Król Wężów i zatopione miasto

Krakus udaje się więc wraz z małą Marzanną (sic!) do chaty Welindy i żąda od wiedźmy czarodziejskiego dzbana. Gdy ta spełnia jego pragnienie, szybko przekonuje się, iż znów stał się igraszką czarnych mocy:

Krakus popił tej wody. Na brzuch padł na ziemię,

Na brzuchu musiał pełznąć w to szkaradne plemię,

Które się mrowiło tam na podłodze u chaty,

U góry wrzasnął chórem czarny lud skrzydlaty,

Łuskami obrósł Krakus, usta zasyczały,

Kiedy chciał mówić. Krakus był to połoz biały,

Ogromny, w złoto strojny wąż koronowany,

Podobnie jak narodów ludzkich mocne pany,

Wąż piękny, pozbawiony odtąd ludzkiej mowy.

Welinda przemówiła doń takimi słowy:

„Wiesz teraz wszystko, wężu. Niechaj ci pomoże

Wiedza. Idź w las, pod ziemię, w ciemne wężów łoże,

Do któregoś Sapuchę wygnał. Raz na dobę,

Gdy północ na świat dolny włoży swą żałobę,

Będziesz człowiekiem, ale jeśli ktoś oczyma

Ludzkimi cię zobaczy, wtedy, Kraku, nie ma

Dla ciebie rady, umrzesz! Idźże precz z tej chaty

Przed lasem się pochwalić z twojej nowej szaty!”


Przemiana Krakusa w tatrzańskiego Króla Wężów wydaje się być wykwitem bujnej fantazji artysty, jednakże wśród ludu południowej Małopolski przechowało się podanie o gigantycznym połozie imieniem Krak, w tym więc wypadku możemy jedynie podziwiać inwencję poety, który dość zgrabnie powiązał odległe z pozoru legendy. W zasadzie byłoby całkiem logiczne, gdyby Krakus pod tą postacią, zamiast potulnie umykać w lasy, pokonał albo chociaż przegonił Żmija Wawelskiego, lecz koncepcja autora poszła w innym kierunku, o czym przekonamy się w kolejnych partiach utworu.

Krak połozTymczasem pod osierocony, wyniszczony Kraków podchodzą wojska Popiela. Ten ostatni zresztą chwilowo nie kieruje inwazją, oddaje się bowiem w namiocie erotycznym rozkoszom… z Babą Jagą! Trzeba przyznać, że ekscentryczny mag ujawnia w tym wypadku dość szczególny gust, wszelako zamierza spłodzić ze starą wiedźmą nowe plemię przeklętych istot, zapewne również przyciągnęły go jej walory intelektualne.

Dowodząca w jego imieniu „córka” Welinda (czyżby romans Jagi z Popielem zaczął się znacznie wcześniej, gdy oblubienica była bardziej atrakcyjna?), jakby mroczne wcielenie Wandy, wysyła posłańca, który obiecuje mieszkańcom krakowskiego grodu ocalenie i spokojny żywot pod berłem młodej królowej jeżeli się natychmiast poddadzą. Pozbawiony wodza lud zbiera się na wiec, gdzie jak to zwykle bywa, dochodzi do starcia skrajnych postaw: młodzi rwą się do boju, starsi trwożnie zalecają rozwagę i skłonni są do układów. Przeważa w końcu frakcja pacyfistyczna i najbardziej niesforny junak trafia do lochu. Ugodowi starcy składają na życzenie wojowniczej pani po parze wróbli jako znak poddaństwa. Najeźdźcy wkraczają na Wawel, a wówczas wiedźma wznieca pożary w mieście wypuszczając ptaki z uczepionymi do nóżek płonącymi szmatami. Koncept, przejęty z legendy o kniehini Oldze, wydaje się całkiem ciekawy, jakkolwiek bardziej spektakularnie byłoby zniszczyć gród dosiadając ziejącego ogniem z siedmiu paszcz Żmija…

Wieczorem zgasły miejskie łuny,

Gdzie miasto było, stanął na kształt wielkiej trumny

Staw wielki, smętny, cicho oddycha staw szary,

Piana śpi na nim, nad nim szeleszczą czahary,

Mówiąc o hańbie ludu i o starców radzie,

O zwątpieniu serdecznym i rozumu zdradzie.

Ponad jeziorem sterczy Wawel spustoszały,

Mchem i pajęczyną obrósł zamek cały,

Ale Welinda w zamku odprawia swawolę,

Pod jej berłem żelaznym odtąd lackie pole

Przeklęte. (…) W niewoli żyje naród i w żelaznej dobie,

Jedną jego nadzieją w zamku dziewka mała,

Marzanna, która sama przy życiu została

Z rodu Krakusowego. Welinda królowa

Przez litość jakąś dziwną przy sobie ją chowa

I dziecku nawet każe, by ją mamą zwało,

Tyle pociechy w Polsce po Kraku zostało.

Jak przebiegało panowanie Welindy nad zatopionym grodem i co uczynił Krak zamieniony w połoza, dowiemy się w następnej części Baśni nad baśniami.

.

Tekst poematu opracował i komentarzem opatrzył

Witold Jabłoński

 

Komentarze