Niemieckie podchody czyli daremne żale…
Nieprzystępne dziewice zamknięte w trudnej do zdobycia fortecy – marzenie i zarazem wyzwanie dla każdego ambitnego mężczyzny! Nic dziwnego zatem, że wkrótce pod bramami Dziewina pojawia się przedstawiciel męskiego rodu, w dodatku całkiem nietuzinkowy:
Łódź długa, czarna o brzeg zamku uderzyła;
U przodu postać kruka rzeźbiona zdobiła
Dziób, a w łodzi dziewięciu rycerzy siedziało
I dziesięciu wioślarzy falę pruło śmiało
Długimi wiosłami, a na czele rycerzy
Stał mąż piękny a śniady, w opiętej odzieży
Z czarnego aksamitu. W takim zwykli stroju
Chodzić na Zachodzie, gdy nie ciągną do boju.
Czarna zarzutka z pleców rycerzowi zwisła,
Czarne pióro na czapce, pod nim spinka błysła
Brylantowa, u boku była cienka szpada,
Co na rzemyku srebrnym z jedwabnego spada
Pasa. Przy nim leżały rynsztunki stalowe.
Współczesnego czytelnika, wychowanego na realizmie historycznym, może nieco zaniepokoić owa szpada u boku przybysza, odpowiednia raczej dla epoki renesansu, niż mroków wczesnego średniowiecza (?), pamiętajmy jednak, że w baśniowym uniwersum nie ma normalnej chronologii ani postępu, tylko trwa wieczne TERAZ, w którym mieszają się realia z różnych epok i krajów. Instynktownie lub świadomie wprowadzane przez autora anachronizmy, (o których opowiemy szerzej innym razem), służą wykreowaniu własnego świata, będącego zmitologizowaną poetycką metaforą, nie zaś płaskim obrazem rzeczywistości.
Tajemniczy błędny rycerz przedstawia się jako książę frankoński Ritiger i oznajmia, że przybył tu zwabiony sławą Wandy, niepokonanej wojowniczki. Zostaje przyjęty nader gościnnie, choć z pewną dozą nieufności ze strony czujnej gospodyni. Podczas uczty opowiada o zachodnich obyczajach dworskiej miłości, o rycerzach służących damom swego serca, układających pieśni na ich cześć i zdobywających pod ich znakami nagrody w turniejach. Niedwuznacznie sugeruje przy tym, że Wanda mogłaby również dostąpić owych zaszczytów, gdyby zgodziła się zostać jego wybranką. Królewna przyjmuje owe umizgi z dystansem i niedowierzaniem, w końcu oświadcza, że wkrótce ogłosi wielkie igrzyska, w których nagrodą dla zwycięzcy będzie ślub z pokonaną mocarką.
Zawiedziony Ritiger opuszcza jeszcze tej nocy zamek i przybierając postać sępa leci do Tatr. Pod złomami Łomnicy odnajduje tam jednego z dwóch ostatnich żyjących braci Stolemów, Świętogora. Dotarłszy na miejsce, rzekomy niemiecki rycerz zrzuca ptasi kostium i objawia się w swej prawdziwej postaci. To oczywiście Popiel/Czarnobóg, który wyczytawszy we wróżebnej księdze, jakim zagrożeniem będzie dla niego w przyszłości Wanda Zawsze Dziewica, postanowił podstępnie wkraść się w łaski królewny i w porę pozbawić ją mocy. Czując jednak, że sam nie poradzi sobie z odporną na mroczne czary dziewką, postanowił zwrócić się o pomoc do olbrzyma. Przy okazji wyznaje, jaki los zamierza zgotować pokonanej, ujawniając zapędy godne sadystycznego psychopaty:
Niech się stanie przez dzień jeden żoną
Moją, niech jej na licu rumieńce zapłoną
Od rozkoszy, a potem będzie w mojej mocy
I wszystko, co się kryje w czarnej piekieł nocy
Na mękę dla niej stanie. Na jej sercu siądę
I niby kat okrutny dziewczę męczyć będę,
Nie znajdzie pewno u mnie żalu ni litości
I na niej ja pokażę dopiero co złości
Jest w moim sercu, ale teraz, Świętogorze,
W czapce niewidce będziesz sługą w moim dworze,
A Czarnobóg w hercoga Franków przemieniony
Razem z tobą pociągnie znów w pomorskie strony.
Długo musiał namawiać wielkoluda, by zgodził się wtrącić w sprawy nędznych śmiertelników. Ostatecznie zwyciężyły podrażniona duma i ambicja pędzącego samotny, jałowy żywot olbrzyma, który dzięki Popielowi mógł znowu zasmakować przygody i zaszkodzić znienawidzonemu ludowi „niziołków”. Czapkę niewidkę użyczył zaprzyjaźniony z nim, wredny i złośliwy, a więc naturalnie sprzyjający Popielowi, skrzat Dziwo. Ta osobliwa para odegra jeszcze ważną rolę w dalszych epizodach.
Na turniej przybywa wielu słynnych herosów i chrobrych wojów, od Achillesa i Eneasza poczynając, a kończąc na Zygfrydzie i Lohengrinie (sic!). Na nic jednak się zdają wszelkie wysiłki, próżne przechwałki i lwie męstwo – jednego za drugim Wanda powala na ziemię. Zalotnicy i pretendenci do ręki popadają już w czarną rozpacz, gdy nagle jak z nieba sfruwa czarny rycerz, w istocie niesiony na dłoni niewidzialnego Świętogora. Celnym ciosem, wymierzonym naprawdę przez wielkoluda, Ritiger/Popiel strąca królewnę z siodła, ogłaszając swój triumf.
Opowiedziana powyżej anegdota jako żywo przypomina zmagania Zygfryda i króla Guntera z nieprzejednaną Brunhildą w Pieśni o Nibelungach, podobnie jak Samożony są słowiańską odmianą germańskich walkirii.
Tak czy inaczej, nie ma rady, Wanda pokonana, Ritiger u bram! Nie pomogą jęki ni płacze, czas poświęcić dziewictwo i wolność!
.





