Deseczka 7c (II 7c)
I dziś jest nie inaczej, i trudy wojny na nas spadają, lecz możemy pokonać wrogów. Codziennie ich odpieramy, biorąc łupy. Wezwaliśmy pod sztandary naszych wodzów tych wojowników, co jeszcze nie całkiem zbabieli i wciąż są witeziami. Zbieramy się na majdanach i powiadamy, że nie ma innej rady, jak iść na Greków, których jeszcze dużo zostało.
Powiadaliśmy jasno, że wiedzie nas Indra, tak jak wiódł naszych Ojców na Troję i na Rzymian. Dobrze wiemy, że nie Waregowie winni nas
prowadzić, jeno bogowie.
Tysiąc lat wojowaliśmy z Rzymianami i Gotami. I Suria był z nami. Nigdy nie zapomnimy, jak Goci sprzymierzyli się przeciwko nam z Hunami. Alaryk atakował od północy, Hunowie od południa. Strwożyły się Roksolania i Boruś, gdy Hunowie wsparli Gotów. Lecz Rusowie powstali z pełną mocą i przepędzili Hunów, tworząc Kraj Antów i kijowską dzierżawę.
A teraz od tej rzezi nasze serca krwawią od rana do wieczora. I ronimy łzy nad dolą naszą, ale kiedyś obeschną i wiemy, że nadejdzie czas usiec naszych wrogów, czy to Greków, czy Hunów. Teraz my powinniśmy narzucić im jarzmo i pęta, by więcej nie czynili nam złego.
Alaryk wszak za to zapłacił, my zaś powinniśmy zmusić Chersonez, by zapłacił za łzy naszych córek i synów wziętych w niewolę. Zapłacą nie srebrem ni złotem, lecz głowami zatkniętymi na palach.
.
Deseczka 7h (II 7h)
I trzeba nam wiedzieć, że Rusowie powinni zbierać się w dziesiątki, a dziesiątki w sotnie, by walczyć z wrogami i zatykać ich ścięte głowy na włóczniach. Tak z łotrami się porachować, żeby sczezły te bestie drapieżne razem ze swym pomiotem.
Płyną wielkie rzeki po Rusi, a wody ich szemrzą starodawne pieśni o wojach, co nie bali się iść na gockie pola i wiele lat wojować o wolność Rusów. Sławni witezie niczego nie szczędzili, nawet własnego życia.
Tak mówi o nich Bereginia i trzepocze skrzydłami Matka Wszech Sława, mówiąc o ich potomkach, co nie poddali się Grekom ani Waregom. Opowiada Ptaszyna o witeziach Boruskich, którzy padli z rąk Rzymian nad Dunajem pod wałem Trojana.
Polegli bez godnej tryzny i strzygi nad nimi tańcowały. Opłakujemy ich w Dziady jesienią, zimą zaś huczy o nich wicher po stepach. Dzikie ptaki śpiewają, że zginęli chwalebnie i nie zostawili swej ziemi na pastwę wrogów. Tak samo my, ich synowie, ich potomkowie, nie oddamy naszych ziem Waregom ani Grekom!
Krasna Zorza wychodzi nam na spotkanie, jak niewiasta karmiąca i poi nas mlekiem, byśmy zyskali podwójną siłę i moc. Słyszymy, jak konny posłaniec galopuje ku zachodowi Słońca, by gotowe było na noc jego złote czółno. Przetacza się wóz zaprzężony silnymi wołami po niebiańskim stepie tam, gdzie Słońce śpi nocą. A gdy dzień przejdzie, nastąpi wieczór i zjawia się na odwieczerz drugi jeździec i powiada do Słońca, że złoty wóz i woły czekają nań na Drodze Mlecznej, którą ulała na niebie Zorza, przynaglona przez Matkę.
.



