Jeśli przypadła Wam do gustu powieść, którą opisałam, czyli Pan Lodowego Ogrodu, to najwyższy czas spróbować jednego z dań podawanych na Midgaardzie. Czy smakowała Vuko Drakkainowi? Przyznam się szczerze, że nawet nie wiem, bo tę potrawę smakował akurat młody cesarz Amitraju z dynastii Kireneńskiej.
Potrawa pojawia się na początku drugiego tomu, gdy wspomniany Tygrys ucieka wraz z Brusem, swoim przewodnikiem i ochroniarzem, w przebraniu czerwonego kapłana z płonącego Amitraju na wschód, tam gdzie żyją „dzicy”. Tylko tam może się ukryć przed gniewem Podziemnej Matki i jej złowrogiej prorokini odpowiedzialnej za upadek Tygrysiego Tronu.
Jeśli się zastanawiacie czy roślina taka jak durra istnieje to mam dla Was niespodziankę. Istnieje! Można ją znaleźć głównie w Afryce (ale również w Indiach i Chinach) a z jej ziarna wytwarza się mąkę, kaszę i paszę. Mówi się na nią „sorgo murzyńskie”.
Cebuli nie muszę przedstawiać!
.
Składniki
Porcja dla dwóch osób!
- kilogram durry
- cztery średniej wielkości cebule
- misa (lub w miarę płaski kamień) i kamień do rozgniatania
- woda (byle nie z rzeki w której pływają ciała wiernych cesarzowi żołnierzy, trzeba znaleźć jakiś strumień z czystą wodą lub użyć tego co mamy w bukłakach)
- niewielkie ognisko (zasypać piaskiem, żeby dym nie zwabił czerwonych kapłanów do obozowiska)
.
Sposób przygotowania
Przygotować to wyjątkowe danie nie jest trudno. Właściwie jest to arcyproste. Oto co należy zrobić:
- łuskamy durrę i ziarenka wsypujemy do misy. Jeśli nie mamy misy (no bo skąd?) wtedy rozgniatamy je na kamieniu. Tylko nie wszystkie. 1/3 nasion odkładamy. Wszystkie obieramy z łupinek.
- rozbieramy cebulę ze skórki, a część nadającą się do jedzenia rozrywamy na względnie nieduże kawałki. Odkładamy obok 1/3 nasion durry.
- zgniecione na kamieniu nasiona durry zalewamy wodą i mieszamy, aż zrobi się coś w rodzaju mąki (lub zaprawy murarskiej)
- do ciasta (zaprawy) wrzucamy kawałki cebuli i durry. Mieszamy i mieszamy bez opamiętania, dolewamy trochę wody.
- rozpalamy malutkie ognisko i przestawiamy blisko kamień na którym będziemy piec placki. Czekamy, aż się nagrzeje i wtedy formujemy placki. Kładziemy je na kamieniu i czekamy, aż się podpieką. Gotowe!
.
Najlepiej zrobić jak najwięcej cieniutkich placków. Nie wiadomo kiedy znów uda nam się przygotować jakieś jedzenie! W dodatku placki są bardzo sycące, nie psują się szybko i spokojnie można je nieść w sakwie przy boku.
.
Smacznego!
Klaudia Bąk



