Pierwsze w historii Turcji bezpośrednie wybory prezydenckie odbędą się już w przyszłym tygodniu. Prawdopodnie obędzie się od niespodzianek i Recep Erdogan zwycięży w cuglach. Jeśli mu się to powiedzie, zostanie pierwszym w historii nowoczesnej Turcji następcą Ataturka z autorytarną władzą w ręku. Kim jest człowiek, który panuje nad rządem i parlamentem oraz partią i wojskiem, a ponadto ma za sobą miłość obywateli?

 .

Gdy w 1998 roku kończyła się kadencja burmistrza Stambułu mera żegnały wściekłe gwizdy, fruwające pomidory oraz Recep_Tayyip_Erdoğan_Senate_of_Poland_01wyzwiska. Policja prowadziła mężczyznę do opancerzonego wozu, który zabrał go do więzienia. Były burmistrz, który w następnych wyborach nawet nie wystąpił, doprowadził do ruiny swoją partię i wszystko z powodu podżegania do nienawiści na tle religijnym. Wydawało się, że jego kariera jest ostatecznie skończona.

Jednak już pięć lat później, podczas potężnego tsunami przelewającego się przez turecką gospodarkę i politykę, ten sam mężczyzna zasiadł na symbolicznym tronie sułtanów w Ankarze. Uspokoił scenę polityczną, nie dopuścił do wojskowego zamachu stanu, gospodarkę chwycił za gardło i utrzymał w ryzach doprowadzając ją do rozkwitu, wzmożenia eksportu i przyciągnięcia zagranicznych inwestorów, w tym wielu Polaków.

Jego sukcesy nie skończyły się jedynie na Turcji. Udało mu się rozpocząć skuteczne negocjacje z Unią Europejską, zaprezentował „gołębie” (jak na Turków) podejście do okupowanego Cypru i stworzył wrażenie stabilnego, regionalnego mocarstwa, które w sporach na Bliskim Wschodzie pełni rolę mediatora.

A imię jego Recep Tayyip Erdogan.

 .

Pamiętliwy skur…

Nasz bohater urodził się w Kasimpasa, czyli ubogiej dzielnicy Stambułu. Jego rodzina pochodzi z prowincji Rize i stamtąd przybyła do Konstantynopola, jak Grecy wciąż nazywają miasto. Jego korzenie sięgają jednak Gruzji, co niekoniecznie dla wszystkich Gruzinów (wielu z nich wyemigrowało do Grecji) jest powodem do chwały.

Recep_Tayyip_ErdoganErdogan pochodził z ubogiej i wierzącej rodziny, a jego ojciec był członkiem Tureckiej Gwardii Nadbrzeżnej. To właśnie w nadmorskim Rize przyszły premier spędził dzieciństwo obserwując jak jego ojciec ujada się z rybakami i bogatymi właścicielami jachtów. Być może to właśnie w tych wczesnych latach podpatrzył umiejętności negocjacyjnie, które już przez całe życie będzie prowadził z pozycji autorytetu, co wytykać będą mu jego wrogowie.

Młodzieniec powrócił do Stambułu, gdy miał 13 lat i, jak wielu chłopców do dziś, sprzedawał lemoniadę na ulicach. To coś w rodzaju miejscowej tradycji, pewien element sprawdzianu przed dorosłym życiem. Erdogan poradził sobie wyśmienicie.

Jego edukacja od najmłodszych lat była oparta o instytucje religijne, w rodzaju szkół prowadzonych przez zakonników lub księży w Polsce. Następnie ukończył jeden z najlpeszych uniwersytetów w Turcji czyli Marmara Universitesi, gdzie został magistrem w dziedzinie ekonomii.

Dziś w Stambule jest jedną z najbardziej nielubianych postaci. Musi to być dla niego szczególnie bolesne. Przecież otarł się prawie o grę w miejscowym Fenerbahce, choć ostatecznie nie doszło do transferu. Na otarcie łez ma choćby to, że stadion Kasimpasa S.K., nosi dziś jego imię. Trzeba wyjaśnić, że piłkarze w Stambule są traktowani jak półbogowie lub herosi.

Erdogan odpłacił się Stambułowi pięknym za nadobne. Po tym jak ateizująca społeczność miasta wygnała byłego burmistrza, ponad 10lat później powrócił jako premier i zażądał… budowy meczetu w  parku Gezi, jedynym zielonym skrawku w centrum miasta. Gdy ludzie wyszli na ulicę protestować, sprawił im bardzo mokrą i bolesną niespodziankę. Przy okazji pokazał w mediach, że laicyzujący Turkowie to ci gorszego gatunku, za co jeszcze bardziej pokochała go konserwatywna Anatolia. Szach i mat.

 .

Twardy charakter

Premier Turcji nie ma wiele wspólnego z naszym, lubianym bądź nie, ale z pewnością trzymającym się „środka” premierem. Potrafi fuknąć, potrafił pokazać kły i z pewnością wie co robi. Nie bez powodu inwestorzy patrzą na niego, jak na gwaranta stabilności i chętnie przychodzą do Ankary by inwestować i zarabiać.

Erdogan zawsze taki był. Obojętnie czy pomagał ojcu w pracy na wybrzeżu, sprzedawał lemoniadę, studiował na Marmarze, szedł do więzienia czy budował AKP, partię, która w 2003 wyniosła go do władzy. Tej cechy nauczył go ojciec, który, jak to się często w Turcji zdarza, bił przyszłego premiera niemiłosiernie i z byle powodu. Takie przynajmniej chodzą plotki.

Prime_Minister_of_Turkey_Recep_Tayyip_Erdogan_(2006)Drugim miejscem, gdzie wykuwał się charakter przywódcy narodu była stambulska ulica. Łatwo zgubić swoją tożsamość w wielokolorowym tłumie wszystkich ras i maści. Wielu nie daje sobie z tym rady i współcześni młodzi Turcy ze Stambułu to znienawidzona przez resztę kraju mieszanka światowych mód i trendów.

Tego problemu nie miał Erdogan. On widział ulice inaczej niż turyści czy mieszkający w mieście bogacze. Dla Erdogana ulica była szkołą twardego życia i szansą. Premier nie omieszkał z niej skorzystać. Choć nieraz chodził głodny, przemoknięty i zrozpaczy zdobył to czego najbardziej wymaga się od szefa rządu, a już niedługo prawdopodobnie również kogoś w rodzaju „króla” lub „prezydenta despoty”. Zdobył charakter.

Dlatego jako pierwszy ze wszystkich polityków tureckich, nie licząc Ataturka, zdobył się na rzecz wręcz szaloną. Wypowiedział wojnę trzęsącym krajem generałom, finansowym przez rząd Stanów Zjednoczonych. Wielu przed nim z pewnością o tym myślało, ale nikt nie był w stanie wypowiedzieć otwartej wojny generałom i wytrzymać do końca.

Doskonale pamiętam ostatnie dni procesu, w którym jednocześnie skazano kilkudziesięciu z nich. Erdogan ogłosił, że armia brała udział w spisku i zamachu na suwerenność Turcji, że wbrew woli narodu nie pozwalała mu dążyć ku większej roli religii w życiu społecznym i politycznym. Anatolia zawrzała, premier zwyciężył, oficerowie siedzą w więzieniu.

 .

Wiele jeszcze można powiedzieć o Erdoganie. Jest to z pewnością postać niezwykła, barwna i dynamiczna. Należy przede wszystkim pamiętać o tym, że obecny premier nie zna znaczeniu słów „sky is the limit”. Patrząc z pozycji inwestora trudno tego nie doceniać.

 .

JNG

Więcej informacji na stronie www.caspartfi.pl

 

Komentarze