Śluby panieńskie czyli Wanda patronka
„Wanda, córka Krakusowa, zamieniła się w ostatnim stuleciu w postać sentymentalnie patriotyczną – zauważa nie bez racji poeta. – U naszych kronikarzy średniowiecznych jest to mężyni, która wyszła z morza, wiecznie dziewiczości strzeże, wzrokiem nieprzyjaciół zabija i po zwycięstwie na powrót pod wodą zamieszkała”.
Czytając poezję i prozę Dzieduszyckiego nie po raz pierwszy zauważam, jak mało korzystamy z przebogatej skarbnicy staropolszczyzny. Piękne słowo „mężyni”, oznaczające dziewczynę silną, przebojową i wyzwoloną, o męskim sposobie bycia, mogłoby wszak z powodzeniem zastąpić takie zapożyczone z obcych języków zwroty jak „emancypantka”, „feministka”, „sufrażystka” i doskonale pasowałoby do niejednej bojowniczki o prawa kobiet, działaczki albo nawet posłanki. Dalsza kariera życiowa Wandy w pełni to potwierdza.
Dziewczyna szybko rośnie w siłę, zadziwiając przybranych rodziców i cały dwór ochotą do walki z morskimi potworami. Dokonuje śmiałych podjazdów wraz z mniemanym rodzeństwem i niestraszne są jej żadne trudy ani niebezpieczeństwa. Przewyższa pod tym względem starszego „brata” Złotomora i jego dwie siostrzyczki, Rzepychę i Zabawę. Owa trójka spełnia zresztą na razie w poemacie funkcję czysto dekoracyjną, by odegrać istotną rolę w dalszym toku fabuły. Na razie skupiamy się więc na Żelaznej Dziewicy, której coraz bardziej doskwiera niechęć do typowo damskich zajęć, jak szydełkowanie czy plotkowanie, a coraz bardziej pociąga ją całkowita niezależność, jaką osiągnął już dorosły Złotomór, budując własny zamek. Domaga się od zastępczego rodzica podobnego przywileju i w końcu umęczony domowymi zatargami Czech/Strzybóg godzi się spełnić życzenie królewny, wyjawiając przy tym jej pochodzenie i przeznaczenie. Na trudno dostępnej wyspie każe zbudować potężną twierdzę (aż się prosi, by ją nazwać Dziewinem), w której ekscentryczna księżniczka będzie mogła obrać najbardziej upragniony styl życia nieposkromionej wojowniczki, stroniącej od męskiego ramienia i towarzystwa.
Dziewka była smukła jak topola,
Gdy w zamku zagościła, nastała swawola
Rycerska wśród dziedzińców utwierdzonych w koło,
Na koniach harcowano żwawo i wesoło,
Orszak Wandy nie bawił się igłą, po męsku
Próbował, kto z gonitwy powróci zwycięsko,
W pancerzach z hartowanej stali szły dziewczęta
Codziennie na igrzyska, a przysięga święta
Wszystkim broniła, aby nigdy się nie stały
Żonami mężów, przeto imię wspólne miały
Nowe: Samożonami zwały je narody.
Znowu wypada pochwalić inwencję językową poety. Samożony bowiem kojarzą się nie tylko z tajemniczymi górskimi dziwożonami, ale też z mitycznymi słowiańskimi Amazonkami, do dziś nękającymi wyobraźnię niektórych naszych twórców i naukowców, (śniących widocznie niespokojne wizje o dobrze zbudowanych acz skąpo odzianych i hojnie wyposażonych wojowniczkach, z którymi równie dobrze kochać się jak siłować). Polskie feministki powinny więc przekornie przybrać to wdzięczne miano i uznać dzielną Wandę za swoją patronkę.
.



