułagu. „Kiedy po wielu komplikacjach dotarł wreszcie do Moskwy (w sierpniu 1938 roku – przyp. PG), Tito przysiągł absolutną wierność Stalinowi i Kominternowi. Deklarował z niezachwianą pewnością, że Komunistyczna Partia Jugosławii podąża krok w krok za WKP(b). Wszystko to zawarł w liście do Dymitrowowa. Muszę podkreślić – pisał – że naszą partię trzeba koniecznie oczyścić z obcych elementów, które do niej przeniknęły. Kroki te należy podjąć jak najszybciej, żeby nie było za późno” – cytuje w biografii Tity Pero Simić. W jednym z wcześniejszych listów apelował do Dymitrowa: „Jeśli chcecie coś wiedzieć, to po prostu mnie zapytajcie”.

Josip Tito urodził się w 1892 roku. Podczas I wojny światowej walczył w armii austro-węgierskiej i trafił do rosyjskiej niewoli. Zesłano go do obozu pracy na Uralu. Jako żołnierz Gwardii Czerwonej z Omska wziął udział w Rewolucji Październikowej. Po powrocie do kraju wstąpił do Komunistycznej Partii Jugosławii. Podczas II wojny światowej stworzył, a później dowodził oddziałami partyzanckimi. Od 1939 roku aż do śmierci był najpierw sekretarzem, a następnie przewodniczącym Ligi Komunistów Jugosławii. W 1953 roku został prezydentem. Był już wówczas marszałkiem i głównodowodzącym jugosłowiańskiej armii.

Międzynarodowa pozycja Tity bardzo imponowała między innymi Edwardowi Gierkowi. Nic dziwnego, Tito – obok Jawaharlala Nehru, premiera Indii, Gamala Nasera, prezydenta Egiptu, Sukarno, prezydenta Indonezji oraz Kwame Nkrumaha, prezydenta Ghany – uważany był za przywódcę skupiającego ponad sto krajów Ruchu Państw Niezaangażowanych. O pozycji Broz-Tito świadczyło też blisko sto odznaczeń i orderów z różnych państw, w tym francuskiej Legii Honorowej, brytyjskiego Orderu Łaźni, radzieckiego Orderu Lenina i japońskiego Orderu Chryzantemy. Imponowało tak bardzo, że rozważał nawet, jak twierdzi w swoich wspomnieniach Jerzy Waszczuk, przystąpienie Polski do Ruchu Państw Niezaangażowanych. Pomysł był, oczywiście, najzupełniej księżycowy, bo z pewnością Moskwa nigdy by się na to nie zgodziła. Ale Gierka musiało to kusić, tym bardziej, że w 1972 roku Broz-Tito omal nie został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. O jego międzynarodowej pozycji mogą też świadczyć słowa prezydenta Panamy Omara Torrijos Herrery, który po zgonie jugosłowiańskiego prezydenta oświadczył, że „ta śmierć wszystkich nas czyni w pewien sposób sierotami, a historię wdową”.

Z Polską stykał się Tito wielokrotnie i jak się wydaje, żywił do polskiego narodu dużo sympatii. Podczas I wojny światowej walczył pod Przemyślem, a w 1936 roku, podróżując z Moskwy do Wiednia, przez kilka dni w Polsce mieszkał. Wielokrotnie, podczas oficjalnych i nieoficjalnych okazji, podkreślał podobieństwa między narodem polskim a narodami Jugosławii.

Z Edwardem Gierkiem spotykali się kilka razy. Po raz pierwszy w 1964 roku, gdy Sztygar był I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego w Katowicach. Tito obdarował go wówczas srebrną tabakierą, a jego żonę złotą bransoletą. Osiem lat później, w 1972 roku, jugosłowiański dyktator ponownie zjawił się w Polsce, ponownie z bogatymi prezentami. Dla I sekretarza oraz przewodniczącego Rady Państwa Henryka Jabłońskiego przywiózł srebrne tabakiery, każdemu po skrzynce wyjątkowych trunków oraz dla Gierka komplet broni myśliwskiej. Żony Gierka i Jabłońskiego wzbogaciły o złote bransolety. Do Belgradu Broz-Tito wrócił między innymi z dyplomem „Honorowego Górnika Polski”.

W 1975 roku, na wyraźne życzenie strony jugosłowiańskiej, spotkali się z Gierkiem w Bieszczadach. I tym razem polski gensek wzbogacił się o broń, tyle że dodatkowo dostał specjalny skórzany ekwipunek, amunicję oraz, ponownie, skrzynkę trunków. Stanisławie Gierek Broz-Tito wręczył rzeźbę w brązie oraz ogromną bombonierę. Bogato obdarował też Henryka Jabłońskiego, ale był hojny i dla pomniejszych pezetpeerowskich kacyków, którzy dostali w prezencie skrzynki z alkoholem, kryształy, a nawet radia tranzystorowe i telewizory.

W 1978 roku Edward Gierek poleciał do Jugosławii. Spotkali się na wyspie Brioni, w najbardziej luksusowej rezydencji prezydenta Jugosławii. Broz-Tito podarował I sekretarzowi KC PZPR „Mostar”, imponujących rozmiarów obraz znanego jugosłowiańskiego malarza Pedji Milosavljevicia, skrzynkę z dwudziestoma butelkami mocnych trunków oraz trzy złote monety. Klimat spotkań był wyborny, bo specjalnie do obsługi towarzyszy ściągnięto na wyspę szesnastu najlepszych jugosłowiańskich kucharzy. Zresztą atmosfera spotkań między Tito i Gierkiem zawsze była dość familiarna, skoro panowie prześcigali się w snuciu wizji mocno oderwanych od rzeczywistości. Broz-Tito chwalił się wielką miłością narodów Jugosławii, a Gierek twierdził – w 1977 roku, tuż po protestach w Ursusie oraz Radomiu i na trzy lata przed Sierpniem – że potencjał przemysłowy Polski wkrótce „stanie się taki, że nikt nie będzie mógł już wątpić, czym jest Polska i co może. Będzie potęgą”.

yugoslavia_grunge_flag_by_ahijah-d3avveoGierek był zdumiony przepychem, jaki otaczał jugosłowiańskiego przywódcę. Temu zdumieniu nie powinniśmy się dziwić – jak skrupulatnie wyliczył Pero Simić, biograf Tity, do dyspozycji przywódcy jugosłowiańskiej partii komunistycznej było dwadzieścia willi i rezydencji usytuowanych w najpiękniejszych rejonach kraju, tysiące hektarów własnych terenów łowieckich, trzy ogrody zoologiczne, specjalny pociąg („Błękitny”), niezliczona flotylla łodzi, jachtów, motorówek oraz samolotów. Obsługa Tity liczyła ponad tysiąc osób. „Rozporządzał większym i bardziej luksusowym parkiem pojazdów niż kanclerz Niemiec, prezydent Francji i angielska królowa razem wzięci” – napisał Simić w książce „Tito. Zagadka stulecia”.

Pod koniec lat siedemdziesiątych Broz-Tito, namówiony przez Gierka, wziął udział w konferencji partii komunistycznych w Berlinie, choć od 1959 roku Jugosławia z zasady w tego rodzaju imprezach nie uczestniczyła. W zamian Gierek namówił przywódców komunistycznych do wzięcia udziału w pogrzebie jugosłowiańskiego prezydenta w Belgradzie, choć wcześniej ustalono, że szefowie partii komunistycznej na pogrzeb „odszczepieńca” nie pojadą. Mieli tam być natomiast szefowie zachodnich państw i oczywiście przywódcy krajów skupionych w Ruchu Państw Niezaangażowanych. Gierek zadzwonił w tej sprawie najpierw do Honeckera i Husaka, a później, dzięki Gromyce, udało mu się nawet namówić na przyjazd do Belgradu schorowanego Breżniewa.

Josip Broz-Tito zmarł w maju 1980 roku. Jego pogrzeb była największą uroczystością żałobną w dziejach świata – wzięło w nim udział 215 delegacji ze 126 państw. Było czterech królów, pięciu książąt, trzydziestu jeden prezydentów i sześciu wiceprezydentów, siedmiu marszałków parlamentów, dwudziestu dwóch premierów, trzynastu wicepremierów, czterdziestu siedmiu ministrów spraw zagranicznych…

Legenda żadnego z lokalnych komunistycznych kacyków nie dorównuje oczywiście następcom Józefa Stalina, przynajmniej niektórym: Chruszczowowi, Breżniewowi, Gorbaczowowi. O tym wkrótce.

 .

Piotr Gajdziński

W końcu września br. na rynku pojawi się biografia Edwarda Gierka pióra Piotra Gajdzińskiego „Gierek. Człowiek z węgla”.

Komentarze